Recenzje

Strachy w wielkim mieście

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
Zdecydowanie nie należę do osób, które lubią się bać. Już kinowe zwiastuny horrorów wyczerpują dawkę strachu, jaką jestem w stanie znieść bez konsekwencji typu nocne koszmary albo lęk przed lustrami, w których pewnie zaraz zobaczę coś, czego nie powinno tam być. Inaczej ma się jednak sprawa ze strachami pisanymi, ponieważ w przypadku literatury grozy dużo więcej zależy od mojej wyobraźni, a ta potrafi ujarzmić chore pomysły autora.
Z myślą więc, że najwyżej będę przetykać lekturę youtube’owymi filmikami ze słodkimi kotkami, sięgnęłam po książkę City 3. Antologia polskich opowiadań grozy. Ze względu na długość tekstów robienie przerw wypełnionych słodkościami, miłością i najczystszym dobrem nie byłoby znowu takie trudne. Okazało się jednak, że trzeci już zbiór przygotowany przez wydawnictwo Forma wcale nie wymaga od nadwrażliwców dodatkowych zabiegów prewencyjnych, chyba że w zupełnie innym znaczeniu, niż życzyliby sobie tego pisarze. Ale zanim o skutkach i wrażeniach – najpierw parę słów o samym przedmiocie zainteresowania.

Już tytuł dostarcza nam potrzebnych informacji, żeby zorientować się, z czym mamy do czynienia. Otóż na ponad dwustu stronach dostajemy opowiadania polskich autorów, gatunkowo związane z literaturą grozy, a tematycznie z motywem miasta. Pomysł jest naprawdę zacny, jako że otrzymujemy dzięki niemu przegląd nazwisk, a co za tym idzie, różnorodność podejść do problemu – bardzo ciekawego problemu, bo wszyscy wiemy, że prawdziwe strachy najłatwiej znaleźć w miejscach teoretycznie najbardziej cywilizowanych i oswojonych. Niestety do każdego elementu wyróżnionego w tytule można dopisać jakieś „ale”, dlatego niżej zamierzam się z nimi wszystkimi rozprawić.

Zacznę od autorów. Większość z nich ma doświadczenie w pisaniu właśnie opowiadań (publikowanych głównie w czasopismach i antologiach), niewielu wydało powieści. Nie chcę wcale deprecjonować rangi krótkich form, w końcu City 3 powinno być odpowiednim miejscem dla tekstów odpowiednich ludzi. W licznych utworach rażą jednak czytelnika braki warsztatowe bardzo różnego rodzaju – od wpadek możliwych do uniknięcia dzięki solidnie przeprowadzonej redakcji językowej (chodzi na przykład o potknięcia stylistyczne) po uchybienia łatwe do naprawienia przez wydawcę, który mógł po prostu nie decydować się na umieszczenie niektórych tekstów w książce… Tak, niestety antologia zawiera kurioza, które nie powinny były opuszczać najgłębszej szuflady w biurku autora, ponieważ pierwsze skojarzenia, jakie wywołują w zdegustowanym czytelniku, to wypociny podekscytowanych niby doskonałym pomysłem grupki wzajemnie nakręcających się gimnazjalistów, którzy spisują dzieło swojego młodego życia na przerwie między wychowaniem fizycznym a matematyką, nie dbając zupełnie o celowość tej pracy. O pomstę do nieba woła decyzja o umieszczeniu jednego z takich grafomańskich wykwitów na samym początku zbioru. Opowiadanie Nie tylko kochankowie przeżyją jest tak bardzo złe, że wywołuje w czytelniku chęć rzucenia książką i napisania własnej – o tym, jak bardzo i dlaczego mianowicie ten tekst jest koszmarny.

