Żywe słowa

Polak też człowiek

Źródło grafiki: Agata Starownik
Kto to Polak? Według starożytnej logiki definicja Polaka powinna wskazywać jakiś zbiór, do którego należy Polak, i cechy, które Polaka z tego zbioru wyróżniają. Mówiąc terminami – należy określić rodzaj najbliższy (genus proximum) i różnicę gatunkową (differentia specifica).
Polak – człowiek (genus proximum) należący z urodzenia lub wyboru do narodu polskiego (differentia specifica).

Ale kto to człowiek i co to naród polski? Można to opisać na przykład tak:

Człowiek – istota powołana do składania swej wolności w darze miłości Bogu, bliźniemu, sobie.

Naród polski – wielka rodzina Polaka, czasami irytująca, ale jednak własna. To w niej uczy się, jak kochać innych, i stara się owe kochanie praktykować.

Norwid (jak inni mądrzy ludzie) uważał, że bycie Polakiem oznacza przede wszystkim bycie człowiekiem. Specyficzne cechy narodu polskiego, zwłaszcza jego kultura, mają stać się wkładem do wspólnego, ogólnoludzkiego dziedzictwa. Ojczyzna to „tu i teraz” człowieka, pole działania, droga dana przez Opatrzność.

Właśnie – droga, nie cel. Prawdziwa Ojczyzna, ta przez wielkie O, nie jest z tego świata[1]. Każda jednostka i każdy naród pielgrzymują do nieba, wszyscy na swój sposób, ale zjednoczeni w Chrystusie. Dlatego, jak pisał Tuwim, Ojczyzną moją jest Bóg[2], dopiero potem polska ziemia i sielski dom rodzinny (wszystko to łączy w oczach lubej). Bóg powinien być na pierwszym miejscu. Należy Mu się ono, taki jest porządek świata, tego wymaga (za przeproszeniem) metafizyczna harmonia.

Argument tego typu zapewne nie przekona wszystkich, dlatego Norwid stara się pokazać uniwersalność chrześcijaństwa. Uczy ono dystansu – do wszystkiego, nie tylko ojczyzny. Wiąże się z wartościami ważnymi również w etosie humanizmu świeckiego, który – jak się zdaje – wciąż obowiązuje: altruizmem, wrażliwością, mądrością, wewnętrzną wolnością, pięknem, tworzeniem, wznoszeniem się ponad podziały. Jeśli nie jest uniwersalny człowiek, który oddaje życie za miłość, to chyba nic nie jest uniwersalne.

Wartości ogólnoludzkie, najskuteczniej realizujące się w chrześcijaństwie, poeta uważa za ratunek dla zniewolonej ojczyzny – zniewolonej zarówno przez zaborców, jak i przez samą siebie, niszczoną przez egoizm, obojętność, głupotę Polaków, którzy nie pracują nad sobą i wolą własną pieścić się boleścią[3].

Norwid wielokrotnie krytykował postawę swych rodaków, ale pamiętał też o tym, co w ziemskiej ojczyźnie piękne, co – gdy jest praktykowane – zbliża ją do doskonałej Niebieskiej. O szlachetnej prostocie, twórczej pracy, prawdziwym braterstwie, szacunku wobec świata danego człowiekowi mówi w obrazach mitycznej polskiej wsi, znanych z Fortepianu Chopina, Mojej piosnki [II] czy Mojej ojczyzny.

(…) moja ojczyzna: / Pola, zieloność, okopy, / Chaty i kwiaty, i sioła[4]. Uroki natury i spokój domu rodzinnego to jednak tylko stopy Ojczyzny, które można tu utożsamić z ojczyzną ziemską. Ta prawdziwa (…) nie stąd stawa czołem[5]. Jako człowiek Polak wywodzi się ciałem zza Eufratu[6], z ziemi Edenu, z której ulepił go Bóg, a duchem sponad chaosu[7], spoza granic świata i sprzed jego istnienia – wziął początek w przedwiecznym zamyśle Stwórcy. To Jemu zawdzięcza byt i zbawienie, nie żadnemu narodowi, ograniczonemu czasem, przestrzenią, ludzkimi słabościami. To On – Ideał, Pełnia uzupełnia jego niedoskonałości, czyni człowiekiem kompletnym, umożliwia prawdziwe istnienie: Klucz Dawidowy usta mi otworzył, / Rzym nazwał człekiem[8].

