Recenzje

Życie to nie baśń

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska; okładka: wyd. Okami
W wydawnictwie (dawniej sklepie i antykwariacie) Okami postanowiono wejść na rynek z pozycją z kilku przyczyn dość ryzykowną. Po pierwsze – komiksy grubości zeszytu, tak powszechnie występujące w Ameryce, pozostają u nas dotąd rzeczą niespotykaną. Między innymi dlatego, że potrzeba naprawdę dużego talentu, żeby w tych dwudziestu paru stronach zawrzeć wystarczająco wiele treści, aby zaintrygować czytelnika. Co więcej, jest to komiks skierowany do młodzieży, chociaż zerotyzowana okładka może sugerować co innego.
Pojawia się pytanie, czy pierwsza część Grimm Fairy Tales ma do zaoferowania coś, co przemówi nie tylko do planowanego odbiorcy, lecz także do dojrzalszego czytelnika. Odpowiedź brzmi: nie, nie ma (przynajmniej na razie), ale to niekoniecznie źle. Nie należy się tu na pewno spodziewać ani tak odważnej interpretacji kulturowych motywów jak ta, której dokonano w poprzednich odsłonach komiksowych Baśni, ani zmyślnej zabawy konwencją znanej z serialu Dawno, dawno temu. Fabuła tej opowieści – przynajmniej na razie – jest o wiele prostsza i dopiero finał może naprawdę zaintrygować. Jej sednem są problemy, które niesie ze sobą dojrzewanie (rozterki miłosne, życiowe zagubienie itp.) i od których główna bohaterka chce zwyczajnie uciec. Dlatego sięga po wymyślone historie – tutaj akurat po tę najbardziej klasyczną, o dziewczynce udającej się w drogę do domu babci leżącego w samym środku lasu. Dalej wszystko toczy się przewidywalnym torem – jest ledwie zarysowany trójkąt miłosny, na protagonistkę czyha oczywiste zagrożenie (okładka zdradza zresztą clue programu), wreszcie dochodzimy do spodziewanej konfrontacji. Na tle innych wariacji na temat baśni o Czerwonym Kapturku tę wyróżnia jedynie gorzkie zakończenie, sugerujące, że w całym cyklu wydawnictwa Okami często happy endu nie uświadczymy. Jak już wspomniałem, to dopiero swoisty serialowy cliffhanger, który następuje zaraz potem, sprawia, że całość wygląda bardziej obiecująco.

Z rozbudowanymi sagami – a wiadomo, że Grimm Fairy Tales taką będzie, bo poza ponad stoma zeszytami głównej opowieści doczekały się szeregu serii pobocznych, dziejących się m.in. w jeszcze mroczniejszej Krainie Czarów czy Oz – jest pewien problem: rozkręcają się powoli. Także w tym przypadku wpierw będziemy mieli do czynienia z pojedynczymi zamkniętymi wątkami, zawsze z jakimś twistem. Ale nawet jeśli w dalszych częściach czekają na nas perełki (podobno już #02 jest warty uwagi), to wprowadzenie powinno działać niczym odcinek pilotowy produkcji telewizyjnej: wciągać oraz zachęcać odbiorców, żeby dołączyli do przygody. Wydawca dodatkowo zdaje się przyzwalać na tego rodzaju podejście, ponieważ zdecydował się na wydawanie kolejnych części w pojedynczych zeszytach. A ten komiks ma niestety do zaoferowania za mało, żeby tak naprawdę rozbudzić ciekawość. Nie wyróżnia się też szczególnie oprawą graficzną, która jest dość schematyczna, prosta i czytelna, ale nic poza tym. Prawdopodobnie jednak i tu można się spodziewać stopniowej ewolucji.

Pierwsza publikacja Okami to pozycja po prostu średnia. Najistotniejszą kwestią jest teraz to, jak przyjmą ją odbiorcy, dla których była stworzona. Jeśli ta drobna sugestia ciekawszego dalszego ciągu oraz mniej jednoznaczna prezentacja świata wystarczy, będziemy mieli szansę przekonać się, czy twórcy mieli dobry pomysł na większą historię. Tak naprawdę dopiero kolejne numery pozwolą nam właściwie ocenić to stare-nowe (oryginał pochodzi z roku 2005) spojrzenie na ponadczasowy dorobek braci Grimm.  

autorzy: Ralph Tedesco, Joe Tyler (scenariusz), Justin Holman (ilustracje)
tytuł: Grimm Fairy Tales #01
przekład: Małgorzata Gwara
wydawnictwo: Okami
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
liczba stron: 24
format: 170 × 260 mm
oprawa: miękka


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.