Recenzje

Słoń, stulatek i kupa forsy

Źródło grafiki: http://qultqultury.pl/wp-content/uploads/2014/05/stulatek.jpg
„Jest, jak jest, i będzie, co będzie” – takiej życiowej postawy nauczyła matka głównego bohatera książki Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, podczas gdy jego ojciec zajęty był szerzeniem w Rosji mało popularnej idei antykoncepcji. I tą też maksymą bohater ów kierował się w dalszym życiu, czego rezultatem jest jego niesamowita odyseja, w której ogromną rolę odgrywają przypadek oraz niesłychane szczęście. Jonas Jonasson w swojej debiutanckiej powieści zaprasza czytelników do wysłuchania gawędy o człowieku, który był przyjacielem Francisca Franco oraz Mao Zedonga, srodze naraził się Stalinowi, a także pił w towarzystwie przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Harry’ego Trumana. A to dopiero początek…
Książka zaczyna się dosyć niepozornie: oto w dniu swoich setnych urodzin Allan Karlsson stwierdza, że dość ma domu starców, gdzie nie pozwalają mu choćby na łyczek zacnej wódeczki, i – w sposób zasugerowany w tytule – udaje się w ostatnią wielką wyprawę, a po drodze nieprawnie zagarnia walizkę z równie nieuczciwie zarobionymi pięćdziesięcioma milionami. Sprowadza sobie tym samym na kark gang o jakże szumnej nazwie Never Again i poznaje nowych przyjaciół, nie tracąc przy tym choćby na chwilę wrodzonego optymizmu oraz stoickiego spokoju (cech doprawdy niezwykłych, jeśli wziąć pod uwagę wszystkie jego przeżycia).

Główny wątek przeplatany jest zapisem barwnego życia staruszka, którego dawne przygody stają się z czasem tak wciągające, że aż żal wracać do współczesności. A pośród tego wszystkiego – prostoduszny mężczyzna, który najzwyczajniej od małego lubi wybuchy. Charakteryzujące go niebywała beztroska, skłonność do wpadania w tarapaty, upodobanie do alkoholu oraz – od czasu do czasu niefortunna – bezpośredniość czynią z niego postać nieodparcie sympatyczną. To trochę hybryda Garpa (do tego filmu często się zresztą Stulatka porównuje), Szwejka oraz Franka Dolasa z Jak rozpętałem II wojnę światową, ktoś, z kim aż miło by pogawędzić na przyjacielskiej stopie przy kieliszku czegoś mocniejszego.

Karl nie jest też bynajmniej w ciemię bity, potrafi być podstępny i nie najgorzej kłamie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie zakłóca to jednak zasadniczo wewnętrznej spójności tego bohatera. Ze względu na jego złożoność i to, iż chcąc nie chcąc cały czas znajduje się on w centrum wydarzeń, postaci drugoplanowe pozostają zawsze w cieniu. To naprawdę o czymś świadczy, zważywszy, że stanowią niezłą plejadę dziwaków: na kartach tej książki trafimy bowiem na uroczego złodziejaszka, który żeruje na swoich sąsiadach, wiecznego studenta lat 50, „prawie” magistra niezliczonych dziedzin, kobietę klnącą jak szewc oraz jej pupilkę, słonicę Sonię, gangstera, który lubi grać z mamą w Wyspę skarbów i wielu, wielu innych…

Jak mogliście się już do tej pory domyślić, mamy tu do czynienia z fabułą podlaną hojnie błyskotliwym humorem, często smoliście czarnym (kuriozalne zgony dwóch rzezimieszków), z pogranicza absurdu. Jonasson ma dar do żartów sytuacyjnych, dzięki czemu Stulatek to wyśmienity materiał na komedię (rezultat starań związanych z przeniesieniem tej historii na ekran, moim zdaniem stanowczo udany, mogliśmy niedawno oglądać w polskich kinach). Do moich ulubionych fragmentów humorystycznych należy epizod z małym Kim Dzong Ilem, a także wątek organizacji przestępczej The Violence (Przemoc), która, w wyniku kiepskiej znajomości języka, reklamuje się firmowymi swetrami jako The Violins (Skrzypce). Przypadek, który rządzi życiem Karla, dostarcza jednak o wiele więcej okazji do śmiechu.

Oprócz warstwy komediowej istotne jest oczywiście ściśle z nią powiązane tło historyczne. Pisarz jest z historią wyraźnie obeznany, z wielką frajdą łączy fakty, żongluje istotnymi zdarzeniami, dorzucając garściami znane i lubiane (bądź nie, nawet częściej nie) persony (niekiedy pojawiają się też postaci wyssane z palca, jak Herbert, głupszy przybrany brat Einsteina). Jego twórcza energia oraz ogromna inwencja imponują, a poszukiwanie w książce smaczków to prawdziwa frajda. To bodajże najmocniejsza strona tego dzieła.

Stulatek to pozycja z rodzaju „im dalej, tym fajniej”, początek zatem jeszcze nie zachwyca, prawdziwa zabawa zaczyna się dużo później. W kulminacyjnej scenie „przesłuchania” pod koniec książki autor zadaje ostateczny cios, który zwala z nóg i sprawia, że czytelnik śmieje się do rozpuku. Potem napięcie znika i pozostawieni zostajemy z jakże zadowalającym, przyjemnym happy endem.

Za tym wszystkim kryje się jednak zaskakująco gorzka refleksja, żaden ze zwycięzców gry w życie obecnych na kartach książki nie należy bowiem do jednostek szczególnie moralnych. Konstatacja (pozornie banalna), iż świat jest mało uczciwym miejscem i lepiej wiedzie się oportunistom oraz oszustom, którzy ten fakt uznają, ma w sobie coś boleśnie prawdziwego. Komizm całości okazuje się nagle bardziej cyniczny, niż można by z początku sądzić. Nikt tutaj nie jest niewinny, a za lekarstwo na globalne konflikty – wbrew słowom Karlssona – nie wystarczy porządna libacja. Sposób bycia i filozofia tego bohatera są zresztą w rzeczywistości wysoce destruktywne, o czym świadczy chociażby to, że wielu jego przyjaciół umiera wkrótce po nawiązaniu znajomości (nie inaczej!).

To właśnie ambiwalencja przesłania powieści czyni z niej dzieło wyjątkowe i niebanalne. Dla jednych będzie to przede wszystkim historia, przy której można się sporo pośmiać. Dla innych – zdemitologizowany (aczkolwiek zdecydowanie przerysowany) obraz ludzkiej natury i stworzonych przez nas społeczności. Prawda leży, jak zazwyczaj, pośrodku, a jeden punkt widzenia wcale nie kłóci się z drugim. Mnie na przykład takie słodko-gorzkie dania smakują. Innym odbiorcom mogą mniej przypaść do gustu. Na pewno jednak warto przekonać się o tym samemu.


autor: Jonas Jonasson

tytuł: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

przekład: Joanna Myszkowska-Mangold

wydawnictwo: Świat Książki

miejsce i rok wydania: Warszawa 2014

stron: 416

format: 135 × 215 mm

oprawa: miękka


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.