Recenzje

Nietypowa działalność gospodarcza Andersa Mordercy (oraz kilkorga wiernych nieprzyjaciół)

Źródło grafiki: Grafika własna: Antoni Kaja
Johanowi Anderssonowi brakuje szczęścia. Nie dość, że lwią część życia spędził w ciupie – skazany za szereg brutalnych morderstw, dokonanych pod wpływem iście zabójczej mieszanki alkoholu oraz innych używek – to na domiar złego w pewnym niepozornym hotelu spotyka na swej drodze dwójkę najbardziej niemoralnych ludzi w Szwecji. Jednym z nich jest była pastor – zdeklarowana ateistka! Drugim natomiast – dość nijaki recepcjonista o karykaturalnym imieniu Per Persson, którego jakoś nikt nie chce zapamiętać. W tym wątpliwym towarzystwie Anders, zwany przez przyjaciół Mordercą, próbuje odnaleźć się w szeregu nieprawdopodobnych zawodów – od najemnego oprycha, który za pomocą kija bejsbolowego przekazuje dłużnikom wyrazy niezadowolenia od wierzycieli z przestępczego półświatka, przez będącego na ciągłym rauszu proboszcza zupełnie absurdalnego kościoła aż po… nie będę jednak uprzedzał wypadków. A, i po drodze nasz bohater odnajduje Boga, tak zupełnie przypadkiem.
Gdy czyta się trzecią wydaną w Polsce książkę Jonasa Jonassona, autora Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął, nie sposób nie porównywać przykładów jego humorystycznej prozy. Wnioski nasuwają się same – Anders Morderca jest mniej pomysłowy, czy raczej zwariowany, od debiutanckiej powieści, momentami wytraca również tempo (zwłaszcza pod koniec), ale autorowi nie można odmówić jednej rzeczy: wciąż odmalowuje swój kraj ojczysty ze swadą bezwzględnego satyryka. Można by nawet rzec, że posuwa się o krok dalej, sięgając po kwestie szwedzkiego (i nie tylko) podejścia do religii, krytykując instytucjonalizm, szydząc ze współczesnych tendencji oraz zasad funkcjonowania mediów społecznościowych (szczególnie ten ostatni aspekt udało mu się oddać bardzo dobrze!). Charakteryzuje go niezwykły dystans do rzeczywistości, który – choć właściwie zdrowy – może niektórymi odbiorcami nieco wstrząsnąć. Autor nawiązuje zresztą do tego faktu w żartobliwych podziękowaniach: „Spośród pozostałych, dla których nie starczyło miejsca, chcę wymienić Boga. Z pewnością zasługuje na podziękowania za to, że mogłem go sobie wypożyczyć do swojej opowieści. Ale jednocześnie uważam, że powinien mocniej popracować nad tym, aby jego najbardziej żarliwi wyznawcy nie brali go tak strasznie na serio”[1]. Dlatego też czytelnicy, których zniesmaczy zbyt dosłowne rozumienie biblijnych wzmianek o dobroczynnych skutkach spożywaniu wina, skutkujące huczną kościelną libacją z udziałem mołdawskiego winiacza w kartonie, nie mają tu raczej czego szukać.

Na pozostałych czeka istna parada sprzeczności, zwieńczona zaskakująco pozytywnym zakończeniem. Wyjdą im na spotkanie zatrważająco racjonalni i interesowni niegodziwcy, którzy ostatecznie odkrywają, że dawać jest (niemal) równie dobrze, jak brać, i nazywają córkę Hosanna. Toast wzniesie nawrócony Anders Morderca (przez swoją prostoduszność chyba najbardziej sympatyczna, w gruncie rzeczy – paradoksalnie – niewinna postać) i być może wyrecytuj przy tym z pamięci kilka łacińskich nazw grzybów lub sypnie przypadkowymi cytatami z Biblii. Czytelników zaskoczy też finał zakulisowych perturbacji mściwych zbirów Hrabiego i Hrabiny z resztą występnej braci podziemia. Oprócz tego pieniądze zebrane wątpliwymi metodami zostaną przeznaczone na cele dobroczynne, okaże się, że z granatami naprawdę trzeba uważać, a były recydywista zyska sławę Elvisa. Bo taka jest ta absurdalna i nieprzewidywalna rzeczywistość, w której żyjemy – nie mniej pełna sprzeczności niż wizja Jonassona. W powieści wszelkie nonsensy współczesności zostają momentami niezwykle trafnie spuentowane, choć wykreowany świat pozostaje bardziej umowny.

Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół) przy pierwszym dziele pisarza wypada jednak zwyczajnie blado, mimo że śmiechu jest co niemiara (o ile zachowa się niezbędną dozę dystansu), czyta się to wprost błyskawicznie i nawet antypatyczni protagoniści na koniec stają się bardziej sympatyczni (no i można się nauczyć, jaka jest nazwa gatunkowa muchomora plamistego). Brak tej żywej atmosfery, barwnej fabuły, porywającego szaleństwa. W zamian otrzymujemy opowieść z przymrużeniem oka, która momentami porusza, może skłania do chwilowego zastanowienia, ale zostanie z nami raczej na krótko. Ot, dobra rzecz na lato, z lekkim pazurem – tylko tyle i aż tyle. 
   
autor: Jonas Jonasson 
tytuł: Anders Morderca i przyjaciele (oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół) 
przekład: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska wydawnictwo: W.A.B. 
miejsce i rok wydania: Warszawa 2016
stron: 352
format: 123 × 194 mm
oprawa: miękka

[1] Patrz: str. 349.

Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.