Jak łatwo się domyślić, dokonuje się to przez wspólnotę Kościoła rzymskiego, złożoną z niesfornych członków (warto przypomnieć: wszystkich ochrzczonych, nie tylko kleru), ale uświęcaną przez Boga. Nie oznacza to, że Norwid był tzw. Polakiem-katolikiem. Oznacza to, że znał i cenił kulturę europejską. A ona wyrosła na chrześcijaństwie, w którym zjednoczyły się dokonania z kręgów judaizmu, antyku grecko-rzymskiego i szeroko pojętych ludów barbarzyńskich. Cywilizacja składa się z nabytków wiedzy  i z r a e l s k i e j  –  g r e c k i e j  –  r z y m s k i e j, a łono jej chrześcijańskie[9].

Człowiek, bogaty w tradycję tylu narodów, ma obowiązek ją rozwijać – czego przestrzenią staje się kultura ziemskiej ojczyzny, stająca się cegiełką do wspólnego dziedzictwa. Należy rozumieć ją szeroko: jako sztukę, naukę, technikę, nawet działalność społeczną i doskonalenie charakteru. Polak musi rozwijać się jako człowiek i służyć innym – w ten sposób wspiera Polskę. Jako dobry, ale już dorosły syn jej ramię podpiera[10]. Kocha ją i jej służy, zwłaszcza że zna jej cierpienie i nędze: Ojczyzny mojej stopy okrwawione / Włosami otrzeć na piasku / Padam[11].

Polak wie jednak, że trudny stan obecny to nie koniec. Pracuje – czy też walczy, ale duchowo – o Polskę oświeconą blaskiem Ojczyzny niebieskiej, udoskonaloną, przemienioną tak, jak przemienia się każdy człowiek, gdy kieruje się miłością – czyli gdy urzeczywistnia się w nim lepszy świat.

Polska Norwida i Polska współczesna różnią się fundamentalnie: zdobyliśmy polityczną niepodległość. Poza tym – nic nowego pod słoneczkiem, ślicznym okiem. Polska była, jest i będzie rozdarta wewnętrznie, zarozumiała, niszczona przez narody ościenne i własne dzieci. Polska była, jest i będzie krajem gościnnych, lojalnych ludzi, bohaterów krwi i potu czoła oraz zieleni, której na próżno szukać w ciepłych krajach. Cała ta nędza i cała wielkość odsyła jednak poza siebie. Przypomina i obiecuje. To ślad – lub – stopy[12].


Moja ojczyzna

Kto mi powiada, że moja ojczyzna:

Pola, zieloność, okopy,

Chaty i kwiaty, i sioła – niech wyzna,

Że – to jej stopy.

Dziecka – nikt z ramion matki nie odbiera;

Pacholę – do kolan jej sięga;

Syn – piersi dorósł i ramię podpiera:

To – praw mych księga.

Ojczyzna moja  n i e  s t ą d stawa czołem;

Ja  ciałem zza Eufratu,

A duchem sponad Chaosu się wziąłem:

Czynsz płacę światu.

Naród mię żaden nie zbawił ni stworzył;

Wieczność pamiętam przed wiekiem;

Klucz Dawidowy usta mi otworzył,

Rzym nazwał człekiem.

Ojczyzny mojej stopy okrwawione

Włosami otrzeć na piasku

Padam: lecz znam jej i twarz, i koronę

Słońca słońc blasku.

Dziadowie moi nie znali też innéj;

Ja nóg jej ręką tykałem;

Sandału rzemień nieraz na nich gminny

Ucałowałem.

Niechże nie uczą mię, gdzie ma ojczyzna,

Bo pola, sioła, okopy

I krew, i ciało, i ta jego blizna

To ślad – lub – stopy.


Tekst za: C. Norwid, Moja ojczyzna, w: tenże, Pisma wszystkie, opr. J. W. Gomulicki, t. I, Warszawa 1971, s. 336.



[1] J 18, 36.
[2] J. Tuwim, Ojczyzna, „Pro Arte et Studio. Pismo Młodzieży Akademickiej” 1917, nr 2 (6), s. 13.
[3] A. Asnyk, Miejmy nadzieję!, w: tenże, Poezje wybrane, opr. P. Hertz, Warszawa 1974, s. 83.
[4] C. Norwid, Moja ojczyzna, w: tenże, Pisma wszystkie, opr. J. W. Gomulicki, t. I, Warszawa 1971, s. 336.
[5] Tamże.
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] Tamże.
[9] C. Norwid, Quidam, w: tenże, Pisma wszystkie, opr. J. W. Gomulicki, t. III, Warszawa 1971, s. 80.
[10] C. Norwid, Moja ojczyzna, dz. cyt., s. 336.
[11] Tamże.
[12] Tamże.

Agata Zuzanna Starownik

Studiuje polonistykę i historię sztuki w ramach MISHu w Warszawie. Stara się wierzyć w Prawdę, Dobro, Piękno. Kocha fiołki, koty i zachody słońca.