Prime time

Czarny na białych

Źródło grafiki: Adam Taylor/ABC, https://www.flickr.com/photos/disneyabc/25071831940/
Zaproszeni już siedzą. Klasycznie, bez niespodzianek: znani i piękni z przodu, reszta upchnięta z tyłu i na balkonach. Przecież nikt nie chce oglądać anonimowych fryzjerów, makijażystów, scenografów i kostiumologów. Za kulisą szafeczka ze złotymi rycerzami stoi i błyszczy jak diamenty na szyjach pań. Po raz 88. czas rozdać Oscary!
Czarny zdecydowanie jest czernią tego sezonu. Po bardzo czarnej gali rozdania nagród Grammy przyszedł czas na nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej. Prowadzący Chris Rock wchodzi na scenę Kodak Theater. Ten komik, aktor, scenarzysta, producent, reżyser i dokumentalista to znajoma twarz. Prowadził już galę w 2005 roku. Jego rola w broadwayowskim przedstawieniu The Motherfucker with the Hat przyniosła mu nominację do sześciu nagród Tony. Jest laureatem czterech nagród Emmy za programy komediowe i trzech nagród Grammy na komediowe albumy. Czegoś więc można się po nim spodziewać.

I oto wita on wszystkich gości na White People’s Choice Awards. To jeszcze jest zabawne, ale szybko przekonujemy się, że rasizm to jedyny punkt zaczepienia, na którym zawiśnie i będzie dumnie powiewał jego dowcip. Zastanawiało was, dlaczego nikt nie protestował przeciwko dyskryminacji czarnych w latach 1963–1964? „Bo gdy twoja matka wisi na drzewie, nie jest ważne, kto był najlepszym aktorem w dokumencie krótkometrażowym”. Wtedy to były prawdziwe problemy! I nie pomaga krótki atak na seksizm, którym Rock próbuje ratować swoje wymagające poczucie humoru, szczególnie gdy zapowiada „białą” Emily Blunt i „jeszcze bielszą” Charlize Theron (co akurat jest dyskusyjne).

Aktorki, opisane w kwadracikach u dołu ekranu, żeby mniej rozeznani mogli się zorientować, kto jest kim i za co tam stoi, rozpoczęły wręczanie Oscarów od kategorii stanowiącej kręgosłup przemysłu filmowego – najlepszego scenariusza oryginalnego. Gdy wyróżnieni za Spotlight wstawali z foteli, pojawiło się kolejne oscarowe novum – paski u dołu ekranu, po których sunęły nazwiska niemożliwe do wymienienia w krótkim czasie przeznaczonym na sceniczne podziękowania. Nie muszę chyba wspominać, że w sumie pomysł nie wypalił, a zwycięzcy notorycznie ignorowali subtelną muzyczną wskazówkę, że czas zejść widzom z oczu.


AFERA KOLOROWA

Wracając do rasizmu (Rock nawiązywał do niego przez prawie trzy godziny) – gromy posypały się na Akademię już po ogłoszeniu nominacji, gdy okazało się, że nie wyróżniono ani jednego czarnego artysty. Lament podnieśli sami zainteresowani, ale zaraz później skrytykowali ich biali, którzy w roszczeniach dopatrzyli się hipokryzji – nikt nie kłócił się o Latynosów, Azjatów czy Indian. Ci ostatni odegrali przecież w Zjawie istotne epizody. Niektórzy zapobiegliwie bojkotowali lutową galę. Akademia tymczasem w istotny sposób zmieniła regulamin. Czy dzięki temu Oscary będą jeszcze bardziej nieprzewidywalne? Wszystko na to wskazuje, rozszerzona sieć tej najważniejszej filmowej instytucji na świecie została już bowiem zarzucona.

Plan zakłada zwiększenie różnorodności osób uprawnionych do głosowania do roku 2020. Prawo głosu każda z nich otrzyma na dziesięć lat. Po upływie tego czasu zostanie ono przedłużone, jeśli dany członek Akademii przez minioną dekadę był aktywny zawodowo. W przeciwnym razie otrzyma emeritus status. Od tej pory nie będzie więc płacił składki, ale będzie się cieszył wszystkimi dotychczasowymi przywilejami z wyjątkiem głosowania. Chodzi o to, aby o tak prestiżowym wyróżnieniu jak Oscary decydowali rozwijający się specjaliści, nie zaś wybitne jednostki znane z przelotnego flirtu z kinem. Po upływie trzech dziesięcioletnich kadencji prawo głosu zostaje przedłużone bezterminowo. Niezmiennie reguły te nie będą obowiązywały nominowanych i laureatów, którzy dożywotnią prenumeratę kart do głosowania otrzymają w pakiecie ze złotym rycerzem.

