Prime time

Kino należy do ludzi

Źródło grafiki: i2.wp.com/www.365rundown.com/wp-content/uploads/2015/02/Oscars.jpg?fit=770%2C9999
Każdy zgodzi się, że rekordowa liczba nominacji dla polskich artystów – Pawła Pawlikowskiego (reżyseria), Łukasza Żala i Ryszarda Lenczewskiego (zdjęcia) za Idę, Anety Kopacz za Joannę, Tomasza Śliwińskiego i Macieja Ślesickiego za Naszą klątwę oraz Anny Biedrzyckiej-Shepard za ponad 2000 ręcznie wykonanych strojów użytych w superprodukcji Czarownica (wartych w sumie 200 milionów dolarów!) – sama w sobie jest już nobilitacją.
Kiedy dodamy do tego jednego złotego rycerza, nagle okazuje się, że choć podczas gali nie dokonano rozrywkowej rewolucji, dla nas wieczór ten pozostanie kolejnym kamieniem milowym polskiego filmu. Czas na ekspresowe podsumowanie 87. edycji nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.

Blask żarówek, blask sukcesu, blask pośladków

Uniosła się kurtyna, zabrzmiała oscarowa orkiestra (grająca na żywo z Capitol Studios, oddalonych od Dolby Theatre prawie o milę), a na scenie pojawił się tegoroczny gospodarz – znany i lubiany Neil Patrick Harris. U boku Anny Kendrick i w iście broadwayowskim stylu kłócił się z Jackiem Blackiem o prawdziwą naturę Hollywoodu, jednocześnie zażarcie broniąc kinematografii. Filmowcy może i mają opinię zazdrośników o wątpliwym statusie moralnym, ale nie sposób odmówić im wrażliwości, talentu i poczucia misyjności, niejednokrotnie popartego czynami.

Prasa aż huczy od informacji na temat gadulstwa Pawła Pawlikowskiego, apelu J. K. Simmonsa, abyśmy rozmawiali z rodzicami, dopóki wciąż z nami są, feministycznej przemowy Patricii Arquette, wzruszającego wyznania scenarzysty Gry tajemnic, który w młodości z braku samoakceptacji prawie popełnił samobójstwo, n-tej nominacji dla Meryl Streep, która po latach sprzeciwu zdecydowała się zagrać wiedźmę (i dobrze, bo skończyło się to oscarową nominacją), operowego wykonania przez Lady Gagę piosenki Julie Andrews w 50. rocznicę premiery filmu Dźwięki muzyki, znanego z internetowych memów. Mówi się nawet o bieliźnie Neila P. Harrisa. Właśnie dlatego postanowiłem, że zwrócę uwagę na to, co w Oscarach jest najważniejsze: na filmy. Co widziałem, to moje, ale skorzystam z okazji i Was również spróbuję zachęcić do filmowego bogacenia się.

Wybitnie samotne jednostki wybitne

J. K. Simmonsa znają przede wszystkim Amerykanie oraz nieliczna część polskiej polskiej publiczności, a to głównie za sprawą świetnie napisanego i bardzo popularnego w USA kryminalnego serialu telewizyjnego The Closer (dla nas Podkomisarz Brenda Johnson). Przykryty blaskiem Kyry Sedgwick, wielokrotnie (i zasłużenie) nagradzanej za główną kreację w tej produkcji, dopiero w filmie Whiplash mógł w pełni pokazać swoje umiejętności. Akademia doceniła nie tylko pracę Simmonsa. Uznanie zdobyła także cała ekipa filmowców, która – instruowana przez Damiena Chazelle’a i dysponująca niewielkimi środkami finansowym (nieco ponad 3 miliony dolarów) – świetnie opowiedziała uderzającą historię młodego muzyka, inspirowaną osobistymi doświadczeniami reżysera i scenarzysty w jednej osobie. Akademia nominowała Whiplash do Oscara w dwóch spośród pięciu najważniejszych kategorii. Koniec końców wyróżniono Simmonsa, dźwięk i chirurgicznie precyzyjny montaż. Film jest wstrząsający i aż trudno uwierzyć, że sama perkusja potrafi wytworzyć tak silne napięcie, które nie opuszcza widza aż do spektakularnego finału.

Zobacz zwiastun

Najtrudniejsza przeprawa w życiu człowieka

Richard Linklater przeprowadził w latach 2002–2014 wyjątkowy filmowy eksperyment: raz do roku filmował życie jednego wybranego chłopca, począwszy od momentu jego narodzin. Boyhood przedstawia autentyczne do bólu obrazy dorastania zupełnie zwyczajnego młodego człowieka, który poszukuje swojego miejsca w świecie, doświadcza życia we wszystkich jego aspektach, a przy tym zmaga się z rozwodem rodziców. Film chwalono już wcześniej na festiwalu Sundance i na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Dostrzegła go również amerykańska Akademia.



