Recenzje

Zapomniana klechda

Źródło grafiki: http://s.znak.com.pl/files/covers/product/b3/Was_Dymny_popr2_500pcx.jpg
Żaden James Dean, to Wiesław Dymny. Takie zestawienie nazwisk nie jest wprawdzie w żaden sposób ujmujące dla tych panów, trzeba jednak zdać sobie sprawę, że wszelkie porównania Wiesława Dymnego do innych artystów są zbędne, niesłuszne i nie na miejscu.
Wiesław Dymny był indywidualnością, ale taką, której nie spotyka się często. Miał wiele różnych talentów. Dobrze odnajdywał się między innymi w sztukach plastycznych, kabarecie czy różnie rozumianym słowie pisanym. Jego teksty piosenek, do których muzykę tworzyli równie wybitni artyści – między innymi Zygmunt Konieczny – towarzyszą nam także dzisiaj, ponieważ trwale wpisały się w kanon i repertuar kolejnych pokoleń wokalistów.

I może być trudno od razu zrozumieć opinie jego przyjaciół i osób, które miały z nim styczność – opinie, w których padały określenia: „geniusz”, „artysta”, „jedyny w swoim rodzaju”. Odbiorca, który usłyszał takie słowa, może wziąć je raczej za wyolbrzymianie i zbytnie, patetyczne wręcz uwielbienie dla Wiesława Dymnego. I podobne odczucie będzie miał ten sam odbiorca podczas lektury książki Moniki Wąs. Ale…

…ale najpierw przeczytajmy całość. Monika Wąs wykonała ogromną pracę. Jej książka jest bardzo dobra pod względem merytorycznym i konstrukcyjnym, wszystkie wątki zostały poprowadzone przejrzyście i klarownie, a język nie sprawia czytelnikom trudności i nie nosi znamion suchych, nieciekawych opisów. Jednak to nie wszystko, jest coś jeszcze – ta książka to świetna gra autora z czytelnikiem. Monika Wąs w bardzo błyskotliwy sposób, z każdą kolejną stroną, w każdej kolejnej części książki podnosi wyżej kolejne kurtyny zasłaniające życie Wiesława Dymnego. Owe kurtyny to subtelne, wnikające w tekst informacje na temat intymnych sfer życia artysty: sztuki, alkoholu czy miłości. Nie chodzi tu o obnażenie ułomności Wiesława Dymnego, wciśniętego w siermiężny strój artysty ówczesnej bohemy, strój, który uszyli mu obcy, nieznający go ludzie. Jeżeli coś zostało obnażone w książce, to wyłącznie przez pryzmat człowieka, jednak tak naprawdę w książce Dymny. Życie z aniołami i demonami nic podobnego nie ma miejsca. Te subtelne informacje wnikające w tekst to słowa osób bliskich artyście opowiadających o tym, jak Wiesław Dymny czuł, co go napędzało i wprawiało w twórczy obłęd. Gdy czytelnik będzie uważny, wychwyci o wiele więcej niż to, co zakłada spisanie biografii.

Owszem, w książce znajdziemy wiele cytatów, co może wywołać mieszane uczucia. Jednak Monika Wąs jest na kartach swojej publikacji obecna od początku do końca, a przy tym osiągnęła w swojej pracy coś bardzo trudnego – pozostała obiektywna. Im więcej stron o Wiesławie Dymnym za nami, tym wyraźniej widzimy, że autorka bardzo sprawnie łączy wątki i rekonstruuje burzliwą historię życia krakowskiego artysty, Autorka pozostaje tylko i aż przewodnikiem, oprowadzającym nas po starym szlaku opowieści. Żadnej z napotkanych postaci nie ocenia, a tylko ukazuje, natomiast wspomniane cytaty to jedynie drogowskazy na szlaku wędrówki. Po zamknięciu książki czytelnik sam może podjąć decyzję i ocenić jej bohatera. Na pewno jednak Dymny. Życie z diabłami i aniołami to lektura, którą warto, a nawet trzeba przeczytać kilka razy.

W miarę zagłębiania się w książkę poznajemy bohatera Moniki Wąs. W życiu Wiesława Dymnego duże znaczenie odgrywała natura, ale równie ważne były podania, legendy czy baśnie, których elementy wprowadzał do swojej twórczości. Czuł się bardzo związany z tego rodzaju środkami wyrazu, a swoim działaniem artystycznym oddawał za każdym razem całego siebie – może również w pewien sposób poznawał siebie i formował. Mimo że nigdy nie wybrał jednej dziedziny, którą zająłby się na wyłączność, to po przeczytaniu książki  doszłam do wniosku, że i tak każdemu ze swoich talentów nie tylko oddał cząstkę serca, ale poświęcił je w całości wraz z duszą dla miłości pazernej, odurzającej, ale i niewinnej – poświęcił to i o wiele więcej dla sztuki. Wiesław Dymny czerpał ze swojego wnętrza i oddawał wszystko temu, co robił. Był człowiekiem zauroczonym klechdami, którymi tak się inspirował i których elementy wprowadzał do swojej bogatej twórczości.

I właśnie to wszystko, każda z tych małych i tych większych części, składa się na niepowtarzalność Wiesława Dymnego, a także stanowi o unikalności opowieści o nim. I tak jak słowa piosenki są martwe dopóki, dopóty ktoś ich nie zaśpiewa, a nieczytane wiersze nigdy nie dostaną szansy na to, aby ożyć, tak artysta będzie żyć tak długo, jak długo magia jego duszy zawarta w jego twórczości pozostanie obecna pośród ludzi, słów, obrazów. Dlatego właśnie Wiesław Dymny, pomimo że jest nieco zapomnianym artystą, nadal żyje – magia wciąż trwa. Ważne, aby nowe pokolenia poznały tego niepokornego, niepowtarzalnego twórcę. Aby poznały człowieka, dla którego sztuka była naprawdę ważna, znacząca, intuicyjna.

Monika Wąs  pozostaje w tej książce na drugim planie, lecz jest też skrybą, który wyruszył w trudną wyprawę, aby spisać na nowo od dawna przekazywaną sobie nawzajem przez miejscowych, dobrze znaną, lecz zapomnianą historię starej krakowskiej klechdy.


autor: Monika Wąs

tytuł: Dymny. Życie z diabłami i aniołami

wydawnictwo: Znak

miejsce i rok wydania: Kraków 2016

liczba stron: 432

format: 248 x 175 mm

oprawa: twarda


Katarzyna Prędotka

W dacie urodzenia ma dziewiątki i ósemki. Studiuje dziennikarstwo. Lubi literaturę lat 60. i 70., historię starożytną, filmy wojenne lat 80. i 90. W wolnych chwilach utrwala swoją wiedzę na temat postaci kapitana Henry’ego Morgana.