Relacje

Nie tylko chrząszcz, czyli co (i kto) brzmi w Szczebrzeszynie

Źródło grafiki: Festiwal "Stolica Języka Polskiego"
„O! Jedziesz posłuchać chrząszcza w trzcinie?” – spytał ktoś na wieść, dokąd się wybieram. Bo Szczebrzeszyn z tego słynie i sama do niedawna nie wiedziałam o nim nic więcej, nie orientowałam się nawet, w którą stronę mam się kierować. Ale lada moment sytuacja miała ulec zmianie, bo usłyszałam o festiwalu „Stolica Języka Polskiego” odbywającym się w tym właśnie miejscu, nad rzeką Wieprz na Roztoczu, już po raz drugi. W tym roku – między 31 lipca a 7 sierpnia.
Sama nazwa może być myląca, bo festiwal „Stolica Języka Polskiego” to przede wszystkim wydarzenie literackie. O tym, że język odgrywa tu niebagatelną rolę (nazwa miasta chrzęści przecież i szeleści, aż miło, a to zobowiązuje), świadczy jednak już program imprezy, a w nim między innymi spotkanie ze szwedzkim tłumaczem Olgi Tokarczuk, Janem Henrikiem Swahnem, i ukraińskim poetą Andrijem Bondarem (ot, wysłać gdzieś ukrainistę…), dyskusja o Białoszewskim czy wreszcie warsztaty Mistrz wymowy polskiej (współprowadzone przez Krystynę Czubównę!). A także – może nawet przede wszystkim – wybór patrona tegorocznej edycji Stolicy Języka Polskiego, czyli Bolesława Leśmiana. Jemu właśnie poświęcono debatę otwierającą festiwal, w której uczestniczyli: Justyna Sobolewska, Adam Kulik i Mateusz Matyszkiewicz. Nie było mi jednak dane jej wysłuchać, bo do Szczebrzeszyna dotarłam dopiero drugiego dnia.

Ale drugiego dnia też sporo się działo...

O tym, jak trenerzy piłkarscy mogą wpłynąć na promowanie czytelnictwa, dlaczego Szwedki czytają skandynawskie kryminały chętniej niż Szwedzi i jakie wymierne korzyści przynosi rozwój bibliotek według urzędników różnych szczebli, a jak to się ma do rzeczywistości, opowiadali Jan Henrik Swahn, były dyrektor Instytutu Książki Grzegorz Gauden oraz pisarka i tłumaczka Katarzyna Tubylewicz, uczestnicy debaty Szwecja czyta – Polska czyta. Zwrócili uwagę, że również w upowszechnianiu rodzimej literatury za granicą rola języka jest zauważalna – polszczyzna jako mało popularna wzbudza zazwyczaj mniejsze zaufanie wydawców niż języki dominujące, dlatego o wydania zagraniczne znacznie łatwiej tym książkom, na których publikację zdecydowały się wydawnictwa anglojęzyczne.

Być może najważniejszą rolę język odgrywa jednak jako tworzywo opowieści. Istotne wydaje się nie tyle to, co literatura opowiada (bo opowiada z grubsza te same historie), ile jak opowiada – stwierdził z kolei Wiesław Myśliwski. Chociaż właściwie „tworzywo” to złe określenie, bo moc języka przejawia się tym, że on żyje, rozwija się, pozwala nazywać wszystko, byle tylko nie pozwolić na swoje wyjałowienie, redukcję do czystej funkcji informacyjnej. „Zdania są stworzeniami. Im bardziej pozwala im się żyć, tym lepiej dla twórczości” – tak Myśliwski podsumował odpowiedź na pytanie któregoś z czytelników.

Ćwicząc cierpliwość w ogonku po autograf, nawiązując kolejkowe znajomości, a także dowiadując się tego i owego o poprzedniej edycji imprezy, traciłam bezpowrotnie okazję na spotkanie o Białoszewskim z udziałem Mai Komorowskiej i Tadeusza Sobolewskiego (i jak tu twierdzić, że duch poezji w narodzie ginie?). Dzięki temu dowiedziałam się, że w Szczebrzeszynie, przed wojną także żydowskim, oprócz Stolicy Języka Polskiego trwa właśnie objazdowy festiwal śladami Singera. Spacer po mieście inspirowany tym aspektem historii niestety przegapiłam, udało mi się za to posłuchać opowieści o przedwojennej społeczności żydowskiej, jej życiu, organizacji, jej – także miejscowych – przedstawicielach: szaleńcach, biedakach, zwykłych ludziach.

„Mam dla państwa dwie bardzo ważne informacje. Pierwsza jest taka, że zagraliśmy dzisiaj program ZOO sto dwudziesty dziewiąty raz. Druga jest taka, że w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”. To podsumowanie, wypowiedziane ze śmiertelną powagą, dość wiernie oddaje atmosferę koncertu Katarzyny Groniec, która na koniec dnia zaśpiewała piosenki Agnieszki Osieckiej. Było wyśmienicie: nieoczywisty wybór tekstów, nowe interpretacje muzyczne (chociaż ja akurat – w kilku przypadkach, których to zastrzeżenie dotyczy – najbardziej przekonana jestem nawet nie tyle do wykonań klasycznych, ile do wykonań Nosowskiej, i się odprzekonać nie dałam, jeśli akurat miałam porównanie), cokolwiek kpiarski ton. Nic, tylko zazdrościć.


Anna Mirkowska

Studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Sprząta (na portalu, a czasem również gdzie indziej). Tu zetrze przecinek, tam dostawi brakującą literę, ówdzie zrobi przemeblowanie w zdaniu albo rozwiesi cudzysłów. Kiedyś studiowała ukrainistykę, ale jej przeszło. Została jej stamtąd sympatia do dwudziestowiecznej literatury ukraińskiej.