Recenzje

American Hero

„Jessica chciała tylko być superbohaterką” – możemy przeczytać na tylnej okładce drugiego wydania zbiorczego Jessica Jones. Alias. Protagonistka w zamierzchłej przeszłości była herosem, ale doszła do wniosku, że nie pasuje do świata Avengersów. Twórcy wykorzystują perypetie pani detektyw, aby obnażyć mroczną stronę zakładania kostiumów i walczenia z przestępczością. Zresztą nie tylko Marvelowską mitologię wywraca się tu na lewą stronę – rozkładowi na czynniki pierwsze ulega również inny ideał.
Brian Michael Bendis zabiera nas z Nowego Jorku do małego miasteczka o nazwie Lago. Wjeżdżając do niego, Jones śpiewa w aucie utwór grupy Whitesnake i mija tablicę, na której widnieje prośba o powrót pewnej Rebekki. Mieszkańcy peryferii żyją sprawą zaginięcia szesnastolatki i nawet w lokalnej gazecie można przeczytać artykuł o przybyciu śledczej. Wkrótce zrozumie ona, że będzie musiała nie tylko odnaleźć zbuntowaną dziewczynę, lecz także stawić czoła zacofaniu i dyskryminacji. Przedmieścia Stanów Zjednoczonych nie stanowią idealizowanej przestrzeni, gdzie ziszcza się amerykański sen. Wręcz przeciwnie. Nie ma tam miejsca na tolerancję, a słowa Emmy Lazarus widniejące na Statui Wolności są jedynie głupim i pełnym sarkazmu żartem.

Scenarzysta przeprowadza wiwisekcję na małomiasteczkowej mentalności. Jessica, spacerując po ulicach, zadaje sobie pytanie, czy wróciły lata siedemdziesiąte. Bo rzeczywiście dla tamtejszych ludzi czas stanął w miejscu kilka dekad wcześniej. Nie mając zbyt wielu dostępnych rozrywek, mieszkańcy skupiają uwagę na życiu sąsiadów; każdy ma coś do powiedzenia na temat ojca zaginionej. Na jego przykładzie widać, jaki wpływ ma społeczeństwo na jednostkę. Kolejne plotki rozsiewane przez panią Cross doprowadziły go do załamania nerwowego i nienawiści do kobiet. Widząc Jessicę w drzwiach, obrzuca ją wyzwiskami i obwinia o swój stan. Tropy dotyczące jego osoby są ambiwalentne i dopiero przy rozwiązaniu sprawy poznajemy prawdę o nim, a raczej zostaje nam ona subtelnie zasygnalizowana.

Mieszkańcy Lago swoją nienawiść ogniskują na innych rasach, odmieńcach – jakby wróciły czasy segregacji. Jessica wchodzi do kościoła, gdzie słyszy księdza ćwiczącego kazanie na temat mutantów przed niedzielną mszą. Nie jest z tego zadowolona i postanawia zwrócić mu uwagę, ale ten nie ma zamiaru nic zmieniać. W liceum nastolatkowie żywią niechęć do osób o nadludzkich zdolnościach. Rasizm wsiąkł w ludzi, którzy boją się jakichkolwiek odchyłów od normy, za wszelką cenę chcą utrzymać status quo oraz wciąż żyć spokojnie we własnym, pozbawionym zróżnicowania mikroświecie. Wydarzenia globalne ich nie dotyczą i tylko nielicznym jednostkom przeszkadza taki stan rzeczy.

Diagnoza postawiona w Lago dotyczy również sposobu myślenia pewnych osób z metropolii. Tak, mówię o J. Jonah Jamesonie, pojawiającym się w ostatnim zeszycie. Proponuje on głównej bohaterce pracę w „Daily Bugle” i prosi o odkrycie tożsamości Spider-Mana. Kobieta utrze mu nosa, doprowadzając go do szewskiej pasji. Mimo to – jak wiadomo z The Pulse – ten i tak ponownie ją zatrudni. Naczelny gazety idealnie pasuje do małomiasteczkowego, redneckowskiego krajobrazu. Nienawiść do odmieńców przedstawiona jest jako coś naturalnie ludzkiego, charakterystycznego dla każdej klasy społecznej bez względu na miejsce zamieszkania.

