Recenzje

Oniryczna plątanina science fiction

Źródło grafiki: fot. Magdalena Pawłowska
W mojej przygodzie z komiksem do tej pory omijałam dziedzictwo japońskie, czułam jednak, że tracę coś bardzo ważnego. Kiedy zatem natrafiłam na zapowiedź Srebrnego Trójkąta, jednotomowej opowieści science fiction z piękną okładką, automatycznie zdecydowałam się na mangową inicjację. I chociaż nie przebiegła ona bez zgrzytów, to ostatecznie ten rodzaj komiksu zyskał sobie nową entuzjastkę.
Moto Hagio, która znana jest przede wszystkim jako matka gatunku yaoi (historii skierowanych do dziewcząt i skupiających się na uczuciowych oraz erotycznych relacjach między chłopcami), tym razem uraczyła czytelników opowieścią typu science fiction, choć nazwa ta nie odzwierciedla złożoności Srebrnego Trójkąta. Piszę „tym razem”, ale oryginalnie tom ten został opublikowany w 1994 roku, a jeszcze wcześniej ukazywał się w odcinkach na łamach japońskiego czasopisma „SF Magazine”. Dopiero teraz jednak wydawnictwo J.P. Fantastica przybliżyło tę pozycję polskim czytelnikom. I chwała mu za to – inaczej może nadal żyłabym w mrokach ignorancji.

A właśnie mroczny i tajemniczy nastrój przenika całą konstrukcję fabularną Srebrnego Trójkąta. Jest to wprawdzie historia z gatunku fantastyki naukowej, ale na pierwszy plan wysuwają się w niej elementy baśniowe ze swoimi stylizacjami (także językowymi), magicznościami i okrucieństwami. Tej estetyce manga zawdzięcza także mocne nasycenie świata przedstawionego oniryzmem – rzeczywistość miesza się tu z marą senną, a obie warstwy są równie prawdziwe (dla czytelnika i dla bohaterów). Atmosferę dopełnia muzyka, której enigmatyczne i egzotyczne dźwięki niemal przenikają do naszego świata przez karty komiksu. Zapewne jest to zasługa doskonałych rysunków, złożonych z lekkich, delikatnych linii.

Sprawy komplikują się razem z przejściem do warstwy fabularnej. Jest ona bardzo mocno naładowana akcją, więc o nudzie i ziewaniu czy chociażby chwilce wytchnienia nie ma nawet mowy. Dodatkowo fabuła wymaga od nas ciągłej czujności – nie sposób jej śledzić bez porządnego wytężenia umysłu. Poziom zawiłości i wieloaspektowości jest naprawdę wysoki. Wynika to, rzecz jasna, ze skomplikowania świata przedstawionego, który dostarcza wielu pokrętnych wątków: mamy tutaj bowiem i przedwieczną rasę skazaną na wyginięcie, i przewidywanie przyszłości, i skoki czasoprzestrzenne, i wdrukowanie pamięci w sklonowane ciała zmarłych, i byt w formie zmaterializowanego snu, i jeszcze serie różnych wersji powtórzonych wydarzeń. Znacznie utrudnia to czytanie, ale w końcu na tym polega sztuka – na wytrąceniu odbiorcy z rutyny.

Słusznie Azusa Noah, japoński pisarz science fiction, przyrównał czytelnicze doświadczenia podczas lektury Srebrnego Trójkąta do błądzenia w labiryncie. Konstrukcje mangi i tej budowli są równie kręte i misterne, potrzeba czasu i determinacji, aby przez nie przebrnąć, ale na końcu czeka upragniony cel, rozwiązanie akcji, przezwyciężenie ograniczeń. Pomocą samą w sobie stają się rozwiązania fabularne zastosowane przez Moto Hagio. Niejasne treści stopniowo rozszyfrowują się dzięki ponownemu ukazywaniu niektórych zdarzeń z innej perspektywy, w nieco innych okolicznościach. W ten sposób różne ujęcia nakładają się na siebie i tworzą całość. Główny bohater trzy razy mierzy się z zagadką legendarnej rasy z nieistniejącej już, tytułowej planety, trzy razy wikłany jest w intrygę tajemniczej trubadurki – trzy razy bowiem, w trzech wcieleniach, jego losy łączą się z losami ostatniego potomka ze Srebrnego Trójkąta. Z tak skomponowaną intrygą świetnie współgrają kadry, które przybierają różne wymiary i kształty, nie wprowadzają jednak poczucia chaosu, ale tworzą piękny i harmonijny układ.

Skutkiem takiej struktury jest mocne zaangażowanie czytelnika w próbę rozwiązania łamigłówki razem z głównym bohaterem Marleyem oraz niemożność oderwania się od ponadtrzystustronicowego komiksu. Z drugiej strony jednak rośnie presja związana z zakończeniem, co do którego mamy coraz większe oczekiwania. Niestety, obawiam się, że za bardzo przypomina ono rozwiązanie rodem z greckiej tragedii – deus ex machina. Niemal wszechmocna istota splata wszystkie wątki i zaprowadza porządek. Mimo to pojawiają się nowe pytania, nie wszystko się wyjaśnia, czytelnik nie jest więc pozostawiany z gotową odpowiedzią, myślami może jeszcze długo przebywać w świecie Srebrnego Trójkąta.

Manga autorstwa Moto Hagio wciąga odbiorcę do swojego uniwersum bezlitośnie, angażuje całą jego uwagę i wypuszcza go zmienionego o tyle, o ile opowiedziana historia zostanie z nim już na zawsze. Co więcej, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że na jednej lekturze się nie poprzestanie, a stopień skomplikowania będzie zapewniał nowe odkrycia z każdym kolejnym powrotem do Srebrnego Trójkąta. Świadczy to o sile opowieści i magii, która przesiąka do naszej rzeczywistości.    


autor: Moto Hagio
tytuł: Srebrny Trójkąt
przekład: Damian „Komimasa” Stankowski
wydawnictwo: J.P. Fantastica
miejsce i rok wydania: Mierzyn 2015
liczba stron: 320
format: A5
oprawa: miękka w obwolucie
druk: czarno-biały


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.