O śmierci, przyjaźni i naprawdę smacznych ciastkach

Jeśli widzieliście Fantastycznego Pana Lisa lub Kochanków z Księżyca, to wiecie, czego spodziewać się po Wesie Andersonie. Ten wybitny twórca udowadnia w arcydziele Grand Budapest Hotel, że film to autonomiczny środek wyrazu oparty zarówno na obrazie, jak i na dźwięku. Po zwerbowaniu prawdziwych arystokratów aktorstwa stworzył on wizualnie zachwycający, słodko-gorzki film. Dokonał tego przy pomocy bardzo klasycznych środków: poklatkowej animacji, dopracowanej scenografii, kostiumów i dźwięku. Produkcja zebrała łącznie cztery Oscary. Uczta dla oczu, uszu i ducha!

 

Przez czas i przestrzeń

Jakiś czas temu przeczytałem, że Christopher Nolan z szacunku do członków ekipy zawsze przychodzi na plan filmowy w garniturze i krawacie, a przy tym nie toleruje spóźnień. Ten artysta o ponadprzeciętnej kulturze osobistej jest także jednym z raptem dwóch lub trzech reżyserów w Hollywood, którzy wciąż rejestrują obraz na taśmie filmowej. Pewnie nie znajduje to odzwierciedlenia w zaawansowanym technicznie Interstellarze, bowiem film i tak wymagał sporego wysiłku grafików. Nie dziwi zatem statuetka za efekty specjalne, przyznana dla twórców odpowiedzialnych przecież między innymi za zjawiskowe obrazy w Incepcji. Chcę jednak zwrócić uwagę, że całokształt nie pozostawia widzów po seansie co najwyżej poruszonych. Opowiadana historia ma moc perswazyjną i dla wielu widzów będzie ważnym przeżyciem kształtującym światopogląd. Choć Interstellar otrzymał nominacje tylko w kategoriach ściśle technicznych, to muszę podkreślić, że mamy do czynienia z naprawdę świetnie napisaną historią, zbudowaną na fundamentach współczesnej fizyki i aktualnych problemach, przed którymi stoimy jako ludzie. Film jest mocny literacko, ale i oszałamiający muzycznie za sprawą organowych kompozycji Hansa Zimmera.

 

Jedyna teoria, którą warto zapamiętać

Teorię wszystkiego polecam jako kontrapunkt dla polskiego Chce się żyć: oba obrazy mają podobny zakres tematyczny. Eddie Redmayne wykazywał się pełną kontrolą nad swoim ciałem, wcielając się w Stephena Hawkinga – ikonę kosmologii, fizyka chorego na stwardnienie zanikowe boczne. Aktor dedykował swoją statuetkę wszystkim cierpiącym na to schorzenie.

Film do pewnego stopnia odsłania prywatne życie par, w których jedna strona cierpi z powodu postępującej niepełnosprawności. Najważniejsze pytania wcale nie dotyczą granic wszechświata, lecz granic bezwarunkowej miłości, nadziei, siły psychicznej.

 

Mocna grupa pod wezwaniem

Z Idą było tak: zaczęło się w 2013 roku od pięciu Złotych Lwów w Gdyni (w tym Złoty Lew dla najlepszego filmu). Nieco później Ryszard Lenczewski i Łukasz Żal odebrali Złotą Żabę dla najlepszych operatorów na festiwalu Camerimage w Krakowie. A potem już spadł deszcz wyróżnień – nagroda krytyków w Toronto (2013), cztery Orły, dwie nagrody Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles, jedna z Nowego Jorku, dwie z San Francisco i jedna z Kansas, nagroda specjalna w Toronto (2014), nagroda Gotye za najlepszy film europejski, a ostatnio BAFTA dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, nominacja do Złotego Globu i teraz do Oscara. Nominacja jakże ważna, bo dziesiąta dla Polski (listę otwiera Nóż w wodzie Polańskiego), ale pierwsza zwycięska. Na chwilę obecną Ida zgarnęła już 35 nagród i 25 nominacji. Jeśli ktoś jeszcze filmu nie widział, to niech się wstydzi i poczuje patriotyczny obowiązek wystawienia siebie i swojego umysłu na działanie tego pięknego, niełatwego, mądrego i złożonego obrazu.



Alejandro González Iñárritu, reżyser czterokrotnie nagrodzonego Birdmana, powiedział podczas odbierania jednej ze statuetek, że Oscary wprawdzie  wzmacniają prestiż wyróżnionych produkcji, ale filmów tak czy siak nie można  porównywać obiektywnie. Według niego ani on nie jest zatem wielkim zwycięzcą, ani jego nominowani konkurenci – wielkimi przegranymi. Wartość filmów zostanie na dobre zweryfikowana przez czas i widzów. Czyńmy więc naszą powinność i, korzystając ze wskazówek Akademii, oglądajmy obrazy z najwyższej półki.


Pełna lista nominowanych i zwycięzców


Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.