Lwy salonowe

40. FF w Gdyni: Krwawy poniedziałek

Źródło grafiki: materiały prasowe
Stało się. Antoni i Paweł powrócili na gdyńskie salony, aby zażywać polskiej kinematografii podczas jubileuszowego, 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni. Bo jak kino, to tylko w najlepszym ujęciu i na zcyklu.pl!
Godzina 8.15. Centrum Gdynia Waterfront zaczyna wypełniać się ludźmi. Paweł stoi w pobliżu stanowiska komputerowego, żeby dokonać rezerwacji miejsc na dzisiaj i kolejne dni. Robi się gorąco. System tylko przez chwilę pozwala zabukować miejsca na pierwszy seans w tym roku. Widzowie okazują zniecierpliwienie, ale kolejka zmniejsza się sprawnie.

Rzecz najważniejsza: to jubileuszowy, 40. Festiwal Filmowy w Gdyni i wszędzie czuć złoto.

Poniedziałek rozpoczęliśmy Ziarnem prawdy w reżyserii Borysa Lankosza. Nawet zachowanie członków szkolnej wycieczki wskazywało, że to bardzo przyzwoity i efektowny kryminał, a przecież powszechnie wiadomo, że młodzież stanowi doskonały papierek lakmusowy jakości kina. Wartka akcja i sceny trzymające w napięciu rekompensują nam obecność drętwych dialogów. Film – mimo groteskowego humoru i jakby świadomy swoich słabości – angażuje nas i zamyka w klaustrofobicznej przestrzeni wyludnionego Sandomierza.

Śmierć i bezwzględne okrucieństwo wiszą w powietrzu. Rzadko kiedy mamy okazję stykać się z kinem równie krwistym i bezlitosnym pod względem nie tylko demitologizacji pewnych bardzo polskich poglądów dotyczących religii czy naszej historii, lecz także unikatowej czołówki. Dodatkowe atuty? Świetna warstwa brzmieniowa, klimatyczne zdjęcia i Robert Więckiewicz. Koniecznie się wybierzcie – jeśli nie do kina, to do sklepu po DVD. Wspierajmy kulturę z legalnych źródeł!

Karbala Krzysztofa Łukaszewicza zgromadziła na sali komplet widzów. W dusznej sali jak w masło wchodzi się w klimat wojny i dramatycznej obrony siedziby lokalnej administracji City Hall. Tym razem nie jesteśmy dodatkiem do armii amerykańskiej – to polscy żołnierze grają pierwsze skrzypce. Dostajemy brutalny obraz konfliktu zbrojnego, islamu i pospolitego człowieczeństwa. Obraz oddziałuje tym mocniej dzięki należycie przykremu realizmowi fizycznego cierpienia oraz gorzkiemu finałowi. Film bardzo nierówny, bo choć efektowny, łatwo nuży.

Dzień zakończyliśmy w najmniejszej sali Gdyńskiego Centrum Filmowego (45 miejsc) pokazem Anatomii zła (reż. Jacek Bromski). Już w 30 sekund (!) po uruchomieniu rezerwacji wszystkie miejsca były zajęte. Anatomia zła to perwersyjnie zabawna oraz zaskakująca historia płatnego zabójcy, który bez dopływu świeżej krwi nie wykona ostatniego zlecenia. Gradacja zła: od kłamliwej straganiarki po bezwzględny mord i kumpelską zemstę. Wszystko to razem wzięte sprawia, że film pozostaje w głowie po opuszczeniu sali. Jest po prostu świetnie napisany, a przy tym wcale nieoczywisty.


Paweł Gładysz, Antoni Kaja