Relacje

W oparach Schulza

Transowo-narkotyczny koncert w warszawskim Składzie Butelek. Zbyt elektroniczni vs niezwykle klimatyczni. „Dają radę, ale…”, czyli Michał i Piotrek wraz z ich spojrzeniami na występ zespołu Bruno Schulz.
Michał Ciemniewski: Zacznę od tego, do czego chciałbym się przyczepić. Po %&*$@ im tyle tych automatycznych, syntetycznych i Bóg wie jakich jeszcze dźwięków podczas koncertu w małej, ciasnej salce?! To dobrze brzmi na płycie, w studyjnych brzmieniach skonstruowanych na potrzeby albumu. Jeśli na scenie widzę gitarzystę, basistę i wokalistę (wspomaganych skromnie przez klawiszowca), to chcę słyszeć gitarę, bas i wokal (wspomagane skromnie przez klawisze)! Jakkolwiek by patrzeć, to przecież rock! Owszem, alternatywny i mocno osadzony w klimatach muzyki elektronicznej, ale wciąż rock. I właśnie tej rockowej surowości domagam się podczas koncertów.

Piotrek Wróblewski: Michale czepialski, musisz jednak przyznać, że wszystkie te dźwięki dobrze wybrzmiewały w niewielkiej koncertowej sali Składu Butelek. Trzyosobowa ekipa muzyków świetnie radziła sobie właśnie w takim składzie personalnym i w takim miejscu. Swoją drogą, Karol Stolarek (wokalista) bardzo przypomina mi Rentona z filmu Trainspotting. Może to narkotyczne podobieństwo między stylistyką filmu a melodiami grupy Bruno Schulz uwydatniło się właśnie w osobie frontmana? Poza tym fascynowały mnie również wyświetlane wizualizacje.

MC: Ale, ogólnie rzecz ujmując, zespół daje radę. I mówię to jako ktoś, kto wcześniej bez większego zainteresowania posłuchał niektórych jego utworów w radiu, a tuż przed samym koncertem – kilku kolejnych w internecie (z podobnym zaangażowaniem). Osobiste zdanie autora niniejszej relacji musi się więc liczyć. Ktoś mógłby się z tym nie zgodzić, mówiąc, że moja percepcja była nieobiektywna, bo rozcieńczona kilkoma piwami, ale powtarzam raz jeszcze: to jest rock – wszelkie używki dozwolone!

Mam za to stuprocentową pewność, że zespół Bruno Schulz wierzył w to, co grał. Ja też w to uwierzyłem. Ci trzej muzycy wychodzą na scenę przekonani o swojej sile przekazu i kunszcie artystycznym. Mnie to wystarczy, i to nawet mimo tego, że raczej nie grają mojej ulubionej muzyki.

PW: Internetowa fikcja ma się nijak do klubowej rzeczywistości. Powiedzmy choćby o jednym: zespół przyznał się, że jest z Łodzi, i zagrał w trójkę, podczas gdy internet poświadcza, że Bruno Schulz to czteroosobowa grupa z Kielc. Prawda leży zapewne gdzieś pośrodku.

Daję wielki plus za ciekawe teksty śpiewane po polsku. Brzmieniowo na koncercie zespół wypadł zaskakująco spójnie, mimo że każda z jego dotychczasowych płyt była odmienna. Poza tym szczególnie przypadły mi do gustu wolniejsze, elektroniczne i minimalistyczne kawałki: Z bliska, Wrócisz tu, Nawet z Tobą. Także i utwory z płyty Nowy, lepszy człowiek, które zawsze wydawały mi się odtwórcze i podobne do kompozycji tworzonych przez połowę indie rockowych kapel, wykonane w ten niehałaśliwy sposób wydają się ciekawe. Zapewne to brak klasycznej perkusji wprowadza słuchaczy w tęskną atmosferę i niemal narkotyczny trans:

I nagle chcesz przekupić śmierć

Piękna kobieta, całuje Cię

Zaczyna działać LSD

Już więdną kwiaty, a Ty śmiejesz się?

(Bruno Schulz, Gdy więdną kwiaty)

MC: Jeśli mówimy o atmosferze, to zauważmy, że system kameralnych salek niewątpliwie sprzyjał alternatywie proponowanej przez zespół. Jedyne, co mnie denerwowało, to trzyosobowa załoga pozerów wyglądających jak z reklamy szamponu. Zaanektowali przestrzeń przed samą sceną i poszerzali ją stopniowo wraz z rozrostem ego. Widocznie dostali przepustkę z Facebooka i musieli pokazać, jak bardzo na czasie są ze wszystkimi możliwymi trendami. Mam nadzieję, że to czytają. Serdecznie nie pozdrawiam!

Zdobyczną setlistę przekazałem Piotrkowi, jemu więc oddaję głos.

PW: Michale, mam setlistę! Nawet jej nie pogniotłem! Oddałeś mi głos, a ja głos oddam kapeli. Bruno Schulz to zespół poszukujący, eksperymentujący i warty obserwowania. Mam nadzieję, że pójdą raczej w stronę płyty Wyspa niż krążka Nowy lepszy człowiek, bo moim zdaniem mają do pokazania coś ciekawego – zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Trzymam za nich kciuki.    


Michał Ciemniewski, Piotr Wróblewski