Relacje

Kosmos na Zachętę

Źródło grafiki: www.zacheta.art.pl/article/view/2034/kosmos-wzywa
Tym razem, wyjątkowo, krótka refleksja prosto z galerii, kilka przemyśleń dotyczących niedawno zakończonej, bardzo – moim zdaniem – udanej wystawy w Zachęcie.

Kosmos, bo o niej mowa, to próba ukazania wpływu nauki i techniki lat 50. na obraz ówczesnej kultury: sztuki, literatury czy architektury i urbanistyki. Wyścig zbrojeń, podbijanie kosmosu, rozwój komputerów, transplantologii, nowoczesne architektura i budownictwo, cybernetyka – wszystkie te zagadnienia, tak charakterystyczne dla lat 50. i 60. spowodowały rozwój gatunku science fiction, a także wykształcenie nowych form wyrazu w sztuce, filmie i muzyce. Twórcy wystawy pragną opowiedzieć o tym właśnie aspekcie czasów poodwilżowych w Polsce: o wpływie osiągnięć naukowych zimnej wojny na świat kultury.
A wpływ ten był, rzecz jasna, niebagatelny. Multum pisarzy zaczynało w tych czasach kariery, zaczynało pisać fantastykę naukową, właśnie – w dużej mierze – pod wpływem pierwszych lotów w kosmos, odkryć z dziedziny cybernetyki itd. Chyba nigdy wcześniej literatura i sztuka nie zainteresowała się w takim stopniu naukami ścisłymi. Fizyka, biologia, cybernetyka, astronomia – wszystkie one zostały wykorzystane przez artystów. Niekiedy skomplikowane technologie dostarczyły jedynie tła dla wydarzeń (Philip K. Dick, Stanisław Lem), niekiedy jednak stanowiły esencję powieści s.f., co często nieco uproszczało ich warstwę intelektualną, a rozszerzało tę czysto przygodową. Była ona nowa o tyle, o ile rozwój fabuły opierał się na wprowadzeniu niesamowitych technologii, obcych cywilizacji. Do tej pory spora część s.f. spłyca nieco naukę, by wykorzystać ją w rozwoju fabuły i zaspokoić przy tym fetyszystyczne potrzeby niektórych zapalonych fanów.

Inna rzecz, że taki Arthur C. Clarke – jeden z najbardziej znanych twórców s.f. – opisał w swoich książkach urządzenia, skonstruowane dopiero wiele lat później, często po konsultacjach z samym pisarzem, który posiadał niezwykłą intuicję w kwestii rozwoju technologii.

Na podstawie książek masowo zaczęły powstawać filmy, w Polsce najczęściej oparte na prozie Stanisława Lema, niezwykle popularnego w całym bloku sowieckim. Najbardziej chyba godnym polecenia jest, puszczony również fragmentami na wystawie, Szpital Przemienienia – futurystyczna wizja świata, w którym transplantologia potrafi dokonywać prawdziwych cudów. Dzieło wypełniają rozważania na temat transplantacji i szeroko pojętego postępu techniki i nauki, stających się władcami życia i śmierci. Film, oparty na powieści Lema, cieszy się sporym szacunkiem znawców klasyki, choć przez autora pierwowzoru został zmieszany z błotem (miał to zresztą w zwyczaju robić z każdą ekranizacją  swojego dzieła).

Innym zagadnieniem poruszanym na wystawie jest niezwykle modna w latach 50. i 60. cybernetyka, która miała dostarczyć artystom uniwersalnego kodu, pozwalającego porozumieć się sztuce, naukom humanistycznym i ścisłym. Stąd mamy tylu pisarzy i twórców zafascynowanych przetwarzaniem informacji, sterowaniem nią, a także całą racjonalnością, wydajnością i logicznością cybernetyki. Obrazy i kompozycje przestrzenne oparte na teoriach cybernetycznych i matematycznych, dzieła sztuki video i instalacje stanowiły chyba najbardziej interesujący punkt wystawy. Wykorzystywanie osiągnięć nauk ścisłych w sztukach plastycznych świadczy o fascynacji postępem, ma też jednak jeszcze inny wymiar. Dzieło sztuki ulega tutaj dehumanizacji, choć pierwiastek ludzki przejawia się w decyzji (niezwykle istotnej) o tym, jakich środków i materiałów użyć. Jednakże kompozycja, koncept dzieła,opracowany jest matematycznie, z wykorzystaniem teorii gier czy statystyki. Artyści uczynili z cybernetyki klucz, pozwalający im stać się tak samo racjonalnymi i bliskimi „obiektywizmu” jak ich koledzy od rakiet i próbówek. Zresztą w historii sztuki co jakiś czas pojawiają się takie nurty, w których za największą nobilitację uważa się kojarzenie ich z nauką i postępem.

Optical art, sztuka kinetyczna i muzyka elektroniczna (jej fascynujące, nieludzkie dźwięki niosły się echem przez wszystkie sale wystawy, znakomicie kreując klimat nowoczesności w stylu retro) stanowią jeszcze inny przykład dzieł sztuki, korzystających z osiągnięć nauki. Przedstawiciele tych nurtów starają się badać granice ludzkiej odporności, ludzkiego pojmowania zmysłowego. Nie dążą do wzbudzania zachwytu warstwą estetyczną swych dzieł, pragną raczej badać reakcje na bodźce, których dostarczają. Optical art na ten przykład wykorzystuje zawodność ludzkiego oka i związane z tym paradoksy.

O samej wystawie, podobnie jak o wszystkim, czego dotyczy, można by jeszcze dużo pisać. Zakres materiału był tu bardzo różnorodny – od rzeczonych filmów, optical art, sztuki video, sztuki kinetycznej, malarstwa, przez zdjęcia, ilustracje, plakaty i grafiki do dzieł s.f., makiet i planów futurystycznych miast i budowli oraz filmów opowiadających o tym, jak będziemy żyć w przyszłości. Zawsze zresztą bardzo lubiłem zestawiać wyobrażenia futurologów z dawnych lat z rzeczywistością przyszłości, która naprawdę zaistniała – w tym wypadku taką możliwość dawał film zrealizowany przez Telewizję Polską w roku 1971 pod wiele mówiącym tytułem Jak będziemy żyć w roku 2000.

Oprócz najbardziej widocznego na tej wystawie związku nauka – sztuka, wzajemnych inspiracji tych dwóch dziedzin (oczywiście głównie to sztuka inspirowała się nauką z racji tego, że ta druga w większym stopniu potrzebuje wnikliwych badań i mocnych podstaw niż czystej, pobudzającej kreatywność inspiracji, choć i ta zdaje się być badaczom przydatna) warto również wspomnieć o jeszcze jednej relacji, która stanowi bardziej ukrytą treść całego tego przedsięwzięcia. Chodzi oczywiście o wpływ polityki, ideologii i propagandy na naukę i na sztukę. Wyścig zbrojeń, zimna wojna, walka ideologiczna – to wszystko stymulowało rozwój matematyki, techniki i przyrodoznawstwa, sztuka zaś to wszystko na swój sposób odbierała i przetwarzała. Sposób, w jaki te trzy dziedziny funkcjonowania społeczeństwa i człowieka się zazębiają w okresie lat 50., 60. i 70., jest niezwykle interesujący.


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.