Recenzje

Babskie mordowanie

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
Na wstępie muszę zaznaczyć, że kryminał to nie jest gatunek literacki szczególnie okupujący moje półki z książkami. Czytywałam takie powieści lata temu, głównie autorstwa Joanny Chmielewskiej oraz Agathy Christie. I właśnie nazwisko tej drugiej, na które powołuje się opis z tylnej okładki, skusiło mnie do lektury najnowszej publikacji Anny Fryczkowskiej. Czy historia Sześciu kobiet w śniegu (nie licząc suki) przyniosła odczucia zapamiętane z młodzieńczych lat?
Na pewno od pierwszego rzutu oka książka zapewnia bardzo pozytywne wrażenia estetyczne. Okładkę zdobi ciekawa grafika w ładnym, minimalistycznym stylu, co odróżnia tom od wielu innych publikacji tego typu (które zazwyczaj stawiają na wypracowaną już oprawę wizualną zapewniającą rozpoznawalność gatunkową). Równie dopracowane są wewnętrzne strony okładek, paginacja oraz karty rozdziałów. W tym miejscu warto też wspomnieć o intrygującym tytule, w związku z którym zostałam nawet kilkakrotnie zaczepiona przez postronnych obserwatorów – nawiasowe wtrącenie robi swoje i dodaje całości frapującego zabarwienia.

Jak natomiast prezentuje się zawartość? Niestety nie aż tak dobrze. Przede wszystkim zawodzą same bohaterki – sześć tytułowych kobiet, z których nie udało mi się polubić żadnej i to na nieszczęście nie w ten przewrotny sposób, dzięki któremu kochamy nienawidzić pewnych postaci. Wszystkie protagonistki denerwują czytelnika jakąś stereotypową, typowo babską wadą (usprawiedliwianie przemocy domowej, romans z młodzieńcem, podporządkowanie życia mężowi, zajadanie problemów rodzinnych itp.), przez co nie znajdziemy w powieści kobiety dającej się lubić, silnej, mądrej, w miarę poukładanej. A przecież mężczyzn nie uświadczysz za bardzo w książce Fryczkowskiej! Szukam powodu takiej konstrukcji tekstu i przychodzi mi do głowy tylko jeden zabieg, swoją drogą całkiem ciekawy, który nie pozwala do końca przedstawić żadnej z bohaterek w korzystnym dla niej świetle.

Chodzi tutaj o narracyjną wielogłosowość. Wszystkie kobiety poznajemy dzięki fragmentom fabuły przedstawionym z ich perspektywy oraz z perspektywy koleżanek, nie zawsze darzących się nawzajem czysto koleżeńskimi uczuciami. Jeśli więc podejrzewamy, że któraś bohaterka nie jest do końca szczera z czytelnikami w stosunku do swojej osoby, to zapewne dostaniemy potwierdzenie z ust jej przyjaciółki – i to w wyolbrzymionej wersji. Ostatecznie trudno wybrać ulubioną postać – jeżeli sami nie znaleźliśmy wcześniej dyskredytującej ją cechy, szybko pomogą nam w tym pozostałe protagonistki. Oprócz tego dwójka bohaterów w ogóle nie udała się autorce i wypada zdecydowanie niewiarygodnie: niemal groteskowa w swojej stereotypowości Ukrainka oraz chłopak będący dziwną mieszanką dojrzałego mężczyzny, podrostka i dzieciaka.

Z kolei zabiegiem stanowczo liczącym się na plus jest pewna metatekstualność, nad którą nie wypada mi się niestety zbyt długo rozwodzić, ponieważ jest mocno związana z tym, co w kryminałach najważniejsze. Niemniej mogę zdradzić, że dwie panie zajmują się zawodowo lub hobbystycznie pisaniem kryminałów, dostajemy zatem dzięki temu wtręty autotematyczne, dowcipną analizę gatunku oraz związanego z nim środowiska, a także swoisty kryminał w kryminale.

Ostatecznie powieść czyta się całkiem dobrze, jeśli tylko na chwilę zapomnimy o porównywaniu jej z Agathą Christie oraz przyzwyczaimy się do irytujących wątków w życiorysach bohaterek. Co prawda niektóre motywy zapowiadające się wyjątkowo intrygująco później okazują się dużo mniej ciekawe, ale finał głównej historii może zaskoczyć, o co przecież w kryminałach chodzi.

autor: Anna Fryczkowska

tytuł: Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)

wydawnictwo: Burda Książki

miejsce i data wydania: Warszawa 2016

liczba stron: 284

format: 205 x 144 mm

oprawa: miękka ze skrzydełkami


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.