Recenzje

Polubić, zrozumieć, rozpropagować – komiks oczami Scotta McClouda

Źródło grafiki: 2.bp.blogspot.com/-xJ28Mpu0_jI/VPwD8vb90wI/AAAAAAAA_F4/DVQClV7S0_4/s1600/DSCN8439.JPG; www.kultura.com.pl/plansze/191_01.jpg; www.kultura.com.pl/plansze/191_02.jpg; www.kultura.com.pl/plansze/191_05.jpg
Dwadzieścia dwa lata – tyle musieliśmy czekać, by zapoznać się z unikatowym dziełem Scotta McClouda. Fakt ten jest równocześnie przerażający i krzepiący. Przerażający, bo jasno pokazuje, że w niektórych kwestiach rynek polskiego komiksu wciąż musi jeszcze gonić resztę świata. Krzepiący, bo już widać zmiany, bo zainteresowanie tym medium rośnie, bo refleksja nad nim wciąż i wciąż się pogłębia.
Przede wszystkim skupię się na zaletach związanych z wydaniem pracy Zrozumieć komiks. Muszę przyznać, że ogłoszenie tej publikacji i udostępnienie jej polskiemu czytelnikowi przez Kulturę Gniewu było dla mnie małym świętem. Właśnie tego typu książki potrzebowałam wówczas, gdy zaczynałam swoją przygodę z komiksem. Nie wystarczała mi bowiem sama radość z czytania komiksów (tak jak nie wystarcza mi samo czytanie powieści czy samo oglądanie filmów) – ciągnęło mnie do poznania tajemnic tej niesamowitej i unikalnej formy. W bibliotece polowałam więc na książki Jerzego Szyłaka, ale takie lektury z doskoku nie przynosiły mi satysfakcji. Już sama praktyka czytelnicza nauczyła mnie bardzo wiele, ale nie mogłam odmówić sobie zweryfikowania własnych doświadczeń z przemyśleniami teoretyka i praktyka komiksu, który swoje idee zamknął właśnie w tak wyjątkowej formie (przy okazji głosząc, że nie ma w tym nic wyjątkowego).

Scott McCloud nie tylko tworzy komiksy i naucza teorii komiksu – jest także wielkim pasjonatem i propagatorem tej formy wyrazu. Znając potencjał i prawdziwą magię swojej ulubionej sztuki, nie może pogodzić się z tym, jak typowo, naiwnie i w ignorancki sposób się o niej myśli. Mowa o myśleniu, od którego on sam zaczynał jako dziecięcy fan historyjek o superbohaterach, wie zatem dokładnie z doświadczenia, jakie są powszechne grzechy stereotypowego postrzegania komiksów i jakich argumentów użyć, by nie tylko wyjaśnić podstawowe problemy dotyczące tej formy, lecz także dotrzeć do głębi oraz wydobyć z komiksów znajdujące się tam uniwersalne prawdy. Dlatego też, wychodząc od pomysłu proponowanego przez Willa Eisnera, tworzy definicję komiksu, ale – co ciekawe – nie narzuca odgórnie swojej wizji. Za pomocą fabularnego triku (chodzi o zebranie grupy postaci i wspólne przedyskutowanie kolejnych konceptów) niejako na sokratejską modłę angażuje w cały proces czytelnika mogącego prześledzić sposób myślenia autora i krytycznie odnieść się do każdego kroku – zamiast od razu dostawać gotowy produkt, z którym niewiele da się zrobić. W efekcie powstaje słownikowe hasło, mające przede wszystkim cechować się uniwersalnością: celowa sekwencja sąsiadujących ze sobą obrazów plastycznych i innych, służąca przekazywaniu informacji i / lub wywoływaniu reakcji estetycznej u odbiorcy. Jak widać, nie ma tu nawet słowa o konkretnym stylu, tematyce czy materiale, nie zamyka się więc komiksu w zbyt wąsko określonych formach, przy okazji rozdzielając go od chociażby animacji czy ilustrowanych książek dla dzieci.

