Recenzje

Odyseusze uwięzieni za zagrodą zębów

Źródło grafiki: Powergraph, kolaż: Magda Pawłowska
„Co by było, gdyby...” – ileż razy zadajemy sobie to pytanie i w odpowiedzi tworzymy rozmaite teorie, rozpatrujemy niezrealizowane (przynajmniej w tym wszechświecie, jeśli wierzyć kwantowej teorii Hugh Everetta III) scenariusze. Bo przecież zazwyczaj to właśnie możliwość już na zawsze zamknięta w sferze czystej teorii wydaje się nam o wiele ciekawsza, o wiele bardziej obiecująca. W końcu zawsze można było coś zrobić lepiej, podjąć właściwszą decyzję, wybrać bardziej odpowiednią ścieżkę. Ale czy aby na pewno?
Kolejne dzieło Wita Szostaka to książka objętościowo skromna, ale bardzo gęsta ideowo. Stanowi swego rodzaju literacki eksperyment, w którym pisarz proponuje kolejne wersje mitu o Odyseuszu: czasem diametralnie różniące się od oryginału, kiedy indziej odbiegające od pierwotnego toku zdarzeń jedynie w stopniu marginalnym. Bywają krótsze albo dłuższe, mniej lub bardziej zaskakujące, kończą się optymistycznie lub – na grecką modłę – tragicznie. Częstokroć także wyłaniający się z nich obraz bohatera różni się od tego, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. To wszystko niewypowiedziane możliwości, teraz uwolnione zza tytułowej zagrody zębów, więzienia półistnienia, niczym kot z pojemnika Schrödingera.

Powołano je do życia w języku równie nietypowym jak sam koncept. Styl pisania Szostaka w tym dziele cechuje się zaskakującą wręcz lakonicznością, jakby w opozycji do eposu Homera, chociaż wciąż czuć w tych mikrotekstach poetyckie piękno. Jest w tym jakaś dziwna suchość, kronikarska beznamiętność, zupełnie jakby twórca postanowił zachować za wszelką cenę dystans do opisywanych zdarzeń. „Liczy się tylko historia” – zdaje się mówić Szostak.

W rezultacie mamy tu do czynienia z uniwersalną opowieścią o człowieczeństwie, wyborach, wzlotach i upadkach, miłości i śmierci, nie zaś z reinterpretacją mitu w typowym pojęciu. Ale pomimo pewnej głębi przemyśleń, a także intelektualnego wyszukania Zagroda zębów pada ofiarą własnego zamysłu i swych rozmiarów. To rzecz zbyt krótka, zbyt skromna: bardziej ulotna impresja (jakkolwiek smakowita) niż książka trwale zapisująca się w pamięci. Ot, ciekawostka, która na dodatek nie przemówi do każdego, trudna do ocenienia uczciwie, wręcz balansująca na skraju twórczej fanaberii. To trochę tak jak z rozpatrywaniem niezrealizowanych scenariuszy – czy jest w tym choćby krztyna sensu, każdy musi już sam zadecydować.

autor: Wit Szostak

tytuł: Zagroda zębów

wydawnictwo: Powergraph

miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

stron: 104

format: 144× 214 mm

oprawa: twarda

Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.