Recenzje

Blame! Winni infiltracji i paradoksu

Źródło grafiki: J.P.Fantastica, kolaż: Magda Pawłowska
Wędrówka Killy’ego oraz Cibo – która z powodu swojej „śmierci” w poprzednim tomie jest zmuszona przenieść świadomość do nowego ciała – wkracza w kolejny etap. Drzwi do zagadkowego Toha Heavy Industries w końcu stoją przed nimi otworem. Tyle że za nimi czyha zupełnie odrębny świat, rządzący się własnym prawami (także fizyki), a co gorsza: niemal do reszty opanowany przez Istoty Krzemowe. Czy dwojgu wędrowcom uda się tam wreszcie natrafić na ślad genu terminala sieciowego, czy napotkają jedynie kolejne przeszkody i krwiożerczych przeciwników nie z tego świata?
To już połowa monumentalnego dzieła Tsutomu Niheiego, a mangaka wciąż dostarcza nam więcej pytań niż odpowiedzi. Tym razem osią fabuły jest ukazanie prawdziwej natury organizacji Toha, przewijającej się wcześniej w toku opowieści, zatem siłą rzeczy całość bardzo traci na fabularnym rozbuchaniu. Nie oznacza to jednak, że nie znajdziemy wszystkiego tego, co czyni Blame! wyjątkowym – chaotycznych walk z groteskowymi wrogami, nagłych zwrotów akcji czy na przemian bezmiernych oraz klaustrofobicznych przestrzeni. Do gry wracają różne frakcje: od Elektrybaków począwszy, a na lalkowatych safeguardach kończąc, wychodzą na jaw chwiejne sojusze i od wieków skrywane fakty… Słowem: nie sposób narzekać na nudę. Mamy też do czynienia z bardziej dynamicznym zakończeniem, funkcjonującym tu na zasadzie serialowego cliffhangera.

Przede wszystkim wypada ponownie zwrócić uwagę na niesłychaną wyobraźnię twórcy przy tworzeniu niezwykłych istot zamieszkujących cyberpunkowy świat. Tym razem znajdziemy na kartach komiksu stwora uzbrojonego w coś w rodzaju przerośniętej brzytwy, uskrzydloną wskutek zaskakującej przemiany Cibo, skarlałe niby-elfy porozumiewające się z bohaterami przy pomocy fal radiowych czy zmutowanego krzemowca nowego typu z rozlicznymi segmentowanymi odnóżami. Do giegerowskiej kolekcji koszmarów wciąż dołączają kolejne, oby tak dalej! Tła wypadają nieco bardziej skromnie, ale to poniekąd wina ograniczającej Niheiego lokalizacji.

Natomiast lepiej od najistotniejszego wątku wypadły tym razem te poboczne. Ciekawie przedstawia się zgrabnie wprowadzony motyw pętli czasoprzestrzennej i funkcjonującej w ramach Toha alternatywnej rzeczywistości. Autentycznie porusza smutna historia rozchwianej emocjonalnie sztucznej inteligencji broniącej ostatniego bastionu przed inwazją oraz Elektrycerza, który po każdej walce i naprawie traci część siebie. Fabuła nabiera rozpędu właściwie bliżej końca trzeciego wydania zbiorczego, co – w połączeniu z nieco za szybkim tempem podawaniem nowych informacji – potęguje wrażenie przejściowego charakteru tej odsłony cyklu, który wydaje się budować bazę do rodzącego się konfliktu. Zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z rozstawieniem pionków na szachownicy. Z drugiej jednak strony to może być wskazywać, że prawdziwa rozgrywka dopiero teraz się zacznie, więc po czwartym tomie można się wiele spodziewać.

Nie oznacza to, że ta część bardzo odbiega poziomem od swoich poprzedników. Po prostu znowu zdecydowanie się od niech różni. Wciąż jest to jednak epicka w wymiarze, starannie przemyślana saga, której dalszego ciągu się wyczekuje; możliwy finał niezmiennie budzi wielką ciekawość, a kolejne rozdziały przynoszą ze sobą coraz to nowe niespodzianki. Nic zatem dziwnego, że manga tak imponująca graficznie i frapująca fabularnie jak Blame! zachęciła Japończyków do stworzenia filmowej wersji anime na jej podstawie. Ale zanim przekonamy się, jak wyszło przeniesienie dramatycznej odysei Killy’ego na ekran, przyjdzie nam zapoznać się co najmniej z jeszcze jedną częścią wydania zbiorczego. Z pewnością przed nami sporo wrażeń!    

autor: Tsutomu Nihei 
tytuł: Blame! tom 3 
przekład: Paweł „Rep” Dybała 
wydawnictwo: J.P.Fantastica 
miejsce i rok wydania: Mierzyn 2017 
stron: 368 
format: 185 × 286 mm 
oprawa: miękka

Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.