Prime time

Współbrzmienie

Źródło grafiki: http://www.grammy.com/photos/elton-john-and-ed-sheeran-1
Siadam przed komputerem i włączam 55. galę rozdania nagród Grammy, galę już dzień później oficjalnie uznaną przez prasę za wyjątkową (jak zresztą mówi się o każdej co roku). Oglądam ją jednak od początku do końca na bezdechu i znajduję przynajmniej kilka powodów, dla których wyróżnia się ona spośród pięćdziesięciu czterech poprzednich oraz dla których warto przybliżyć polskiemu odbiorcy złote gramofony właśnie w tym roku.

Hucznie

Muzyczną ceremonię dowcipnie otworzył teatralny występ Taylor Swift, wciąż świeżego odkrycia Ameryki. Gdy w 2010 roku Swift odebrała nagrodę za najlepszy album country, okazało się, że sam gatunek wcale nie jest plamą na honorze narodu, wręcz przeciwnie: słuchają go wszyscy, mniej lub bardziej jawnie. Nagle zainteresowali się nim młodsi odbiorcy, dla których to pop był do tej pory wyznacznikiem tego, co fajne. Swift zasłużyła sobie również (jako najmłodsza artystka w historii) na statuetkę Artysty Roku, przyznawaną przez prestiżowe Stowarzyszenie Muzyki Country. Jak dotąd odebrali ją tacy twórcy jak Johnny Cash, Keith Urban czy Tim McGraw. Nie dziwi więc, że galę otworzył właśnie jej utwór, a ona sama była jedną z osób prowadzących koncert, podczas którego ogłoszono nominacje do tegorocznych gramofonów.

Wizualna strona gali została pieczołowicie przygotowana. Dwie sceny, bogata scenografia, widowiskowe oświetlenie i efekty specjalne. Podczas występu zespołu Fun spadł deszcz. Gdy śpiewała Carrie Underwood, na jej sukni pojawiały się ruchome obrazy, a najmniejszy krok Franka Oceana zsynchronizowano z krótkim nagraniem filmowym wyświetlanym na ekranach umieszczonych za i przed artystą.

Różnorodnie

To, co świadczy o sile corocznej gali, to różnorodność i równoważność gatunków muzycznych. W ciągu jednej minuty Elton John i Ed Sheeran wzruszają wspólnym, instrumentalnym wykonaniem ballady przy akompaniamencie gitary akustycznej i fortepianu, podczas następnej Miguel i Wiz Khalifa rapują, przechodząc przez całą aulę Staples Center. Nie zabrakło oczekiwanego Justina Timberlake’a, który w estradowym stylu lat 40. zaśpiewał dwa premierowe utwory z nadchodzącego wielkimi krokami trzeciego albumu studyjnego. Dołóżmy do tego jazzowy popis zespołu Chick Corea oraz muzyczny hołd dla Boba Marleya złożony wspólnie przez Bruna Marsa, Rihannę, Stinga oraz Damiana i Ziggy'ego Marleyów. Chwilę później zmarłemu Levonowi Helmowi (utalentowanemu doboszowi i muzykowi rockowemu) cześć oddali tacy artyści jak Brittany Howard, członkowie zespołu Mumford & Sons czy Mavis Staples.

Wszystkich różnią spojrzenia na muzykę i uprawiane style, łączy zaś miłość do dźwięków. Mimo to nie obyło się bez kontrowersji.

Z szacunkiem

Gdy Frank Ocean odebrał statuetkę za najlepszy album contemporary urban, jego główny konkurent Chris Brown nie tylko nie dołączył do owacji na stojąco, lecz także postanowił ostentacyjnie okazać niezadowolenie, pozostając na miejscu (a warto zauważyć, że siedział w pierwszym rzędzie). Reakcja była natychmiastowa – znana z ciętego języka Adele publicznie zwróciła mu uwagę i zganiła jego niedojrzałe zachowanie. Dlaczego o tym wspominam?  Dlatego, że nie pierwszy już raz to sami muzycy dbają o wzajemny szacunek i uprzejmość podczas uroczystości, rezygnują z agresywnego epatowania indywidualizmem oraz chęci wyróżnienia się z tłumu. W 2011 roku ostre słowa krytyki zebrała Lady Gaga po tym, jak została paradnie wniesiona do auli w lektyce w kształcie jaja. Tegorocznej gali nie uświetniła swoją obecnością. W tym wyjątkowym dniu w centrum zainteresowania powinna znajdować się tylko muzyka.

