Recenzje

Blame! Winni chaosu i koszmaru

Źródło grafiki: Torley / J.P. Fantastica
Wędrówka tajemniczego Killy’ego po monstrualnym mieście-molochu trwa. W drugim tomie bohaterowi towarzyszy Cibo, była pracownica koncernu Biocyber. Teraz razem próbują dostać się na wyższe poziomy aglomeracji i wciąż poszukują nieuchwytnego genu terminala sieciowego. Na ich drodze ponownie staną wrogowie nie z tego świata, a z czasem ujawnione zostaną niewiarygodne tajemnice, które sprawią, że owa krucjata nabierze o wiele większego znaczenia. Nasz bohater natomiast uświadomi sobie, że jest jedynie pionkiem w wielkiej rozgrywce potężnych sił.
Jako że mamy do czynienia z drugim tomem cyklu, który ma być dość obszerny, lektura powinna dostarczyć odpowiedzi na jedno istotne pytanie. A mianowicie: czy wciąż mamy do czynienia z równie gęstym klimatem, równie imponującą kreską i równie pomysłową fabułą jak za pierwszym razem? Jak to niestety często bywa, nie do końca. Przyczyna jest bardzo prosta – trudno powiedzieć, by Blame! stracił na świeżości, ale tym razem narracja jest bardziej linearna, prosta. Zamiast poszatkowanych scenek z podróży dostajemy spójną, ciągłą minihistorię o wyprawie protagonistów do enklawy Elektrybaków, a także o konsekwencjach ich przybycia w to miejsce. Siłą rzeczy zatem bogactwo krajobrazów jest mniejsze, co nie oznacza, że Tsutomu Nihei znowu nie zaserwował swoim odbiorcom imponującej kolekcji cyberpunkowych koszmarów, wykraczających poza ludzkie wyobrażenia.

Warstwa wizualna ponownie stanowi najmocniejszą stronę komiksu. Zdumiewają wymyślne kształty stworów rodem z obrazów Gigera czy makabrycznych wizji Clive’a Barkera. W serii starć z potworami każde kolejne jest coraz bardziej niszczycielskie, co skutkuje imponującym crescendem destrukcji. Znaczącą rolę odgrywa w nim spektakularna walka dwóch gargantuicznych maszkar, przywodząca na myśl starcia ze starych filmów o Godzilli. Zdecydowanie jest na co popatrzeć.

Pod względem fabularnym też jest nie najgorzej. Z pewnością tło kulturowe świata wykreowanego przez mangakę się pogłębia. Poznajemy bliżej dwie skonfliktowane frakcje – Komitet Zarządczy, sprawujący pieczę nad megastrukturą, i morderczych Safeguardów, niegdyś chroniących miasto, którzy obecnie wymknęli się spod kontroli. Ujawnione zostają zarówno powody krwawych działań tej ostatniej grupy, jak i możliwe okoliczności powstawania lalkowatych maszyn do zabijania znanych z poprzedniego tomu. Artysta zdecydował też rozsądnie, że nadszedł czas, aby uchylić rąbka tajemnicy w przypadku protagonisty tej epopei oraz mitycznego genu, którego poszukuje Killy. Wciąż nie wiemy rzecz jasna zbyt wiele, w końcu jesteśmy zaledwie w jednej trzeciej historii (planowanych jest 6 tomów mangi). Wszystko to (a także interesujące detale pokroju symboli na czołach członków wzmiankowanych grup) dostarcza już pewnych przesłanek do całościowej interpretacji historii Niheiego. Sporo wyjaśnia również - jak zwykle świetne - posłowie od tłumacza (zastanawialiście się na przykład skąd na okładce wzięło się zagadkowe Toha Heavy Industries? I na to znajdzie się tam odpowiedź, bardzo zresztą zaskakująca). Pod względem złożoności świata przedstawionego to dzieło Japończyka pozostawia resztę jego utworów daleko w tyle.

W rezultacie dostajemy wciągającą opowieść pełną zwrotów akcji, zgonów istotnych dla rozwoju fabuły, rewelacji zmieniających wszystko, a także paru chaotycznych starć. Skąd zatem surowsza ocena drugiej części sagi? Otóż zabrakło nieco tej atmosfery dantejskiej wędrówki po cybernetycznym piekle, zapierających dech w piersiach kadrów niepojętych, geometrycznych struktur, rozległych przestrzeni mechaniczno-organicznych krajobrazów. Zmiana to oczywiście nic złego, zresztą zapewne jeszcze wiele cudów z wyobraźni mangaki przed nami. A jednak tęsknota za początkami podróży pozostaje (mimo że przedstawione tym razem wydarzenia zdecydowanie posuwają opowieść do przodu), choć zdałoby się, że nie da się tak szybko nabrać do czegoś sentymentu. Mimo to Blame! pozostaje jedną z mocniejszych pozycji w ofercie oficyny J.P.Fantastica i publikacją zwyczajnie bardzo dobrą (nie mówiąc o tym, że przepięknie wydaną). Aż szkoda, że na ciąg dalszy przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.  

autor: Tsutomu Nihei
tytuł: Blame! tom 2
przekład: Paweł „Rep” Dybała
wydawnictwo: J.P.Fantastica
miejsce i rok wydania: Mierzyn 2016
liczba stron: 384
format: 185 × 286 mm
druk: czarno-biały
oprawa: miękka


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.