Źródło grafiki: http://www.kultura.com.pl/plansze/191_01.jpg

Na kartach publikacji Zrozumieć komiks niejednokrotnie można bowiem odnaleźć miejsca, w których McCloud zżyma się na próby ograniczenia, zmarginalizowania i pomniejszenia sztuki komiksu. Nie chce przystać na szablonowe myślenie i utrwalanie kompleksów, niejednokrotnie w historii zmuszających do tworzenia dziwnych hybryd pojęciowych i unikania nazwy „komiks”. Wylicza zatem różne dzieła, które według jego definicji można do komiksów bez wahania zaliczyć. Wśród nich między innymi: prekolumbijski manuskrypt Majów, tkanina z Bayeux, egipskie malowidła z grobowca Menny, Tortury św. Erazma (1460 r.), Kariera nierządnicy i Kariera rozpustnika Wiliama Hogartha, prace Rodolphe'a Töpffera czy chociażby Powieści drzeworytowe Lynda Warda. Zresztą już po różnorodności prac, które zalicza on do komiksu, można poznać, że to nie data stworzenia, styl, metoda czy tematyka są dla niego najważniejsze; to nawet nie spór o to, czy coś jest czy nie jest komiksem; dla McClouda istotna zdaje się raczej refleksja, co to znaczy tworzyć i czytać komiks, co ta forma ma do zaoferowania obu stronom. Jeśli odejdziemy od szczegółowych definicji i przykładów historycznych, komiks to w końcu przede wszystkim medium, sposób komunikacji, wypowiedzenie kierowane od nadawcy do odbiorcy. Dlatego też, poza wsparciem się teorią komiksu wypracowaną przez Eisnera, autor publikacji Zrozumieć komiks powołuje się także na teoretyka komunikacji – Marshalla McLuhana (stąd też tytuł będący parafrazą jego pracy Zrozumieć media).

Źródło grafiki: http://www.kultura.com.pl/plansze/191_02.jpg

Jest to również powód, dla którego niemal wszystkie pojawiające się w książce pojęcia (takie jak: dookreślenie, czas, przestrzeń i ruch w komiksie oraz relacja słowa i obrazu) momentalnie odnoszone są do roli odbiorcy w odczytywaniu ich znaczeń i zadań, a także wpływu, który poszczególne zabiegi wywierają na sam proces lektury. Najlepiej widać to na przykładzie bardzo istotnej dla komiksu kategorii dookreślenia, zakładającej, że odbiorca jest świadomym współpracownikiem medium, ponieważ to właśnie on – z pomocą siły swojej wyobraźni – musi wykorzystać odstęp między kadrami do zamiany dwóch obrazów w jedną myśl. Ale McCloud rozumuje też globalnie – dla niego niemoc bezpośredniego przekazania swoich idei drugiemu człowiekowi to prawdziwy problem i przyczyna zgryzot w historii ludzkości. Przy okazji jednak głęboko wierzy w możliwości komiksu i (jak mówi ustami swojego cartoonowego alter ego): „dzisiaj komiks jest jedną z niewielu form komunikacji masowej, w których indywidualny głos ma szansę zostać usłyszany”. Skoro zaś każda komunikacja zyskuje na skuteczności, gdy rozumiemy formę przyjmowaną przez przekaz, McCloud na ponad dwustu stronach komiksu odsłania tajniki tej sztuki. I nie bez znaczenia jest fakt, że swoją teorię zdecydował się umieścić właśnie w kadrach. Nie dość, że na własnej skórze pokazuje, że wybór treści nie musi być żadnym ograniczeniem dla komiksowej formy, to jeszcze naukowe tezy od razu zamienia w praktykę, pokazując, jak teoria funkcjonuje w żywym organizmie z tuszu i kartki. Co więcej, robi to tak umiejętnie, że konkretne obrazki nie są po prostu przykładami dla słownie przedstawionych tez, ale często to właśnie na nich opiera się cały ciężar badawczych sensów.

Źródło grafiki: http://www.kultura.com.pl/plansze/191_05.jpg

Zrozumieć komiks jest zatem ważną pomocą w uporządkowaniu teoretycznej wiedzy o komiksie, z wszystkimi swoimi definicjami, charakterystykami i kwalifikacjami (np. rodzaje przejść z kadru do kadru, sposoby pokazywania ruchu), bogato wspieranymi przykładami z komiksów amerykańskich, europejskich i japońskich. Dla mnie jednak najważniejszą jego zaletą jest pasja Scotta McClouda, jego totalne oddanie dla „sprawy”, które może teraz, po tylu latach od wydania oryginału, trąci nieco fanatyzmem, ale o dziwo nie ma w tym desperacji, a energia płynąca z jego komiksu ma właściwości ożywcze, tchnie świeżością i niekłamanym zachwytem.  


autor: Scott McCloud
tytuł: Zrozumieć komiks
przekład: Michał Błażejczyk
wydawnictwo: Kultura Gniewu
miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
stron: 228
format: 173 x 260 mm
oprawa: miękka
druk: czarno-biały (+ 8 stron w kolorze)

Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.