Wspólnie

Moją uwagę przykuł jednak widok, którego jeszcze zapewne długo nie doczekamy się w polskim środowisku medialnym. W pewnym momencie kamera uchwyciła jeden z sektorów, gdzie – między parami pań i panów, zasłuchanymi z delikatnymi uśmiechami w wykonywaną na scenie balladę – siedziała znana i lubiana scenarzystka, aktorka komediowa oraz gospodyni talk show Ellen DeGeneres, obejmująca swoją żonę Portię de Rossi. Choć Amerykanie mieli sporo czasu, by przyzwyczaić się do tego widoku (odkąd w 1997 roku DeGeneres publicznie określiła swoją orientację seksualną), to właśnie ten kadr pozwolił uchwycić magiczny uniwersalizm muzyki i jej treści, w której wszyscy odbiorcy zostają zrównani, a wszelkie dyskryminujące podziały nie mają racji bytu. Podobne emocje towarzyszyły wykonaniu przez homoseksualnego Franka Oceana niedwuznacznego utworu „Forrest Gump”. Artysta po raz trzeci tego wieczora zebrał owację na stojąco.

W kontekście powyższych sytuacji zadaję sobie pytanie: czy nas, Polaków, stać na taką dojrzałość? W obliczu obecnego kształtu debaty społecznej szczerze w to wątpię. Na szczęście jest muzyka, która stale przypomina o rzeczach ważnych, o szacunku i akceptacji – wartościach zawsze obecnych na gali Grammy.

Po jednej z uroczystości Bono, lider zespołu U2, powiedział: „Było tu wszystko: wściekłość, miłość, wybaczenie, rodzina, społeczność i najgłębsze poczucie historii... Była tu pełna siła amerykańskiej muzyki (…). Grammy zaprosiły jazz, country, rocka i soul na jedną arenę.” Nic się nie zmieniło.



O NAGRODZIE (źródło: Wikipedia)

Statuetki przyznawane są corocznie od 1959 roku przez amerykańską Narodową Akademię Sztuki i Techniki Rejestracji. Kandydatów do nominacji zgłaszają nie tylko wytwórnie, lecz także osoby indywidualne. Propozycje przesyła się za pośrednictwem sieci, następnie kopia utworu trafia do NASiTR, gdzie ocenia ją ponad 150 ekspertów w dziedzinie przemysłu muzycznego. W trakcie ostatecznego głosowania członkowie Akademii zobowiązani są do kierowania się nie wynikami sprzedaży czy popularnością twórców, lecz jakością ich prac.

Podczas tegorocznej gali rozdano 81 statuetek. W tak zwanym obszarze generalnym mieszczą się jednak tylko cztery kategorie, w których gatunek muzyki nie ma znaczenia, a oceniane są wszystkie zgłoszone propozycje. Są to: album roku, nagranie roku, piosenka roku i najlepszy nowy artysta. Pierwsze dwie nagradzają wykonawcę i cały zespół produkcyjny, z kolei nagrodę za piosenkę odbierają autorzy i kompozytorzy. Nowy artysta wcale nie musi być nowy, liczy się to, że w określonym czasie wydał dzieło, które zapewniło mu rozpoznawalność. Co ciekawe, istnieje możliwość remisu.

Każda z kilkudziesięciu przyznawanych statuetek robiona jest ręcznie, składana część po części, a następnie pokrywana złotą patyną. Informację o zwycięzcy utrzymuje się w ścisłej tajemnicy do tego stopnia, że podczas gali rozdawane są co roku te same trofea. Statuetki z wygrawerowanym nazwiskiem artyści otrzymują dopiero po ogłoszeniu wyników.

Grammy’s Music Educator Award

55. gala to również wprowadzenie zupełnie nowej kategorii wyróżniającej wybitnych pedagogów muzyki, pracujących w przeróżnych amerykańskich placówkach: od przedszkola po uczelnie wyższe. Jej ideę doskonale wyraża specjalne hasło promocyjne: „Za sukcesem każdego artysty pojawiającego się na scenie podczas rozdania Grammy stoi nauczyciel, który odegrał kluczową rolę w jego rozwoju. Być może nauczył cię grać na pierwszym instrumencie, być może pomógł pokonać tremę, a może po prostu zainspirował cię do parcia przed siebie, gdy byłeś już pewien, że czas się poddać.”

Od przyszłego roku 10 finalistów odbierze nagrodę w wysokości 1000 dolarów. Zwycięzca poleci do Los Angeles, by wziąć udział w rozdaniu nagród i – poza honorarium w wysokości 10 000 dolarów – oficjalnie przyjąć statuetkę. Kandydaturę może zgłosić każdy.


Więcej informacji o gramofonach oraz pełną listę nominowanych i zwycięzców znajdziesz na: www.grammy.com.


Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.