Recenzje

Komandos z Jazdowa. „Martwe popołudnie” Mariusza Czubaja

Źródło grafiki: www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1494,2669,martwe-popoludnie.html
Miłośnikom kryminałów zapewne znane jest nazwisko Jerrego Bruckheimera, producenta seriali akcji. Duża część spośród nich ma zbliżoną nazwę i bardzo podobną konwencję – CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku / Miami / Las Vegas… Każdy odcinek zaczyna się od porywającej sekwencji, w której zawsze ktoś ginie. Tak też wygląda pierwsza scena Martwego popołudnia, najnowszej powieści Mariusza Czubaja.
Początków tej historii powinniśmy szukać w Gdańsku. Do pewnego hotelu przyjeżdża Sławomir Młynarczyk, znany polski polityk, podczas gdy na ulicy rozpoczyna się właśnie spektakl teatru ulicznego. Młynarczyk wychyla się co jakiś czas przez okno i w ten sposób uczestniczy w przedstawieniu, często rzucając rozmaite nieprzyjemne komentarze. Wszystko ulega gwałtownej zmianie, gdy zamiast słów przez okno wypada jego martwe ciało. Afera gotowa! Nie jest to jednak ostatni martwy polityk. Cięcie.

Przenosimy się w czasie i przestrzeni. Kilka tygodni później, Warszawa. Narracja z trzecioosobowej zmienia się na pierwszoosobową. Teraz świat oglądać będziemy oczami Marcina Hłaski (czasem pytanego, czy z tych Hłasków), prywatnego detektywa w średnim wieku, który wciąż maltretuje swoje ciało treningiem amerykańskich komandosów. Przeciętny, niezbyt wysoki bohater mieszka w jednym z drewnianych fińskich domków na osiedlu Jazdów – dokładnie tych samych, nad którymi niedawno ciążył wyrok: zburzyć. Jest częstym bywalcem pobliskiego placu Zbawiciela, mekki warszawskich hipsterów. Nagle Hłasko dostaje bardzo dochodowe zlecenie: ma namierzyć Daniela Okońskiego, specjalistę od marketingu politycznego. Mimo obiekcji detektyw decyduje się podjąć wyzwanie, zdając sobie zarazem sprawę, że to delikatna kwestia, a propozycja wygląda na jedną z rodzaju tych nie do odrzucenia. Poszukiwania prowadzą naszego bohatera w różne miejsca – do Magdalenki, Lublina, Treblinki… Przez całą historię przewijają się przedziwnie ze sobą połączone wątki polityczne, biznesowe, narkotykowe, ale istotną rolę odgrywa także skomplikowana historia wczesnopowojennej Polski, w której na wieść o porzuconych żydowskich majątkach grupa ludzi – niczym kopacze dążący do swojego Eldorado – wyrusza na wschód kraju w poszukiwaniu złota pozostawionego gdzieś w okolicach byłego obozu zagłady.

Właśnie na kanwie powyższej historii powstała pierwsza część nowej trylogii Mariusza Czubaja, znanego czytelnikom z takich powieści jak 21:37 czy Kołysanka dla mordercy. Wspólnie z Markiem Krajewskim stworzył on postać komisarza Jarosława Patera, bohatera Alei samobójców i Róży cmentarnej. Tworzonym przez siebie gatunkiem beletrystyki (kryminał z domieszką thrillera) Czubaj zajmuje się od strony nie tylko praktycznej, lecz także teoretycznej. W swojej pracy naukowej uwagę poświęca różnym aspektom kultury popularnej ze szczególnym uwzględnieniem antropologii miejskich powieści kryminalnych. Nie można mu zatem zarzucić, że nie zna się na poruszanym temacie.

Czubaj dobrze orientuje się w literackich wyznacznikach gatunku. Równie sprawnie osadza akcję Martwego popołudnia w Warszawie. Dlatego całkowicie zrozumiałe jest to, że chcąc się pokazać towarzyskiej śmietance, Hłasko trafia nie gdzie indziej, jak na plac Zbawiciela. Zbadanie tropów wiodących do patologicznej rodziny zaginionego sprawia, że trafia on na osiedle Dudziarska[1], sam natomiast mieszka w części miasta, w której obecnie chciałby mieszkać każdy, komu marzy się alternatywa i wyjątkowość. W ten sposób Czubaj uwiarygadnia swoją powieść przestrzennie. Co więcej: aby ją zaktualizować, podkreślić czasową przynależność do współczesności, do roku 2013, autor przywołuje sytuacje, które rzeczywiście miały miejsce, czasem nawet cytuje obietnice polityków (chociażby miliony mieszkań z jednej z kampanii prezydenckich). Oczywiście wszystko bez podawania nazwisk – kto wychwyci, sam zrozumie. Powyższa praktyka nie występuje jednak nagminnie, a przemycane aluzje są raczej poboczne, więc za dziesięć lat powieść nie powinna stać się niezrozumiała.

Martwe popołudnie to książka, która wzbudza wiele różnych emocji. Czasem wciąga tak, że nie sposób się oderwać, a zaraz potem zaczyna irytować. Będąc mniej więcej w połowie treści, miałam ochotę rzucić nią o ścianę – miałam za złe Czubajowi, że traktuje mnie w taki sposób – ale już kilka stron później wszystko wróciło do normy. Skąd te skrajności? Możliwe, że problem tkwi w dynamice akcji, czasem zbyt raptownej, wprowadzającej w swego rodzaju zagubienie. Irytujące wydaje się również nieustanne zmienianie przez Hłaskę obiektu swojego zainteresowania detektywistycznego – raz chodzi mu o Okońskiego, przy innej okazji wertuje wszelkie dostępne źródła w poszukiwaniu Markiewicza, a wszystko po to, żeby później sprawdzać pochodzenie Krońskiego. Za dużo nazwisk, za dużo zazębiających się postaci, wszystko dzieje się naraz! Koniec końców wszystko szczęśliwie się uspokaja, wszystko znajduje swoje wyjaśnienie. Wszystko poza tą nieszczęsną sprawą, która rozpoczęła całą książkę. O rozwiązaniu zaledwie napomknięto, trafia ono do czytelnika mimochodem. Pragnę wierzyć, że stało się tak z bardzo konkretnej przyczyny, którą poznam podczas lektury następnej części przygód Marcina Hłaski.


autor: Mariusz Czubaj
tytuł: Martwe popołudnie
wydawnictwo: Albatros
miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
stron: 400
format: 125 x 195 mm
oprawa: miękka        



[1] Zespół budynków na Grochowie, zbudowanych na skrawku ziemi między torami kolejowymi i przeznaczonych przez władze miasta i dzielnicy na lokale tymczasowe. Co szczególnie istotne, są one wykończone poniżej standardu komunalnego – chodziło o to, aby zachęcić tych, którym zostaną przydzielone, do stanięcia na nogi i znalezienia porządnych mieszkań. Idea skandaliczna i, jak się później okazało, nieskuteczna.

Agnieszka Szypulska

Studentka kulturoznawstwa i gospodarki przestrzennej. Słucha ulicy i ogląda ludzi. Tropi narracje, zwłaszcza te miejskie. Lubi opowiadać niestworzone historie o warszawskich zakątkach i robi to zawodowo. Szybko się zakochuje - w miejscach, książkach i fikcyjnych mężczyznach.