Recenzje

Wielowymiarowa auto/biografia z daddy issues w roli głównej

Źródło grafiki: 3.bp.blogspot.com/-UxFQ6fax_30/UxiD_AUTbgI/AAAAAAAAJnc/Agq6Jb_2YyY/s1600/Dotter_cover_PL_front.jpg; goodokbad.com/assets/images/books/dotter_04.png; 31.media.tumblr.com/tumblr_lzud63P9g91rob3ibo1_500.jpg; forbiddenplanet.co.uk/blog/wp-content/uploads/2011/08/dotter_pg46-540x766.jpg
Oczko w głowie tatusia, komiks wydany niedawno przez Wydawnictwo Komiksowe, może kusić. Na pierwszym miejscu historią Jamesa Joyce'a i jego córki Lucii, a w drugiej kolejności: podejmowaną problematyką, nagrodą Costa Book Award dla najlepszej książki biograficznej oraz/lub małżeńską współpracą Mary (badaczki zagadnień języka, gender i władzy) i Bryana (twórcy komiksów) Talbotów. Czy jednak w równej mierze spełni oczekiwania każdego, kto po tę publikację sięgnie, bez względu na kierujące nim powody? Mała podpowiedź poniżej.
Zacznijmy od Costa Book Award. Sama nazwa nagrody wskazuje na to, że laureaci muszą wywodzić się z rynku książkowego – o komiksach nigdzie nie ma mowy. I rzeczywiście, Oczko w głowie tatusia jest pozycją wyjątkową w historii tego prestiżowego literackiego wyróżnienia, gdyż jako pierwsza powieść graficzna (od czasu prymarnej edycji w 1971 roku) znalazło się na liście uhonorowanych publikacji w kategorii „Biografia”. Ten niezwykły precedens można pewnie uzasadnić faktem, że Costa Book Awards to nagrody mające promować czytelnictwo wśród szerokich kręgów odbiorców, często więc doceniają dzieła nie tylko o wysokich walorach literackich, lecz także te, które po prostu sprawiają czytelnikom wiele przyjemności. Być może właśnie sięgnięcie po komiks nawiązujący co prawda do wielkiej literatury, ale jakby gdzieś z boku, przypadkiem, mimochodem, nienachalnie wydało się jurorom zgodne z duchem i wysokim celem brytyjskiej nagrody.

Jeśli chodzi o rozwiązania gatunkowe, Oczko w głowie tatusia to komiks jak najbardziej oryginalny. W pierwotnym zamyśle Mary Talbot miała napisać scenariusz do pracy opowiadającej o jej relacjach z ojcem, a zilustrować miał ją  jej mąż. Podczas zbierania materiałów literaturoznawczyni odkryła jednak, że James Joyce – obiekt zainteresowań badawczych ojca kobiety – miał córkę, w której historii (choć nad wyraz burzliwej) można było odnaleźć liczne punkty analogiczne do jej własnych doświadczeń życiowych. Prosta autobiografia zmieniła się więc w wielowymiarową historię o dorastaniu młodej kobiety, jej pierwszych wyborach i życiowych celach oraz roli, którą w tym wszystkim odgrywają rodzice. Oczko w głowie tatusia dzieli się bowiem na trzy części, fabularnie i graficznie przeplatające się ze sobą i uzupełniające się. Pierwsza jest warstwą narracyjną z dorosłą Mary Talbot jako główną bohaterką. To tylko kilka stron wplecionych w tok akcji, dla odróżnienia utrzymanych w naturalnej kolorystyce, ale dosyć ważnych, ponieważ wprowadzają one wątek podobieństwa między dwiema kobietami z zupełnie różnych epok. Druga część dotyczy dzieciństwa, dorastania i pierwszych lat dorosłości Mary. Każdy okres był naznaczony ciągłym naburmuszeniem, egoizmem i sarkastycznymi docinkami jej ojca, obawą dziewczyny przed kolejnym wybuchem jego niezadowolenia i złości oraz jej wyczekiwaniem na choć jedno przychylne słowo ze strony rodzica. Może właśnie dlatego kolory w tej części ograniczone są do minimum, z rzadka tylko przetkane intensywniejszą plamą barwną.