Rada Akademii (Board of Governors) została poszerzona o trzy miejsca, które zajmą kobiety i ludzie o kolorze skóry innym niż biały. Co ciekawe, rozmachu nabierze również promocja członkostwa. Wielu wybitnych filmowców na świecie do dziś jest święcie przekonanych, że Akademia to tak ekskluzywne grono, że nie można do niego aplikować. Można. Tylko trudno się dostać.


88

Tyle lat skończy w tym roku Ennio Morricone, autor muzyki do takich filmów jak Za garść dolarów Sergia Leone czy Frantic Romana Polańskiego. Pracował m.in. z Pierem Paolem Pasolinim, Bernardem Bertoluccim, Giuseppem Tornatorem, Brianem De Palmą, Warrenem Beattym i Oliverem Stone’em. Za swoją tytaniczną pracę, oprócz wielu nominacji, otrzymał sześć nagród BAFTA, cztery nagrody Grammy, trzy Złote Globy i dwie Europejskie Nagrody Filmowe. Oscara przyznano mu za całokształt twórczości „za jego mistrzowski i wielowymiarowy wkład w sztukę, jaką jest muzyka filmowa”. Zupełnie jakby Akademia bała się, że zdąży umrzeć, nim jej członkowie zgodnie uhonorują go za konkretne dokonanie, bo i jakie były na to szanse, skoro ma prawie 90 lat? Tymczasem krzepki Włoch skomponował klimatyczną ścieżkę dźwiękową do Nienawistnej ósemki. I wygrał.


GORZKA NUTA

Powoli po szczeblach kariery pnie się Lady Gaga. Zdobyła już sześć nagród Grammy (w tym za tradycyjny album pop oraz album dance), trzynaście statuetek MTV Video Music Awards, honorowe odznaczenie Council of Fashion Designers of America, Złoty Glob za rolę w serialu American Horror Story: Hotel, do tego pobiła dwanaście rekordów Guinnessa, ale Oscara nie dostała.

Gaga była nominowana wraz z Diane Warren za piosenkę Till It Happens to You do filmu Pole walki, który opowiada o przemocy seksualnej wobec studentek amerykańskich college’ów. Szacuje się, że 16–20% z nich doświadcza molestowania seksualnego. Same uczelnie chronią swoją markę i dochody, wyciszając ten problem, niejednokrotnie we współpracy z lokalną policją. Część ofiar decyduje się jednak przerwać milczenie, walczyć o sukces naukowy i zmiany w prawie uczelnianym. Podczas gali wokalistka wzruszyła gości, śpiewając w towarzystwie reprezentacyjnej grupy ofiar gwałtów. W tym wypadku owacja na stojąco nagradzała znacznie więcej niż tylko muzykę.

W ubiegłych latach wszyscy nominowani za najlepszy utwór filmowy mieli szansę wykonać go podczas gali. W tym roku jedynie troje najbardziej medialnych – Lady Gaga, Sam Smith (zwycięzca) i The Weekend – dostąpili tego zaszczytu. Czy oznacza to, że w Kodak Theater nie ma miejsca na operę? Wielka szkoda, że Simple Song #3 napisana do pięknego i mądrego filmu Młodość Paola Sorrentina nie doczekała się publicznej prezentacji. Trudno nie dostrzec, że amerykańskie excellence coraz częściej kokietuje kamerę.


SŁOWO O DOKUMENCIE

Joshua Oppenheimer jest autorem dwóch wstrząsających filmów dokumentalnych, Sceny zbrodni i Sceny ciszy. Oba zostały uznane za arcydzieła. Zebrały najważniejsze nagrody, z uznaniem krytyków i widzów włącznie. Z wyjątkiem Oscara.

Scena zbrodni przedstawia relacje członków indonezyjskich szwadronów śmierci, uzbrojonych organizacji paramilitarnych, którzy torturowali i mordowali przypadkowych ludzi pod pretekstem likwidacji komunizmu w latach 1965–1966. Do dziś nie wyciągnięto wobec nich konsekwencji, wielu piastuje wysokie funkcje państwowe, żyje w dostatku i przeświadczeniu, że nie zrobili nic złego. Film ze wstrząsającą surowością przedstawia sylwetki kilku z tych mężczyzn. Aby go zrealizować, zarówno produkcja, jak i jej informatorzy narazili swoje życie na realne niebezpieczeństwo. Brak oscarowej statuetki wyjaśniałyby względy polityczne. W ramach poparcia dla prawicowych reżimów sprzeciwiających się rządom lewicowym Stany Zjednoczone czynnie wspierały akty terroru i ludobójstwa w Indonezji w latach 60. W 2014 roku ze Sceną zbrodni wygrał film O krok od sławy przybliżający sylwetki chórzystek, które pracowały w cieniu gwiazd muzyki.

