Recenzje

Gdy Bóg śpi

Źródło grafiki: www.pixabay.com
To nie tak miało być… Miało być łatwo, przyjemnie i jak zwykle. Miał być kolejny wywiad-rzeka z bardzo znaną, wybitną i opiniotwórczą osobistością, którą wszyscy szanujemy i doceniamy. Sympatyczny starszy pan, kombatant, miał opowiadać ciepłym głosem, jak to świetnie należeć do organizacji zbrojnej, biegać z pistoletem, walczyć za Ojczyznę… 
Miała być gadka szmatka, ale jej nie było.

Była rozmowa, która nie zawsze się kleiła, w której pojawiały się krępująca cisza i niezręczne pytania. Był wywiad, w którym role się odwracały i w którym dziennikarzy nazywa się „bezczelnymi typami”, „idiotami” czy „fatalnymi ludźmi”.

Miały być czarno-białe migawki zrujnowanej Warszawy, Umschlagplatz, obrazy przedstawiające chłopców rzucających granatami i piękne sanitariuszki opatrujące młodych bohaterów. Miał być kolaż z wojennych fotografii, ale go nie było.

Były pocięte zdjęcia z nadpalonymi obrzeżami, poplamione krwią. Byli powstańcy wieczorami pijący wódkę i grający w karty tuż obok niemieckich żołnierzy.

Nieprzypadkowa konstrukcja

Książka Bóg śpi powstała jako zapis rozmów jej autorów podczas przygotowywania filmu dokumentalnego o Marku Edelmanie (Marek Edelman. Życie. Po prostu / Dowódca Edelman, reż. Artur Więcek „Baron”). Składa się z dziesięciu rozdziałów, zatytułowanych kolejnymi przykazaniami Dekalogu. Tekst przeplatają wspomnienia znanych ludzi, które rzucają nowe światło na osobę tytułowego bohatera.

Pomysł prowadzenia rozmów o dziesięciu przykazaniach z Markiem Edelmanem, osobą jednoznacznie zdeklarowaną jako niewierząca, wydaje się dość odważny. Mówiąc delikatnie, Edelman był sceptycznie nastawiony do wiary. Poproszony o wskazanie najważniejszego przykazania, odpowiada Jakie przykazanie? Dajcie spokój. Przykazania to bajka… [1]. A jednak rozmowa dochodzi do skutku. Już parę stron później okazuje się, że można postępować zgodnie z Dekalogiem i jednocześnie odrzucać istnienie Boga. Trafnie opisał ten paradoks ks. Luter: Negując Boga, całym życiem Mu służył [2]. Paralelny zabieg miał już miejsce w ekranizacji Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego.

Tytuł książki intryguje. Edelman zapytany, czy wierzy w Boga, odpowiedział: Dajcie mu spokój. On śpi [3]. Stwierdzenie to zdaje się również reakcją na odwieczne pytanie „Unde malum?”, pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi.

Łatwo nie było

Edelman do łatwych rozmówców nie należał. Nie pozwalał zadawać sobie trywialnych pytań. Co więcej, sam przejmował inicjatywę „wywiadotwórczą” i demaskował brak znajomości realiów wojny: strachu, głodu czy upokorzenia. Bo przecież jak można pytać o to czy o tamto. Jakim prawem? Nie pozwalał sobie na banały i wykrawanie z opowieści o przeszłości wyidealizowanych kształtów. Wojna to piekło, koniec i kropka.

W podziękowaniach Witold Bereś i Krzysztof Burnetko przyznają, że praca z Markiem Edelmanem zapowiadała się jako prosta. Wydawało im się, że znają dobrze swojego rozmówcę, że posiadają już duże doświadczenie dziennikarskie i mają jasno sprecyzowany plan wywiadu. Edelman jednak wiedział lepiej, jak powinien on wyglądać. W najlepszym przypadku pomysły dziennikarzy spotykały się z jego lekceważeniem. W najlepszym…

Irytacja Edelmana wynikała też z faktu, że bez doświadczenia wojny nie da się swobodnie poruszać w jej realiach. Jej świat jest inny i nie można go oceniać, przykładając doń współczesne punkty odniesienia. Aby kogoś zrozumieć, trzeba wejść w jego skórę i system wartości. Edelman zdawał sobie sprawę, że podczas wywiadu nie rozumiano go w pełni.