Jeśli jednak ktoś postanowi się nie zrażać i czytać dalej, na własnej skórze odczuje wszystkie wady i zalety różnorodności antologii, tzn. natknie się na ciut tylko lepsze miniwywody, ale także odsapnie przy dobrych i naprawdę bardzo dobrych utworach. Zdarzają się bowiem w tym zbiorze opowiadania wybitne, oparte na oryginalnych, zmyślnych konceptach, napisane świetnym językiem, starające się powiedzieć odbiorcy coś o świecie poza historią opowiadaną na pierwszym planie. Do tych chlubnych przykładów należy z całą pewnością zaliczyć frapujący Ekosystem, z lekka postmodernistyczny Labiryntogłowy, Tkankę świetnie radzącą sobie z motywem przewodnim, demoniczno-orientalnego Mokilkę, magiczne Okno, folklorystyczne First aid czy schulzowskiego Pająka.

Cała reszta opowiadań (łącznie znajduje się ich w antologii dwadzieścia trzy) zawiera uchybienia, które wypływają przede wszystkim z niedostosowania treści do gatunku wymagającego zwięzłości. Bardzo wiele z nich dobrze się zapowiada w pierwszych akapitach, ale później autorowi jakby kończą się udostępnione w zbiorze strony, więc stara się jak najszybciej, nie respektując narzuconego początkowo rytmu, zakończyć swój utwór. Z tego powodu często brakuje tu puenty albo jest ona najgorszą częścią tekstu, na siłę jakby wciśniętą w ostatnie zdania. Innym problemem wiążącym się ze sztuką pisania krótkich, kilku- lub kilkunastostronicowych utworów, jest jedno z dwojga: zbyt dosłowne opisywanie historii, niepozostawiające miejsca na interpretację, lub podejście zbyt ogólnikowe, brak konkretu uniemożliwiający niemal zupełnie zrozumienie opowiadania.

Aby uczynić zadość podtytułowi zbioru, chwilę uwagi należy poświęcić pierwiastkowi grozy. Chwilę tylko, ponieważ bać się tak naprawdę nie ma czego. Owszem, wyodrębnimy z całości małą reprezentację kanibalistyczną, znajdziemy namiastki gore oraz motywy morderstw, zjaw czy nawiedzeń, ale włoski na rękach będą leżeć spokojnie, a po krzyżu nie przebiegną żadne dreszcze. Niesamowitości jest dużo, ale nie zamykałabym jej w ramach horroru, bo daje to mylne wrażenie co do zawartości. Gdyby ktoś rzeczywiście szukał opowiadań grozy, niczego więcej, niczego mniej, mógłby się srodze zawieść.

Trochę podobnie jest z motywem miasta, który w założeniu powinien spinać całą serię. Czasem rzeczywiście to metropolia jest bohaterem opowiadań albo po prostu czuć w nich urbanistyczną atmosferę. Często jednak miasto jest zepchnięte do roli tła bądź po prostu miejsca akcji, albo nie zostaje w żaden sposób przywołane w utworze. Każe to zadać pytanie o kryteria kwalifikacji tekstów do antologii, mimo że same w sobie opowiadania, które nie mają nic wspólnego ani z grozą, ani z miastem, są zwyczajnie dobre i zasługują na publikację. Ale może nie w tej akurat książce, skoro wydawca podjął decyzję o stosowaniu ramy tematycznej.

City 3. Antologia polskich opowiadań grozy z założenia opiera się na bardzo dobrym pomyśle, który po prostu nie do końca udało się pomyślnie zrealizować. Być może na ten trzeci tom nie wystarczyło materiałów, skoro w rezultacie składa się on z kilku porządnych utworów i kilkunastu miernych wypełniaczy. Ale zbiór nadaje się wręcz idealnie do czytania podczas jazdy komunikacją miejską – krótkie opowiadania wpasują się w sam raz w trasę między domem a pracą lub uczelnią, a widoki ruchliwych ulic i świateł blokowisk za oknami autobusu wprowadzają w odpowiedni nastrój. A skoro nie czytamy Prousta czy Sartre’a, hałaśliwy współpasażer nie zepsuje nam wrażenia i nie przebudzi morderczych skłonności.

autor: [red.] Marek Grzywacz, Kazimierz Kyrcz Jr, Paweł Nowakowski

tytuł: City 3. Antologia polskich opowiadań grozy

wydawnictwo: Forma

miejsce i data wydania: Szczecin 2016

liczba stron: 236

format: 180 × 180 mm

oprawa: miękka ze skrzydełkami


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.