Przesłuchaliśmy

Lament nad Grzybowską

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Początek książki jest odmienny od jej dalszego ciągu. Zaczyna się bowiem chłodnym analitycznym wytłumaczeniem powodów jej powstania oraz opisem zamysłu autorki. Im głębiej w temat, tym więcej emocji wyrywa się spod jej kontroli. Czy to jest wada w przypadku reportażu? A może to nie jest reportaż, tylko kronika życia ludzi na fragmencie miasta? Tak czy inaczej Grzybowska 6/10. Lament jest istotnie pełnym żalu płaczem nad losem Żydów z warszawskiego getta. 
Nie jest łatwo pozostać niewzruszonym, kiedy trafia się na świadectwa okrucieństwa. A historia Żydów w okupowanej Polsce jest przecież niezgłębioną studnią nieszczęść ludzi. Szczególnie w Warszawie, zwłaszcza w jej fragmencie otoczonym wysokim murem. Aleksandra Domańska, twórczyni filmu Wilcza 11 o kamienicy, w której mieszka, tym razem przygląda się rodzinie Salomona Graffa z domu pod numerem 6 przy ulicy Grzybowskiej. Odtwarza historię na podstawie strzępów dokumentów – rachunków za gaz, fragmentów listów rodziny, książek telefonicznych i nawet planów architektonicznych. Jej rozmówcą jest jedyny żyjący świadek losów mieszkańców kamienicy – Jurek Glass. W czasie, w którym rozgrywa się opisana historia, był nastolatkiem i trafił na Grzybowską, kiedy utworzono getto. Dorosły dziś Jerzy opowiada o ludziach, warunkach życia i śmierci, znanych mu nawet lepiej niż innym, bo jego ojciec był lekarzem i często wzywano go do ciężko chorych i umierających.

A więc Salomon Graff umarł o pierwszej po południu! Oto jak każdy znak pamięci jest szansą na ocalenie. Wszak ta jego śmierć, poświadczona z dwóch naraz źródeł – z tego listu i nekrologu „pracowników firmy” – to jedna z niewielu, o których da się powiedzieć z taką dokładnością i opisać na kamieniu nagrobnym. Już wkrótce żydowska śmierć stanie się anonimowa, bezdomna i wyjęta z kalendarza (s.104).

Książka, która miała być historią małego fragmentu miasta rozgrywającą się pod konkretnym adresem, przeistacza się w opowieść o całej społeczności żydowskiej z czasów II wojny światowej. Autorka bardzo często opuszcza tytułowy adres, żeby zajrzeć w inne zakamarki strefy żydowskiej otoczonej trzymetrowym murem. Z początku wygląda tylko przez okna kamienicy, ale widok jest tak poruszający, że decyduje się na spacer po makabrycznych ulicach strefy zagłady. Traci zimną krew, ale może sobie na to pozwolić, przecież nie jest reporterką. Jest scenarzystką i reżyserką, może wyrażać własne osądy i robi to, gdy co kilka stron powtarza słowa Reinhardta Heydricha, że Holokaust to „przedsięwzięcie z niejakim rozmachem”. Daje się ponieść emocjom i książka z chłodnej relacji zmienia się w pełen emocji opis odhumanizowania losów Żydów z warszawskiego getta.

Książka jest skrajnie inna niż choćby reportaże Hanny Krall. U Domańskiej wszystkie uczucia mamy podane na tacy. Ona nie tonuje swojej dezaprobaty, nie ukrywa swoich emocji za losami bohaterów. Nie uznaje opowieści zimnej i precyzyjnej jak skalpel. Daje upust żalowi i wściekłości, krzyczy o bezsilności ofiar i bestialstwie katów. Niemal dyszy i ocieka żalem, kiedy formułuje kolejne akapity.

Gdy ludzie po oddaniu futer wrócili do nieogrzewanych domów (o ile je mieli), mogli jeszcze doświadczyć kolejnej plagi – urzędników miejskich, czyli polskich. Oni nie tworzyli rozporządzeń takich jak „futra albo śmierć”, to były pomysły władz okupacyjnych. […] Inkasenci elektrowni korzystali ze stanu ex lex w getcie i ściągali opłaty za elektryczność za poprzednie lata. To samo robili inkasenci gazowni miejskiej (s. 152).

Kiedy czyta się Grzybowską 6/10. Lament, rzeczywiście słychać rozpaczliwy płacz, a serce ściska się w bólu. Domańska swoim stylem wyciska z płuc powietrze i chwyta za gardło. Niech was nie zwiedzie idylliczna okładka, bo to nie jest historia rodziny żyjącej w domowym zaciszu.


autor: Aleksandra Domańska

tytuł: Grzybowska 6/10. Lament

wydawnictwo: Krytyka Polityczna

miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

liczba stron: 295

format: 135 × 205 mm

oprawa: miękka


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.