Recenzje

Różne rodzaje głupoty

Źródło grafiki: wyd. MG, freepik.com
Edith Wharton jest mi znana głównie dlatego, że jakiś czas temu dostałem książkę jej autorstwa do recenzji. Jednak z innych źródeł, w których szczerość nie mam powodu nie wierzyć, dowiedziałem się, że polskiemu czytelnikowi pisarka kojarzy się zwłaszcza z nagrodzonym Pulitzerem Wiekiem niewinności. Zapakowana w kurierski karton i dostarczona pod me drzwi książka Jak każe obyczaj opowiada, podobnie jak wspomniane opus magnum Wharton, o ciasnym gorsecie zwyczajów amerykańskiej socjety początków XX wieku. Na tym jednak kończą się podobieństwa, recenzowana poniżej powieść stanowi bowiem niezwykle wciągające studium ludzkiej durnoty.
Undine to jedyna córka państwa Spraggów. Jest dziewczęciem nadzwyczaj pięknym, a imię odziedziczyła po lokówce – głównej przyczynie sukcesu finansowego swego ojca. Rodzina przeprowadziła się z prowincjonalnego Apex do Nowego Jorku, gdzie zaciskając zęby, stara się wieść ekskluzywne życie godne nowobogackich Amerykanów z tamtych lat. Ojciec rekompensuje sobie niedobory życia towarzyskiego w hotelowym barze. Matka, której nawet taka przyjemność nie przystoi, pełni funkcję gadającego mebla, a jej jedyną rozrywką jest plotkowanie z manikiurzystką. Owa smutna para wszystkie swoje ambicje przelewa na córkę. Ta z kolei pragnie dla siebie „tylko tego co najlepsze”, co w jej rozumieniu wiąże się z niezobowiązującym dryfowaniem na powierzchni śmietanki towarzyskiej. Panna Undine wszelakie sukcesy w tej dziedzinie zawdzięcza swojej nietuzinkowej urodzie oraz równie nietuzinkowym zdolnościom manipulacyjnym. Dziewczyna nie interesuje się światem jako takim. Nie bójmy się tego powiedzieć, w większości sytuacji okazuje się zwyczajną ignorantką. Instynktownie wyczuwa jednak, jak należy prezentować się w towarzystwie, kim trzeba wzgardzić, z kim przystawać i kiedy te osoby zamienić miejscami. Wymienione cechy oraz nienasycone, niemal alpinistyczne pragnienia wdrapywania się coraz wyżej po drabinie społecznej zapewniają jej bytność na salonach Stanów Zjednoczonych i świata. Rzecz jasna, jest to obecność bardzo fasadowa, wyprana z ideałów (o ile takie w ogóle istniały wśród elit). W walce o pojawienie się na łamach dodatków towarzyskich Undine nie liczy się z nikim i niczym, a już zwłaszcza ze swoimi bliskimi i ich pieniędzmi.

Jak każe obyczaj przypomina Lalkę Bolesława Prusa, ale taką, która opisywałaby jedynie Izabelę Łęcką. Obie bohaterki cechują się tępotą, ślepym zapatrzeniem w klasowe normy i beznamiętnym przeżuwaniem wszelkich korzyści płynących z uczestnictwa w życiu „lepszych” grup. Zresztą sama Edith Wharton, podobnie jak nasz rodzimy Głowacki, wyraźnie dostrzegała wady sfer uprzywilejowanych, całą powieść pomyślała więc jako bardzo ironiczny, a miejscami wręcz gorzki obraz amerykańskich wyżyn społecznych. Stare rody kurczowo trzymają się swoich zwietrzałych zasad, natomiast kasta dorobkiewiczowska na swój krzykliwy sposób próbuje naśladować zachowania elit. Cechą wspólną jednych i drugich jest zaś arogancja.

