Relacje

Nie tylko chrząszcz, czyli co (i kto) brzmi w Szczebrzeszynie (ciąg dalszy)

Źródło grafiki: Festiwal "Stolica Języka Polskiego"
Trzeci dzień festiwalu „Stolica Języka Polskiego” był chyba jeszcze bardziej językocentryczny niż dzień drugi, chociaż przejawiało się to nie do końca tak, jak się spodziewałam. Nie zabrakło więc zarówno drobnych rozczarowań, jak i zdecydowanie pozytywnych zaskoczeń. 
Dlaczego radiowcy obrysowują językiem kontur warg, a aktorzy podczas prób zaciekle dyskutują o rabarbarze? Tego dowiedziałam się na warsztatach Mistrz wymowy polskiej. Pierwsza część, prowadzona przez Krystynę Czubównę (i jak tu się dziwić, że właśnie na te zajęcia po pewnym czasie zabrakło miejsc?), obejmowała warsztat lektora: ćwiczenia logopedyczne i oddechowe, przeplatane historiami z pracy w radiu i telewizji. Część druga, podczas której trenerką była Joanna Szczepkowska, dotyczyła nie tylko ćwiczenia dykcji, lecz także wyrażania różnych emocji za pomocą tych samych słów. Okazuje się, że i Leśmianem można na siebie nawrzeszczeć.

Jako polonistka zdecydowanie językolubna wiązałam duże nadzieje z warsztatami Kreatywnie o komunikacji, czyli dlaczego język jest ważny. Skuteczność komunikacyjna, środki językowe pozwalające tę skuteczność osiągnąć, niebanalne pomysły, słowem: same wspaniałości. Szkopuł jednak w tym, że chociaż zajęcia rzeczywiście dotyczyły komunikacji – zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych – to języka nie dotyczyły w najmniejszym stopniu, stąd spore (i jedyne podczas tego festiwalu) rozczarowanie. Zabawy w zakładanie firmy w kwadrans i opracowywanie jej strategii komunikacyjnej w pół godziny, choć niewątpliwie rozwijające, mnie akurat nieszczególnie porywają.

Wynagrodziły mi to jednak z nawiązką trzy spotkania autorskie, a może raczej trzy dyskusje z autorami. W rolach głównych: Grażyna Plebanek i Katarzyna Tubylewicz, Łukasz Orbitowski i Marcin Kołodziejczyk oraz Marianna Kijanowska i Bohdan Zadura. W rolach prowadzących – równie przecież ważnych – Justyna Sobolewska i Michał Nogaś. Każde z tych spotkań miało inną dynamikę, toczyło się wokół innych spraw, budziło inne emocje – a dzięki ich ułożeniu bezpośrednio po sobie te kontrasty stawały się tym widoczniejsze i tym ciekawsze.

Spotkanie pierwsze: bardzo spokojna, ale i bardzo rzeczowa dyskusja o tym, co bliskie zarówno Grażynie Plebanek, jak i Katarzynie Tubylewicz – autorkom od lat mieszkającym za granicą (w Brukseli i Sztokholmie), ale wciąż mocno zakorzenionym w polskości. Zatem: dyskusja o Europie, Afryce, ścierających się i przenikających tożsamościach. O eurosieroctwie i emigracji zarobkowej. I o literaturze, rzecz jasna, a zwłaszcza o najnowszej książce Grażyny Plebanek, Pani Furii, która jest w tej problematyce mocno osadzona. Dużo konkretów: układ dzielnic zamieszkiwanych przez imigrantów w Paryżu i Brukseli oraz jego wpływ, planowany i rzeczywisty, na asymilację tych osób. Nauczanie historii w Senegalu (nie tak znowu dawno temu) w taki sposób, że o Senegalu i w ogóle o Afryce nie mówiono wcale, a za to w centrum świata stawiano Europę z Francją na czele. Wywodzący się stąd mit europejskiego raju i zderzenie go z rzeczywistością. Decyzja o prostowaniu albo nieprostowaniu włosów a tożsamość afrykańska. Muzułmańskie działaczki na rzecz praw kobiet w Szwecji, ignorowane przez szwedzkie władze.

