Recenzje

Wieczny gniew

Źródło grafiki: Ganapathy Kumar, unsplash.com | okładka: Mucha Comics
Jason Aaron.
Nazwisko scenarzysty mówi wszystko, co czytelnik sięgający po Ludzi gniewu powinien wiedzieć. Każdy, kto miał styczność z innymi dziełami Aarona, wie, czego należy oczekiwać. Znajdziemy tutaj jego ulubione – znane już ze Skalpu i Bękartów z Południa – motywy. Nie zabraknie dusznego klimatu amerykańskich peryferii, przemocy, fatalizmu i mężczyzn, dla których „zabijanie jest łatwiejsze niż życie”.
Tym razem twórca odnosi się do prawdziwych wydarzeń z przeszłości własnej rodziny. Jak czytamy w przedmowie, wszystko zaczęło się od owiec: prapradziadek twórcy zadźgał człowieka podczas kłótni o kilkoro zwierząt. Morderstwo popełnione w afekcie stanowi również punkt wyjścia historii opowiadanej w miniserii. Właśnie w tej sytuacji z 1903 roku protagonista widzi powody fatum ciążącego nad kolejnymi pokoleniami przodków. Łatwo zauważyć, że losy mężczyzn należących do jego rodu naznaczone są tragizmem i gniewem, prześladującym ich nawet po stu latach od feralnej sprzeczki. Oryginalny tytuł komiksu brzmi Men of Wrath i jeśli z ostatniego słowa zabierzemy pierwszą literę, otrzymamy nazwisko głównych bohaterów. Już taka gra słów nasącza opowieść mitologicznym katastrofizmem i podkreśla emocję, która wprawi w ruch spiralę nieszczęśliwych wypadków.

Rozpoczynając lekturę, wchodzimy do bezwzględnie męskiego świata, rządzącego się niezbywalnymi zasadami i honorem. Poznajemy tam Irę Ratha – płatnego zabójcę pozbawionego skrupułów. Jego wnętrzności niszczy rak, chociaż bohater nigdy nie palił papierosów i zawsze stronił od alkoholu. Jakby tego było mało, niedługo po otrzymaniu wiadomości o chorobie, wizytę składa mu pracodawca, który przygotował dla niego nowe zlecenie. Główny bohater staje przed dylematem moralnym: musi ścigać własnego syna. Rozpad fizyczny protagonisty koresponduje zatem z rozpadem psychicznym. W jego umyśle dobro toczy walkę ze złem, a tę psychomachię podkreśla coraz większa liczba ran na ciele i kaszel z krwiopluciem.

Rath dobrze wie, co powinien zrobić i sprawia wrażenie zdeterminowanego w dążeniu do celu. Z potomkiem łączy go nikła więź – nie rozmawiali ze sobą od lat. Każde ich kolejne spotkanie kończy się strzelaniną poprzedzoną rodzinną kłótnią. Ich wzajemny stosunek przypomina relacje między Earlem Tubbem a jego zmarłym ojcem z Bękartów z Południa. Podobnie jak główny bohater Był to facet co się zowie, syn w młodzieńczym wieku opuścił rodzinny dom, aby za wszelką cenę uciec od swojego staruszka. Po prostu nie chce mieć niczego wspólnego z rodzicem – i vice versa. Panowie gardzą sobą nawzajem. Ruben nienawidzi Iry przez to, że ten nigdy nie okazał mu ciepła, natomiast Ira widzi Rubena jako zbyt miękkiego. W zawarciu kompromisu przeszkadzają dawno niewyjaśnione tajemnice i ciągle rosnąca liczba żalów, prowadzące do tytułowego gniewu. W miarę rozwoju akcji zarówno ojciec, jak i syn będą jednak odkrywać, jak wiele ich łączy, a jak mało dzieli.

Za termin najlepiej oddający postawy bohaterów i światy tworzone przez Aarona można uznać „machomasochizm”. Postaci wręcz katują się męskością i, nawet jeśli to wbrew wszelkiej logice, próbują dorównać ogólnie przyjętemu wizerunkowi twardych facetów. Pomimo tego, jak to często w tego typu pulpowych opowieściach bywa, najmądrzejsza jest kobieta. Lizzie gości na planszach rzadko, ale odgrywa w historii kluczową rolę. To ona zauważa absurd rządzący życiem swojego chłopaka i jego ojca. Ma mocny charakter i teść wcale jej nie przeraża. Wszystko czego pragnie, to dobra przyszłość dla dziecka noszonego w brzuchu – kolejnego Ratha. Świadomy fatalizmu Ruben prosi ją, aby latorośl nosiła jednak nazwisko matki. Chciałby w ten sposób zatrzymać tragiczny ciąg wydarzeń, którym naznaczony został jego ród. Wywołuje to zaskoczenie w partnerce, kierującej się racjonalizmem. Dzięki jej błogosławionemu stanowi i podejściu do sprawy, w historii  pojawia się wątła iskierka nadziei na lepsze jutro. Ociepla to nieco portret dusznego Południa, zamieszkanego przez rednecków gotowych zabijać za garść dolarów.

Krajobraz amerykańskich peryferii został powołany do życia przez Rona Garneya. Z oddaniem klimatu scenariusza Aarona radzi sobie niezgorzej od Jasona Latoura czy R. M. Guérya. Rysunki są mroczne i podkreślają stan psychiczny bohaterów. Z twarzy postaci wyczytujemy całą gamę emocji. Kreska wywołuje poczucie znajdowania się w świecie przedstawionym. Częste wąskie plany sprawiają, że z wykreowanej, nieprzyjemnej rzeczywistości nie ma ucieczki; osacza nas ona ze wszystkich stron. Operowanie światłocieniem nadaje jej dozy poetyckości. Za kolory odpowiada z kolei Matt Milla. Kadry skąpane są w ciemności, w której egzystują postacie. Wyrazista czerń kontrastuje z jaskrawą czerwienią. To, co cielesne, czyli krew, walczy o dominację z wszechogarniającą pustką i nihilizmem, łączonymi w tym przypadku z duszą.

Bo w Ludziach gniewu nie ma miejsca na to, co duchowe. Twórcy są pod tym względem obrazoburczy; Ira pluje krwią prosto na chrześcijańską ikonę. Narracja pozostaje utrzymana w duchu enwironmentalistycznym. Nie ma żadnych ocen czy prawienia morałów. Ba, za wygłaszanie kazań można zarobić kulkę, o czym świadczy jedna ze scen.

Jason Aaron i Ron Garney poruszają wiele tematów dotyczących człowieka. Zadają mnóstwo pytań, ale znalezienie odpowiedzi pozostawiają czytelnikowi. Ten z pewnością będzie pod wrażeniem tego, ile zmieszczono w tak krótkiej miniserii. I chociaż wydanie składa się z zaledwie pięciu zeszytów, potrzeba mocnego żołądka, aby wytrzymać do końca. Gdy otworzycie już zbiór, to zapnijcie pasy, bo czeka was ostra jazda bez trzymanki.

   

autorzy: Jason Aaron (scenariusz), Ron Garney (rysunek)

tytuł: Ludzie gniewu

przekład: Tomasz Sidorkiewicz

wydawnictwo: Mucha Comics

miejsce i data wydania: Białystok, kwiecień 2016

liczba stron: 136

format: 170x260 mm

druk: kolorowy

oprawa: twarda


Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.