Wywiady

„…ssijcie mojego f****, wy koniobijcy”

Z okazji wejścia na ekrany kin drugiej części kultowego Trainspottingu i wznowienia książki Porno pod tytułem T2: Trainspotting mogliśmy porozmawiać z pisarzem, który powołał do życia zapadających w pamięć, rozpoznawalnych na całym świecie szkockich bohaterów. Irvine Welsh opowiedział nam o pracy nad filmami i powieściami, o tym, co myśli o hejterach oraz dlaczego 2016 rok był dla niego dobry.
Rafał Christ: Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do postaci z Trainspottingu dwa razy? Najpierw w sequelu Porno, który ukazał się prawie dziesięć lat po opublikowaniu pierwszej książki, a potem w wydanym w 2012 roku prequelu Trainspotting: Zero.

Irvine Welsh: Kiedy, będąc pisarzem, tworzysz tak mocne i ikoniczne postaci, wyrabiasz sobie pewien zestaw narzędzi. Czemu nie użyć ich w innych swoich pracach? Nigdy nie uważałem tego za problem. Powołanie do życia tak wyrazistych bohaterów pomaga w pisaniu książki. Myślę, że za każdym razem, kiedy ktoś coś pisze bądź czyta, to jednocześnie uczy się czegoś. Poza tym te powieści, o których wspomniałeś, nie są jedynymi z tą ekipą. Powracałem do nich również w opowiadaniach. Chcę to robić z tego samego powodu, z którego ludzie wciąż chcą to czytać czy widzieć na ekranie.

No właśnie, Begbie jest protagonistą jednego z krótkich opowiadań , a do tego otrzymał również własną powieść. Dlaczego on?

Bo to wariat. Wariaci to królowie dramaturgii, ponieważ napędzają konflikty. W sztuce chodzi o takie starcia.

Co było największym wyzwaniem przy ponownym pisaniu o tych bohaterach?

Takie nudne rzeczy jak pamiętanie, co postaci zrobiły wcześniej, kim są ich przyjaciele i z jakimi hasłami kojarzą ich czytelnicy itp.

I nagle pomyślałeś, że nadszedł dobry czas, aby ekipa Marka Rentona wróciła do kin?

Hm… Pracowałem nad tym przez lata. Byłem producentem wykonawczym przy tym filmie, więc nigdy na takie pytanie nie odpowiem „nie”. Cieszę się, że czekaliśmy, aż aktorzy się zestarzeją. Pogłębiło to wydźwięk historii.

Jaki jest przekaz T2, czemu właśnie teraz powinniśmy ponownie „wybrać życie”?

To proste. Umrzemy, jeśli tego nie zrobimy, a i tak nie zostało nam dużo czasu do wyginięcia.

Jak pracowało się z Dannym Boyle’em na planie? Nie miałeś poczucia, że niszczy twoją wizję albo krzywdzi w jakiś sposób twoje postaci

Gdyby tak było, nie robiłbym z nim filmu. Schlebia mi to i jestem tym zaszczycony, że on, John [Hodge, scenarzysta – R.C.] i wszyscy aktorzy byli gotowi wejść ponownie na plan. Niesamowicie się z nimi pracuje, a znam ich od 25 lat. Gdyby byli inny, na pewno nie chciałbym wracać po więcej.

Pierwsza powieść i film zyskały status kultowych. Myślisz, że jest szansa, aby stało się tak też w przypadku T2, który jest o wiele bardziej sterylny od swojego poprzednika, mimo że jako książka Porno było ostrzejsze od swojej poprzedniczki?

Książki zawsze są lepsze i bardziej satysfakcjonujące. Myślę, że T2 to fenomen kasowy na skalę światową. Oba filmy są niesamowite.

Skąd czerpałeś wiedzę o tworzeniu filmów porno, kiedy pisałeś powieść? