Recenzje

Językowy obraz sfingowanego świata. Karl Ove Knausgård, „Moja walka

Źródło grafiki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2677/Moja-walka-Ksiega-1---Karl-Ove-Knausg%C3%A5rd
Śmiało można powiedzieć, że imponujących rozmiarów (548 stron, a to zaledwie pierwsza część spośród już napisanych sześciu) powieść Karla Ovego Knausgårda podbija rynki czytelnicze na całym świecie. Niemalże w każdym artykule prasowym czy wywiadzie z twórcą zaznacza się wyraźnie, że już co dziesiąty obywatel Norwegii postawił na swojej półce Moją walkę.
Knausgårda doceniają zarówno przeciętni czytelnicy, jak i liczni recenzenci, czym chwali się (i dobrze) na swojej stronie internetowej nasz rodzimy wydawca – Wydawnictwo Literackie [1], przygotowujące właśnie polską edycję drugiego i trzeciego tomu dzieła. Sypią się porównania do Proustowskiego W poszukiwaniu straconego czasu, choć warto zaznaczyć, że sam pisarz wyraźnie odcina się od takiego kontekstu. Mnożą się paralele między Moją walką Knausgårda a Moją walkąMein Kampf  Hitlera, choć wydaje się, że także i do nich krytycy nadmiernie się przywiązują.

Jedno wygląda na pewne: już po przeprowadzeniu kwerendy internetowej, a jeszcze przed przeczytaniem Mojej walki szybko zorientowałam się, że literacki światek w sposób zadziwiająco zgodny, ale i niepozbawiony nutki naiwności wybrał sobie Knausgårda na nowego boga słowa, podczas gdy dla samego pisarza prawdopodobnie jest to ostatnia rzecz, której on by pragnął. Może to zasługa (wina?) mitu Skandynawii jako krainy dalekiej i wciąż obcej? Może to długość cyklu łatwo przywodzi na myśl monumentalne dzieła i, co za tym idzie, wywołuje w nas respekt? Lektura Mojej walki sprawiła, że ciśnie mi się na usta inna odpowiedź: nie, rzecz w tym, że ktoś odważył się – nie jako pierwszy, nie jako jedyny, ale z pewnością w sposób wyrazisty, zdecydowany – zawrzeć w literaturze życie wraz ze wszystkimi jego cieniami i bez żadnego znieczulenia, a to nas przeraża, ponieważ nie przywykliśmy lub też nie chcemy przywyknąć do prawdy. We współczesnej kulturze, ociekającej plastikowością, sztucznością, schematycznością i skrajnością obliczoną nie na autentyczność, lecz na jej efektowny surogat, powieść Knausgårda jawi się jako bezkompromisowy portret żywota człowieka niepoczciwego. Człowieka, który wcale nie poszukuje straconego czasu, tylko raczej widzi tę nieustanną stratę i zastyga nad nią w bezruchu z powodu paraliżu woli i kryzysu tożsamości. Zobaczyliśmy siebie w tym słownym układzie szkiełek magicznych? Całkiem prawdopodobne, że tak, i dlatego z Moją walką tak łatwo może połączyć nas więź przerastająca techniczne kryteria oceny utworu literackiego.

W Mojej walce czytelnicy odnajdą ilustrację wielu różnych aspektów życia jednostki postrzeganej zarówno jako indywiduum, jak i jako członek społeczeństwa. Wydarzeniem centralnym, w największym stopniu organizującym fabułę, jest śmierć ojca Karla Ovego, ale nadmiernie uprościlibyśmy sprawę, gdybyśmy wskazali na ten wątek jako na najistotniejszy. Wspomniane doświadczenie staje się raczej czynnikiem uruchamiającym pasmo refleksji Knausgårda nad swoim życiem i nad naturą życia w ogóle. Rozważania pisarza najczęściej dotyczą niemożności osiągnięcia przez niego stanu, w którym niczego nie musiałby udawać, nie odczuwałby wewnętrznego imperatywu kombinowania, nie zmuszałby się do emocji i  uczuć. Knausgård momentami przywodzi na myśl Leona Płoszowskiego, bohatera Sienkiewiczowskiego Bez dogmatu, powtarzającego z rozbrajającą szczerością i  obezwładniającym pesymizmem: nie ma na świecie stałości, a mnie nie stać ani na szczerość, ani na trwałe umiłowanie czegokolwiek lub kogokolwiek; żyję ułudami i wiem, że tak właśnie jest, bo o ile dla całego świata ciągle mam kłamstwa w zanadrzu, to ja sam nie okłamuję siebie nigdy. Narrator Mojej walki trafnie zresztą diagnozuje, jaka zadra tkwi w nim najboleśniej:Świadomość własnych braków czasami mi ciążyła, bo tak bardzo chciałem być kimś, tak bardzo chciałem być wyjątkowy [2].

Knausgård ma świadomość różnicy pomiędzy tym, czego naprawdę pragnie, a tym, czego się od niego oczekuje; gdy nie spełnia zewnętrznych wymagań, karze się za to w myślach. Przyznaje, że nieraz zdarza mu się nie znosić swojej małej córki, nie ukrywa przed czytelnikami oczekiwania na ewentualny spadek, które pojawiło się w jego głowie tuż po otrzymaniu wiadomości o śmierci ojca. Nie znaczy to jednak, że daje sobie na takie zachowania przyzwolenie. Zapętlone, nawarstwione przez lata poczucie winy i fałszu właściwie uniemożliwia mu nawiązywanie trwałych relacji opartych na zaufaniu, a funkcjonowanie w społeczeństwie czyni niemalże nieznośnym. Skala tej zapaści wygląda na przerażającą, skoro w pewnym momencie narrator określa otaczającą go rzeczywistość następującymi słowami: Oglądałem życie, a myślałem o śmierci [3].

O czym jeszcze pisze Knausgård? Na przykład o tym, jak przedziwne stało się dla niego obcowanie z literaturą. Autor wskazuje na konieczność odnalezienia balansu pomiędzy treścią a formą. Pisanie powinno pozostawać w styczności z mocną, poruszającą tematyką, chociaż należy kierować się również nieustannym pragnieniem okiełznania materiału treściowego za pomocą jakiejś nadrzędnej ramy. Praktyka literacka jawi się jako czynność docierania do wewnątrz z pozycji bycia na zewnątrz. Co więcej – między tymi dwoma porządkami musi zajść interakcja, wymiana ciosów, walka właśnie. Nie chodzi tu zatem o Czystą Formę, nie chodzi również o Stendhalowskie zwierciadło przechadzające się po gościńcu. Poglądy Knausgårda na proces powstawania dzieła zbliżyć można raczej do jakiejś bolesnej wariacji na temat Bachtinowskiej dialogowości, nieustannego wzajemnego kształtowania się sensów tworzących wielki łańcuch treści.

Twórca idzie o wiele dalej: stawia tezę, jakoby słowa z zasady – jako część nadbudowanego systemu postrzegania świata – tylko odwzorowywały byty, stanowiły „wyłożenie i obmyślenie świata, a nie jego wyjaśnienie” [4]. Knausgård nie czerpie jednak ukojenia z możliwości dojścia do istoty świata na drodze istoty słów, wręcz przeciwnie – istnienie powyższej zależności stanowi dla niego dowód na pozorność i  nieskuteczność procesów poznawczych. Ma dla tego stanu niezwykle celne określenie: sfingowany świat.

Sfingowany świat?
Tak, świat jako nadbudowa, świat jako duch, nieważki i abstrakcyjny, z tej samej materii, z której utkane są myśli, dlatego będący czymś, w czym mogą one bez przeszkód się poruszać. Świat, który po trzystu latach istnienia nauk przyrodniczych został odarty z tajemnic. […] Nasze myśli zalewają obrazy miejsc, w których nigdy nie byliśmy, a mimo wszystko je znamy, ludzi, których nigdy nie spotkaliśmy, a mimo wszystko jesteśmy z nimi w poufałych stosunkach i żyjąc, stale się do nich odnosimy
[5].

Knausgård rozumie zatem życie jako fikcję, a literaturę jako narzędzie pozwalające zwalczać tę fikcję inną fikcją. To daje ukojenie, ale tylko chwilowe, złudne – sfingowany świat prędzej czy później odbiera słowom i czynom autentyczność. Dla Knausgårda nie ma ucieczki od konwencjonalności; panujemy nad systemami pojęć, nie umiemy jednak wykrzesać z nich prawdy. Żyjemy w sieci fantazmatów.

Karl Ove Knausgård posługuje się słowem nader sprawnie: bez emfazy, choć plastycznie, bez arcymistrzostwa, choć poruszająco. Doceniam szczerość Knausgårda płynącą z jego wizji rzeczywistości, choć się z tym obrazem nie utożsamiam. Daleka jestem również od uważania autora Mojej walki za kogoś, kto dokonał przełomu w literaturze współczesnej; martwi mnie nawet, że przeczytanie wielu fraz ostrych, ale przecież treścią przystających do rzeczywistości wzbudza w czytelnikach tak nieprzyjemne wrażenie spotkania z powieściowym portretem samego siebie, że potrzeba zniwelowania dysonansu przekłada się na gloryfikację pisarza. Nie popieram Knausgårda, gdy mówi on, że bezpowrotnie skazano nas na sfingowany świat, całym sercem doceniam jednak to, w jaki sposób próbuje on utkać swoją czasoprzestrzeń z materii języka. Właśnie te starania czynią z Mojej walki literaturę pytającą, szukającą, zasługującą na uwagę.


autor: Karl Ove Knausgård
tytuł: Moja walka. Księga pierwsza
przekład: Iwona Zimnicka
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
miejsce i rok wydania: Kraków 2014
stron: 548
format: 145x205 mm
oprawa: twarda z obwolutą




[1] www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2677/Moja-walka-Ksiega-1---Karl-Ove-Knausg%C3%A5rd, [dostęp: 7.07.2014].
[2] K. O. Knausgård, Moja walka. Księga pierwsza, przeł. I. Zimnicka, Kraków 2014, s. 130.
[3] Tamże, s. 244–245.
[4] Tamże, s. 277.
[5] Tamże, s. 277–278.

Katarzyna Osior

Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, zastępczyni redaktor naczelnej portalu, zajmuje się także redakcją i korektą portalowych artykułów. Miała być lekarzem, ale została językoznawcą i uważa, że lepiej nie mogła wybrać. Obserwuje rzeczywistość z wrodzoną dociekliwością w myśl zasady, że ciekawość to pierwszy stopień nie do piekła, lecz do wiedzy. Wiecznie wierzy – w świat, w ludzi, w uczucia, w język, w Słowo.