Nominowana w tym roku Scena ciszy, realizowana równolegle z poprzednim filmem (Oppenheimer nie może ponownie odwiedzić bezpiecznie Indonezji), przedstawia ten sam problem z punktu widzenia rodzin ofiar. Indonezyjski „okulista” (Adi Rukun odegrał go na potrzeby filmu; prywatnie jest nauczycielem) spotyka się z bezkarnymi mordercami rodzonego brata. Kilku z nich bada wzrok. Akademia ponownie nie zdecydowała się uhonorować pracy Oppenheimera. Oscara odebrała Amy.


DICAPRIOZA

Spodziewana i oczekiwana nominacja dla DiCaprio przybrała wymiar międzynarodowej sensacji, sam aktor stał się zaś pełnowartościową maskotką i symbolem niedocenienia. Miliony internautów utworzyły grupę kibiców zjednoczoną w dyskusyjnym współczuciu dla Amerykanina i ściskającą kciuki za jego oscarowy sukces, jakby wiedzieli oni lepiej od Akademii, kto powinien zostać odznaczony za wybitną kreację aktorską. Wielu spieniężyło ten społeczny zryw – przykładem niech będzie gra komputerowa polegająca na pokonywaniu przeszkód i łapaniu uciekającej statuetki (http://redcarpetrampage.com/). Całe to zamieszanie należy jednak rozumieć jako zjawisko psychologiczne, które wyrosło na gruncie żartu nawożonego sympatią do bohaterów, w których przez lata wcielał się DiCaprio, szczególnie zaś – wyjątkowo popularnego Wilka z Wall Street, Jordana Belforta. Nie ma to nic wspólnego z uznaniem czy niesprawiedliwością, ocena dokonań artystycznych z zasady jest bowiem wypadkową tonacji gustów i opatrzenia z ekranem. Na szczęście sam DiCaprio znosił tę sytuację cierpliwie i z godnością. Oscar za najlepszą rolę męską położył kres kampaniom.

Gdy aktor odbierał statuetkę, wszyscy wstali z miejsc. Dziękował długo i wprawnie, w końcu nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle znów stanie na podium. Przemowę zakończył wezwaniem do walki ze zmianami klimatycznymi. Doświadczenia ekipy Zjawy, która musiała pracować na południu kontynentu amerykańskiego są jego zdaniem najlepszym dowodem na globalne ocieplenie. „Traktujmy tę planetę z pokorą; ja z pokorą przyjmuję dzisiejszy wieczór” – dodał gładko na koniec niczym dobrze przygotowany absolwent.


DOBRY ŻART CIASTKA WART

W drodze powrotnej do prowadzącego odbijmy na bok. Nie cała gala była przecież umęczona zaangażowanym dowcipem z cyklu „miesiąc czarnej historii”. Jared Leto zabił wszystkim ćwieka, żartując o peruce łonowej. Jak widać, Oscary to również okazja do nauki. Merkins („kto nie wie, o co chodzi, niech wygugluje!” – powiedział, a ja odrobiłem to zadanie) bywają potrzebne aktorom, aby zakryć intymne części ciała podczas rozbieranych scen. Całe szczęście, że na podorędziu są wybitni rekwizytorzy, na przykład tacy jak wyróżniona ekipa pracująca przy filmie Mad Max: Na drodze gniewu, którzy poratują biedaka.

Ale oto powrócił Chris Rock. Nie sam, ale w otoczeniu harcerek z zastępu swojej córki. Oczywiście czarnych harcerek, bo takie mają gorzej i od nich nikt nie chce kupować. Doskonała okazja, dziewczęta zarobią, goście coś przegryzą, a widz dostanie kolejną lekcję równości. Mimo szczerych prób łagodzenia poszczególnych wybiegów całokształt sprawił, że wielu widzów poczuło się atakowanych i urażonych. Chris z pewnością pozostanie w ich pamięci na zawsze.


Gala trwała w najlepsze. Kiedy nagrodzono najlepszy film minionego roku – Spotlight (przedstawiony w Teleexpressie wymijająco jako „produkcja o dziennikarzach, którzy ujawnili pedofilski skandal w Bostonie”; polecam adres #teleexpress) – prowadzący pożegnał się z nami szerokim uśmiechem. Tyle ważnych słów, tylu szczęśliwych białych ludzi. Jakby tego było mało, na końcu spadł złoty brokat.

Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.