Recenzje

Wśród dryfujących odłamków rzeczywistości i fikcji

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
Fikcyjne światy – poza innymi licznymi walorami – dostarczają odbiorcom unikatowej rozrywki intelektualnej. Jeśli więc widzimy, że autor miał dużo zabawy podczas tworzenia danego utworu, to naturalnie zarażamy się jego entuzjazmem. Do tego typu przypadków należy zaliczyć mangową serię „Drifters” Kouty Hirana, publikowaną w Polsce przez wydawnictwo J.P.Fantastica. 
Dzięki dwóm tomom, już dostępnym w naszych krajowych księgarniach, można dobrze zapoznać się z uniwersum wykreowanym przez mangakę. Fabuła zawiera w sobie wszystko to, czego potrzeba, aby czytelnik totalnie zatopił się w lekturze. Mamy tutaj złożony świat, a raczej światy, ponieważ komiks swój tytuł zaczerpnął właśnie od bohaterów dryfujących między różnymi rzeczywistościami. Jednym z poziomów składających się na te skomplikowane realia są prawdziwe czasy historyczne – stąd występowanie autentycznych postaci, mniej lub bardziej znanych nam ze szkolnych podręczników (bohaterowie trudniej rozpoznawalni dla Europejczyków reprezentują kulturę japońską). Drugi poziom to fantastyczna kraina, mocno przypominająca tę znaną z książek Tolkiena za sprawą wszelakich elfów, krasnali i orków. Co więcej, można natknąć się w niej na Pana Ciemności oraz – uwaga – wielkie oko na niebie…

Te dwie płaszczyzny – realistyczna i fantastyczna – zbiegają się w tajemniczym korytarzu z mnóstwem drzwi. Spotkać tam można pana przy biureczku, który rozsyła zdezorientowanych wojowników do alternatywnego uniwersum. W ten sposób w kraju elfów wylądowali między innymi: Toyohisa Shimazu, Grigorij Rasputin, Scypion Afrykański, Joanna d’Arc czy Adolf Hitler. W dużym skrócie – niektórzy z nich, nazywani przez tubylców „odpadami”, obrali sobie za cel zniszczenie całego tamtego miejsca, natomiast inni to „drifterzy”, starający się opanować chaos wywołany przez obywateli z ich świata.

Historyczno-fikcjonalne poplątanie sprawiło, że autor z powodzeniem mógł wykreować relacje między bohaterami, którzy znacznie różnią się pod względem kulturowym, obyczajowym i językowym. Hirano skorzystał z tej szansy, chociaż jej olbrzymi potencjał nie został do końca wyczerpany (przynajmniej na razie). Mogło na to po prostu nie być dobrego miejsca i czasu, ponieważ pierwszy tom mocno napakowano akcją – co zresztą bardzo korzystnie wpływa na odbiór mangi, bo wciąga odbiorcę w wir przygody. Drugi tom natomiast trochę zwalnia tempo, co pozwala lepiej poznać charaktery i motywacje protagonistów.

Całość sprawnie współgra z warstwą graficzną komiksu – rysunki są proste i czytelne w bardziej statycznych momentach fabuły, a wykonane z rozmachem, wykraczające poza kadry, gdy wymaga tego na przykład dynamiczny charakter bitwy. Nieco zgrzytają momenty komiczne, które wprowadzają do serii kreskę stereotypowo kojarzącą się z „tymi głupimi japońskimi bajkami”, chociaż rzeczywiście robią swoją robotę i po prostu śmieszą, co stanowi pożądany comic relief dla czasami patetycznej, a często intensywnej akcji.

Jeśli zawsze chcieliście wiedzieć, jak na polu bitwy spisuje się Anastazja Nikołajewna Romanowa, jeśli ciekawi Was wynik starcia samolotu myśliwskiego ze smokiem, jeśli przebieracie nogami na myśl o mieszance historii z fantastyką, a przede wszystkim jeśli pragniecie zanurzyć się w ciekawej intrydze, to w serii „Drifters” znajdziecie odpowiedzi na wszystkie czytelnicze pytania.

autor: Kouta Hirano

tytuł: seria „Drifters”, tom 1 i 2

przekład: Paweł Dybała

wydawnictwo: J.P.Fantastica

miejsce i data wydania: Mierzyn 2016

liczba stron: 220 (tom 1), 224 (tom 2)

format: 120 × 170 mm

druk: czarno-biały

oprawa: miękka w obwolucie


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.