Lwy salonowe

40. FF w Gdyni: Piątek zmian

Źródło grafiki: materiały prasowe
Już czuć zapach perfum i wody kolońskiej, mrozi się szampan, rozgrzewają reflektory i rozwijają dywany. W przeddzień ceremonii wręczenia nagród i zamknięcia 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni pragniemy podzielić się z Wami wrażeniami z projekcji trzech filmów. To był mocny dzień.
Magnus von Horn pochodzi ze Szwecji, ale uważa się (go) za polskiego filmowca. W konkursie głównym pokazuje swój nowy film Intruz. Jego oryginalny tytuł – Efterskalv – oznacza dosłownie ‘wstrząs wtórny’, a angielski – The Here and After – przywodzi na myśl formułę ‘na wieki wieków’. Wszystkie nazwy to trzy klucze, którymi warto ten film otworzyć.

Intruz opowiada nam historię Johna, który po odbyciu w zakładzie poprawczym dwuletniej kary za zamordowanie dziewczyny wraca do lokalnej społeczności szwedzkiej wsi. W filmie zostały postawione żywe i palące pytania o to, czy przebaczenie, resocjalizacja i bezwarunkowe uczucia są w ogóle możliwe. Jednym słowem: Intruz to zimny, solidny i angażujący obraz ważnego reżysera, debiutującego pełnym metrażem. Na pewno jeszcze usłyszycie o von Hornie.

Nie da się ukryć, że bardzo popularne Moje córki krowy (reż. Kinga Dębska) zogniskowano na role Agaty Kuleszy i Mariana Dziędziela. Postać grana przez Marcina Dorocińskiego działa jak bufor, bo oto znów oswajamy śmierć – każdy z nas w końcu będzie musiał zmierzyć się z utratą rodziców.

Pojawiają się elementy cancer comedy, które w tym roku mają silną konkursową reprezentację. Znak czasów. Kino próbuje rozbroić tę minę i to nie może być wygodne, ale może być zabawne. Nawet bardzo.

Na koniec – przedstawiciel cyklu Polonica, w którym pokazywane są filmy z polskim akcentem lub udziałem realizacyjnym. Mamy na myśli Arizonę w mojej głowie / They Chased Me Through Arizona – debiut Matthiasa Husera.

Wyobraźcie sobie festiwalowy poranek, fotele przed Nową Sceną Teatru Muzycznego i dwie dziewczyny oczekujące na seans. Nie rozmawiają. Mają oczy przyklejone do smartfonów. O tym jest ten obraz. Uzależnieni od wrażeń i bodźców na nim nie wysiedzą. Wymaga wyciszenia, kontemplacji kadru i czytania z ciała.

To film kowbojski i kumpelski oparty na prozie Alvina Tofflera Szok przyszłości. Gra na ciszy, geście i przestrzeni. Opowiada o ludziach, którzy nie umieją się porozumieć, śmierci komunikacji i budkach telefonicznych, które muszą ustąpić nadajnikom sieci komórkowych. Pozycja obowiązkowa.


Paweł Gładysz, Antoni Kaja