Tak jak w pierwszym tomie Alias, Bendisa interesują nie superbohaterskie mitologie, ale ich dekonstrukcja i uczłowieczanie trykociarzy. Protagonistka czasy ratowania świata ma dawno za sobą. Teraz napędzają ją emocje i hormony, a nie poczucie sprawiedliwości. Bez mrugnięcia okiem wykorzystuje mężczyzn i w głębokim poważaniu ma powstrzymywanie przestępstw. Zresztą dotyczy to również innych. Na randce z Langiem ani ona, ani on nie decydują się na ingerencję w trwającą tuż obok potyczkę Spider-Mana z Octopusem. Poza tym – ponieważ mamy do czynienia z serią inicjującą imprint Max – Jessica nie stroni od przekleństw. Scenarzysta kontynuuje opowieść przeznaczoną dla dojrzałych czytelników. I chociaż w stosunku do tomu pierwszego wydaje się ona bardziej stonowana i ugrzeczniona, to zgłębianie psychiki poszczególnych postaci i krytyka pewnych stanowisk sprawiają, że jest o wiele mroczniejsza.

Kreska Michaela Gaydosa idealnie uzupełnia narrację werbalną. Jego styl jest niedbały, portrety niewyraźne, a mimika bardzo subtelna. Dzięki temu na pierwszy plan wysuwa się zmęczenie bohaterów, co szczególnie widać w przypadku Jessiki. Nawet gdy się uśmiecha, wygląda na zatroskaną i poirytowaną, jakby była pozbawiona wszelkiego optymizmu i energii życiowej. Ciągła walka ze stereotypami i spotkania z wiecznie tą samą mentalnością już ją męczą. Ma dość wszystkiego i pragnie spokoju. Dzieła dopełniają kolory nałożone przez Matta Hollingswortha. Bohaterowie nieraz są skąpani w cieniu, co podkreśla ich stany psychiczne – zdaje się, że cały czas coś ich prześladuje lub ciąży nad nimi klątwa. Surrealistycznego klimatu dodają jaskrawe barwy wypełniające całe plansze ze scenami rozgrywanymi w danym miejscu. Na przykład kościół przez płomienną czerwień przypomina raczej piekło, co koresponduje z treścią. Za sprawą strony wizualnej mamy okazję poczuć panujące w Lago nastroje oraz tamtejszy retroklimat i chcieć w ślad za protagonistką jak najszybciej wyjechać.

Kontrastem dla zwyczajowej narracji wizualnej jest historia Jewel, czyli trykociarskiego alter ego Jessiki. Fragmenty te stworzyli Mark Bagley i Rodney Ramos. Kolory są wyraźniejsze, a plansze sprawiają wrażenie weselszych, jakby przedstawiały lepsze i łatwiejsze czasy. Warto również wspomnieć o kolażach Rebekki Cross wykonanych na potrzeby komiksu przez Davida Macka. Miały zafascynować panią detektyw w świecie przedstawionym i przyciągnąć uwagę czytelników, co z pewnością się udało. Są schizofreniczne i ukazują ciemną stronę ikonicznych postaci Marvela. Pozwalają zgłębić i zrozumieć mroczny umysł szesnastolatki, podkreślając, że jej świat jest fragmentaryczny, a to, co znamy z mitologii superbohaterskich, to tylko część prawdy. Zarysowują te elementy osobowości herosów, których nie chcielibyśmy odkryć.

Wszystko doprawiono odpowiednią dawką ironii i wulgarności. Brian Michael Bendis i Michael Gaydos kontynuują swoją obrazoburczą historię w tym samym stylu, co w zeszytach poprzednich. Drugie wydanie zbiorcze tomu Jessica Jones. Alias daje nam pełniejszy portret psychologiczny twardej pani detektyw i pozostawia z charakterystycznym poczuciem niedosytu. Chociaż opowieść jest zamknięta i dotyczy jednej sprawy, to przez podkreślenie wątków osobistych z wypiekami na twarzy czeka się na kolejny, również pozbawiony infantylności, album.  


autorzy: Brian Michael Bendis i Michael Gaydos
tytuł: Jessica Jones. Alias, t. 2
przekład: Marek Starosta
wydawnictwo: Mucha Comics
miejsce i rok wydania: Białystok 2016
liczba stron: 152
format: 170 × 260 mm
druk: kolorowy
oprawa: twarda


Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.