A cierpi na tym rozum – jak zresztą za każdym razem, gdy konwenanse całkowicie zastępują refleksję nad życiem. Durni są tu wszyscy, choć to oczywiście durnota różnego sortu, durnota durnocie nierówna, uaktywniająca się w odmiennych sytuacjach. Mamy w książce postacie tępe za sprawą cynizmu, tępe z powodu swych przyzwyczajeń i tępe tak po prostu. Undine reprezentuje z kolei szczególną odmianę głupoty, książkowo rozumianą jako brak mądrości. Brak mądrości to brak dobra, a czym jest brak dobra, to już możemy się domyślić. Główna bohaterka najzwyczajniej krzywdzi ludzi. I moglibyśmy się doszukiwać w jej zachowaniu jakiegoś tragizmu, jakiejś skazy, która każe jej ranić innych. Ale nie da się! Rudowłosa dziewczyna z kart powieści czyni to wszystko bez namysłu, nawykowo. Jedyne pytania, jakie stawiamy sobie podczas lektury, brzmią: gdzie są tego wszystkiego granice? Kiedy Undine zorientuje się, jaka z niej podła baba?

Jak każe obyczaj ma też swojego Wokulskiego. Ralph Marvell, choć szlachetny, świadomy jałowości życia klas wyższych i (chyba) zakochany w Undine, jest jednak głupcem. To klasyczny przykład osoby, której na widok pięknej a niemądrej kobiety uruchamia się swoisty syndrom opiekuna. Chodzi mi o ten szczególny rodzaj zaślepienia budujący w nas, samczykach, przekonanie, że każda śliczna dziewczyna na pewno ma też w sobie cechy warte wydobycia: dobroć, mądrość, empatia… „O! Ty! Piękna, lecz głupia gazelo! Wyprowadzę cię z tej mentalnej piwnicy, jeno daj mi się kochać!” – zdaje się krzyczeć biedny Ralph. W rzeczywistości jest to prosta droga do zguby, którą bohater osładza sobie uczuciem i tak zwanym szlachetnym cierpieniem.

Ciekawie wygląda również świat kreowany przez Edith Wharton. Autorka zdaje się dobrze wszystko rozumieć, ale zaledwie sygnalizuje swoją wiedzę przez ironiczne cudzysłowy tu i ówdzie. Pisarka jednak patrzy na rzeczywistość głównie oczami Undine, Nowy Jork zatem nie został przedstawiony jako centrum kulturalne świata czy jako wyspa dymiącej i formującej się amerykańskiej tożsamości. Jest on po prostu zbiorem miejsc, w których „dzieją się” relacje towarzyskie. Polityka, kultura czy społeczeństwo stanowią tylko ślizgawkę, po której suną ci wszyscy ludzie odziani w eleganckie fraki i piękne suknie. Dziś takie spojrzenie może wyglądać na trochę przerysowane, ale da się przecież zrozumieć, że Wharton w swoich czasach starała się jak najdobitniej wypunktować te świństwa, o których teraz dobrze wiemy, że świństwami są.

Powieść Jak każe obyczaj dotarła do Polski w 103 lata po swojej premierze. Można głosić truizmy o tym, że tematyka nie straciła na aktualności – wszak wciąż niemało jest ludzi, którzy wolą „pokazać się” niż „być” – jednak samo to nie sprawiłoby przecież, że z przyjemnością czytalibyśmy książkę po ponad wieku od jej wydania. Dzieło laureatki Pulitzera ma w sobie ów trudno definiowalny pierwiastek dużej literatury, zapewniający niestarzejące się piękno słów i zdań. Zdecydowanie warto tę książkę polecać. Tym bardziej, że oficyna MG bardzo ładnie ją wydała, dzięki czemu można sfotografować okładkę, dołączyć to zdjęcie do recenzji i bez wstydu podpisać się swoim nazwiskiem pod całością.

autor: Edith Wharton

tytuł: Jak każe obyczaj

przekład: Karolina Rybicka

wydawnictwo: MG

miejsce i data wydania: Kraków 2016

liczba stron: 464

format: 145 × 205 mm

oprawa: twarda


Michał Ciemniewski

Do niedawna – brzęczący słoikami student kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna – mieszkaniec Krakowa parający się codziennością w krainie obwarzanków. Muzyka jest jedyną rzeczą, wokół której potrafi skoncentrować myśli na dłużej niż pięć minut. Wielki miłośnik popu i jego adwokat z urzędu, broniący tego gatunku przed podłymi oszczerstwami. Jego ulubiona liczba to 100000000, a w przyszłości chce zostać samolotem.