Najciekawsza pod wszystkimi względami jest trzecia warstwa fabularna Oczka w głowie tatusia – historia Lucii Joyce. Nie dość, że dzięki niej możemy w całości śledzić cytaty z poezji Jamesa Joyce'a, to jeszcze podglądamy życie rodzinne wielkiego pisarza. Ono zaś – jak na prawdziwego artystę przystało – dalekie było od sielskości i beztroski. Najpierw ciągłe przeprowadzki i życie w ubóstwie, później, po wydawniczym sukcesie Ulissesa,  bywanie w towarzystwie i rozrzutność ponad faktyczne możliwości finansowe. A do tego wszystkiego niezmienna pasja Lucii – taniec. I chociaż nie była to dziecięca zachcianka, lecz prawdziwy talent i kariera nabierająca rozpędu, to młoda kobieta nie mogła liczyć na zrozumienie i wsparcie rodziców – nawet będących tak modern jak państwo Joyce (o dziwo, w komiksie z ust irlandzkiego pisarza padają słowa: „Wystarczy, że kobieta umie napisać list i z gracją nosić parasolkę”). Dodać do tego należy zawód miłosny doświadczony za sprawą Samuela Becketta, przerwanie kariery tanecznej z powodu licznych kontuzji, tymczasową przeprowadzkę do Londynu przekreślającą plany usamodzielnienia się oraz piętno nieślubnego dziecka (Lucia dowiedziała się o tym dopiero w wieku 24 lat, gdy jej rodzice postanowili... wziąć ślub). Wszystko to okazało się zbyt ciężkim brzemieniem dla tak młodej dziewczyny i szybko zamieniło się w chorobę umysłową, a następnie spowodowało całkowitą izolację w szpitalu psychiatrycznym.

Ten ostatni etap życia Lucii zdaje się najbardziej interesujący, jednakże w komiksie został tylko oględnie zarysowany na czterech stronach. Co prawda kadr zajmujący w całości jedną kartkę i przedstawiający przejmującą wizję stanu dziewczyny w klinice zbudowano fenomenalnie, dzięki czemu na długo zapada on w pamięć (w ogóle cała oprawa graficzna tej trzeciej warstwy fabularnej jest godna podziwu – ze swoją zimną kolorystyką wykorzystującą błękity i niebieskości z łatwością przechodzące w czerń), ale czytelnik może odczuć pewien niedosyt. Przede wszystkim trudno się zainteresować historią Mary, gdy tylko wypatruje się niebieskich stronic i opowieści o pannie Joyce, żeby chwilę potem spostrzec, że ten wątek nie zajmuje nawet połowy powieści graficznej Talbotów. Poza tym dzieje obu kobiet przedstawione są ze zbyt dużym chłodem, zbyt sucho i zdaje się, że zanadto wyrywkowo. Tytuł jest jednak znaczący: to relacje ojciec-córka mają być na pierwszym miejscu i możliwe, że chłód, niezrozumienie i obojętność zwyczajnie przesiąkają z opowiadanych historii wprost na komiksowe karty.



Czy zatem Oczko w głowie tatusia wykorzystuje wszystkie atuty, którymi kusi? Czy przyniesie satysfakcję każdemu czytelnikowi sięgającemu po ten komiks? Jasnej odpowiedzi nie będzie, obiecałam wszak tylko podpowiedzi. Jednak bardzo możliwe, że tylko osoby bezpośrednio dotknięte przez tzw. daddy issues mogą w pełni zrozumieć i współodczuwać cierpienie wraz z bohaterkami komiksu Talbotów. Tym jednak, którzy nie potrzebują wchodzić w buty literackich postaci, by móc docenić kunszt artystyczny dzieła, zdecydowanie powinny wystarczyć oryginalne rozwiązania gatunkowe i stylistyczne.




Tytuł: Oczko w głowie tatusia
Autorzy: Mary M. Talbot (scenariusz), Bryan Talbot (rysunki)
Przekład: Wojciech Szot
Wydawnictwo: Komiksowe
Miejsce i rok wydania:
Warszawa 2014
Liczba stron: 96
Format: 150 x 240 mm
Oprawa: twarda


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.