Recenzje

Czarny ogród

Źródło grafiki: Witold Dąbrowski
Karawanami śmierci określa się mordercze marsze Ormian przez Pustynię Syryjską, do których byli zmuszani przez władze tureckie w latach 1915-1917. Jest to jeden z symboli ludobójstwa Ormian, w czasie którego zginęło blisko 1,5 miliona ludzi, a inni zostali zmuszeni do opuszczenia Kaukazu. 
Taki tytuł mówi nam sporo o treści reportażu Magdaleny Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego. Większą cześć książki zapełniają dzieje Ormian w XX wieku, które obfitują w tragiczne i makabryczne wydarzenia – podobnie jak historie wielu innych „narodów wybranych”, bo przecież za taki właśnie uznają się mieszkańcy Armenii. Jako pierwszy lud przyjęli chrześcijaństwo i wierzą, że Bóg wybrał ich sobie spośród innych i obdarzył szczególną łaską. Jak jednak starają się nam udowodnić autorzy reportażu, okazało się to „łaską hiobową”.

Publikację podzielono na kilka rozdziałów, z których w każdym opowiada się o innym dramatycznym wydarzeniu z historii Armenii lub analizuje problem związany z losem narodu ormiańskiego: od wspomnianego ludobójstwa z początków XX wieku przez tragiczne trzęsienie ziemi z roku 1988, wojnę z Azerbejdżanem o Górski Karabach z początków lat 90., masakry Ormian i Azerów aż po sytuacjęzupełnie współczesną, zamachy i zabójstwa polityczne (również w momencie kiedy to piszę, w Internecie można znaleźć informację o ataku ormiańskiej opozycji na siedzibę policji w Erywaniu, tak więc historia ta dzieje się na naszych oczach). Autorzy skupiają się na śmierci, zniszczeniu, degeneracji i biedzie, pragną wzbudzić poczucie, że w ostatnich dekadach nieustannie towarzyszyły one Ormianom. Nietrudno więc poczuć się nieco przytłoczonym ciężarem tych wszystkich informacji tym bardziej, że przedstawione zostały w bardzo sugestywny i umiejętny sposób. I nawet jeśli perspektywa staje się przez to nieco zawężona – przynajmniej dla osób, które nigdy nie były w Armenii i niewiele o niej wiedzą – to siła przekazu robi wrażenie i daje do myślenia. Historia tego kraju (choć jednocześnie także rzeczywistość współczesna) przedstawiona w utworze może poruszyć, co w dzisiejszych czasach – czasach wielkich dramatów i wielkiej obojętności – może wzbudzić szacunek dla talentu i odwagi twórców. Nawet jeżeli trochę zbyt często powtarzają slogan „hiobowy los”.

Zdarzają się momenty, gdy autorzy pozwalają sobie na nieco lżejszą tematykę, choć ton również pozostaje poważny (przyjemnym wyjątkiem jest na przykład rozdział dotyczący historii sławnego ormiańskiego koniaku). Pragnęli pokazać i – na tyle, na ile to możliwe – wyjaśnić czytelnikom, jakie wydarzenia i zjawiska ukształtowały współczesną Armenię i niestety nie ma tu zbyt wiele miejsca na szlachetność czy chwałę. Zamiast tego – dużo traumy, śmierci, biedy, niesprawiedliwości i ludzkiej podłości. Wiele informacji przekazano ustami naocznych świadków i uczestników wydarzeń, wiele historii opowiedziano z punktu widzenia konkretnych osób, na tle ich biografii. Zdaje się więc, że autorzy byli naprawdę blisko ludzi i zadali sobie trud, by zagłębić się w przedstawiane wydarzenia. Innymi słowy miałem poczucie, że obcuję z czymś autentycznym, nawet mimo wspomnianych już przeze mnie podejrzeń, że Nocuń i Brzeziecki – przynajmniej na początku – nieco na siłę próbują wywołać tragiczny nastrój, uderzając w ów „hiobowy” ton. Myślę, że niepotrzebnie, gdyż relacje i rozmowy są na tyle ciekawe i przemyślane, że bronią się doskonale same.

Niewielkie rozmiary reportażu (nieco ponad 200 stron) wydają mi się zaletą, gdyż trudne tematy potrzebują konkretnej i sprawnej narracji. Styl jest prosty i dobry, niekiedy dramatyczny, ale najczęściej autorom udaje się bardzo dobrze dopasować język do treści. Do tego stopnia, że niektóre relacje i opisy faktycznie poruszają, mimo iż – wiem, jak bardzo banalnie zabrzmi to stwierdzenie – podobnymi historiami masowo zalewają nas telewizja czy Internet. Jak więc widać, dobry reportaż, czyli umiejętnie wykorzystane słowo pisane, wciąż potrafi poruszyć. W związku z tym cieszy mnie również fakt, że zrezygnowano z jakichkolwiek fotografii i materiałów wizualnych (prócz map Armenii i Kaukazu, ale to niezbędne minimum) i ograniczono narrację do przekazu werbalnego. Myślę, że to wszystko, czego w tym wypadku potrzebuje czytelnik.

autor: Andrzej Brzezicki, Małgorzata Nocuń

tytuł: Armenia. Karawany śmierci

wydawnictwo: Czarne

miejsce i rok wydania: Wołowiec 2016

stron: 232

format: 133x215

oprawa: twarda


Witold Dąbrowski

Absolwent kulturoznawstwa, student grafiki na warszawskiej ASP, pisarz amator. Pasjonat sztuk wizualnych i literatury (którymi stara się zajmować zarówno teoretycznie, jak i praktycznie), uwielbia fantastykę, muzykę elektroniczną, mistykę i surrealizm.