Dziennikarze pochodzili z innej rzeczywistości, co zdradzał brak nie tylko wspólnego języka, ale również wyobraźni. Bo jak można pytać, czy wódka była w getcie albo dlaczego wygłodniali ludzie dobrowolnie szli na Umschlagplatz? Kończąc wywiad, Edelman dobitnie stwierdza: Mówię to od początku, ale do was to nie dociera. Nic do was nie dociera [4].

Życie nie jest zero-jedynkowe

Edelman mówi, że Dekalog to teoria, słowa, których znaczenie nie jest jednoznaczne i ostateczne. Postępuje się w zależności od sytuacji. Niezależnie, czy czyni się dobro, czy zło, trzeba to robić w najlepszej wierze. Dekalog to rodzaj foremki, którą wykrawa się rzeczy czynione w dobrej wierze. A z praktycznego punktu widzenia, gdy człowiek dokonuje codziennych wyborów, nie ma czasu na rozważania, jak postąpić zgodnie z Dekalogiem. Postępowanie w dobrej wierze to odruch bezwarunkowy i nie ma tutaj miejsca na Boga. Ze względu na dobre intencje kłamstwo, kradzież, morderstwo można uzasadnić. Moralność nie jest zero-jedynkowa i przyjmuje wszystkie odcienie szarości.

Czym różnili się ludzie, którym udało się przeżyć wojnę, od tych, którzy stracili podczas niej życie? Czy ktoś z nas potrafiłby przeżyć jej piekło? Ci, którzy zostali, nie różnili się niczym od nas. Nie byli kryształowi, żyli tak, jak my wszyscy, z całym bagażem nierozsądnych decyzji, i nie posiadali niezawodnego detektora odróżniającego dobro od zła.

Czy istniały jakieś czynniki istotnie przedłużające statystycznie życie podczas wojny? Tak, ale nie były nimi wiara, nadzieja ani miłość. Nie były też nimi nieprzyzwoitość, kłamstwo i tchórzostwo. Jedyne, co ocalało ludzkie życie, to stan umysłu. Nie kwestia wiary w zwycięstwo, bo przecież z góry było wiadomo, że Żydzi ani wojny, ani powstania nie wygrają. Jak w Kanale Andrzeja Wajdy, powstańcy byli z góry skazani na porażkę. Ale rzecz w tym, że trzeba mieć głębokie przekonanie, że zrobiłeś wszystko w najlepszej wierze i według najlepszej wiedzy. Wtedy jesteś w porządku ze swoim sumieniem i z całą sytuacją – niezależnie od tego, czy była ona beznadziejna, czy dawała jakąś szansę [5].  


autorzy: Marek Edelman, Krzysztof Burnetko, Witold Bereś
tytuł: Marek Edelman: Bóg śpi
wydawnictwo: Świat Książki
miejsce i data wydania: Warszawa 2010
liczba stron: 256
format: 135 × 200 mm
oprawa: miękka



[1] M. Edelman, Marek Edelman: Bóg śpi, rozmawiają K. Burnetko, W. Bereś, Warszawa 2010, s. 16.
[2] Tamże, s. 256.
[3] Tamże, s. 9.
[4] Tamże, s. 240.
[5] Tamże.

Zuza Kowalkiewicz

Z powołania – chemik i rzecznik patentowy in spe. Z wyboru – uzależniona od innowacji, nauki, oglądania filmów, zielonej herbaty i biegania. Z przymusu – pełnoetatowa kolekcjonerka nieprzespanych nocy i posiadaczka nigdy-nie-dających-się-nagrzać dłoni. Z pasji – amatorka sztuki niejednoznacznej oraz poszukiwaczka transkulturowych połączeń, zakurzonych archetypów i odpowiedzi na pytanie: „D'où venons nous? Que sommes nous? Où allons nous?”. Z przekonania – nie wierzy w przypadki. Z potrzeby serca – woli dawać niż brać.