Spotkanie drugie: niesamowita energia, szybkie tempo, celne riposty, zdecydowane sądy. Polska niewielkomiejska, jej codzienność i zarazem odrębność w tej codzienności, a to wszystko widziane przez Łukasza Orbitowskiego – autora bestsellerowej Innej duszy, a także literatury fantastycznej, i Marcina Kołodziejczyka – cenionego reportera. Ale też rozmowa o tym, nad czym obydwaj autorzy właśnie pracują. A zdecydowanie jest o czym mówić. Kołodziejczyk szykuje z Marcinem Podolcem, współautorem Dymu (pisaliśmy o nim tutaj i tutaj), Morze po kolana (premiera: listopad 2016), czyli komiks oparty na jego reportażach dla „Polityki” (jak sam mówi – to doświadczenie dla niego całkiem nowe). Orbitowski z kolei uczestniczy w projekcie Nowe legendy polskie, złożonym z antologii opowiadań i dwóch filmów dokumentalnych, a osnutym wokół polskich wierzeń ludowych z wczesnego średniowiecza. W przedsięwzięcie to zaangażowali się też między innymi: Jakub Małecki, Elżbieta Cherezińska i Jerzy Stuhr. Pisarz pracuje też nad nową książką, podobno powieścią drogi (Nogaś: „No dobrze, ale o czym to jest?”, Orbitowski: „O tym, jak chłop spieprza w Europę”). Premiera w przyszłym roku.

Spotkanie trzecie: zupełnie inne, ukraińsko-polskie. Dialog ukraińskiej poetki i tłumaczki poezji polskiej z polskim poetą i tłumaczem poezji ukraińskiej. Zabrakło trzeciego głosu – Andrija Bondara, także poety i tłumacza, który również miał w tej rozmowie wziąć udział. Marianna Kijanowska, badaczka wątków ukraińskich w twórczości Leśmiana, tłumaczyła jego wiersze przez osiem lat, tworzyła alternatywne wersje przekładów (tłumaczenie Dziewczyny zaprezentowane na festiwalu powstało w ośmiu wersjach). Efekty – świetne. Zresztą na Leśmianie nie koniec, czego dowodem jest choćby mistrzowski przekład Lokomotywy Tuwima. Bohdan Zadura z kolei, ceniony nie tylko w Polsce, lecz także na Ukrainie, uparcie twierdzi, że tłumaczem literatury ukraińskiej został przypadkowo: nie znał języka, nie cenił znanej sobie literatury. A potem dostał zlecenie na przekład wierszy Dmytra Pawłyczki. I chwyciło – nie od razu, ale skutecznie.

Dzień zwieńczyło Drzewo według Wiesława Myśliwskiego  – spektakl plenerowy, o którym, jako teatralny laik, nie ośmielę się powiedzieć nic poza tym, że wciskał w krzesło/ławkę/leżak. Pozostaje mi więc oddać głos Stefanowi Szmidtowi, autorowi inscenizacji i odtwórcy głównej roli: „Dla kogo i o czym jest nasze Drzewo? Dla wszystkich tych, którzy zechcą zgromadzić się pod wybranym drzewem w miejscowości, do której zawita nasz teatr, dla zaproszonych i przypadkowych, dla tych, którzy bywają w teatrze, i tych, dla których będzie to teatralna inicjacja. O czym? […] O »jednym stąd« i o… drzewie”[1]. A nad rzeką, nad którą je wystawiono, mimo zimna i sporego opóźnienia zebrało się mnóstwo ludzi. To także o czymś świadczy.

[1] Stefan Szmidt, „Drzewo” Wiesława Myśliwskiego, [w:] Festiwal Stolica Języka Polskiego. 31 lipca – 7 sierpnia, Szczebrzeszyn 2016, [b.m.] 2016, s. 27.

Anna Mirkowska

Studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Sprząta (na portalu, a czasem również gdzie indziej). Tu zetrze przecinek, tam dostawi brakującą literę, ówdzie zrobi przemeblowanie w zdaniu albo rozwiesi cudzysłów. Kiedyś studiowała ukrainistykę, ale jej przeszło. Została jej stamtąd sympatia do dwudziestowiecznej literatury ukraińskiej.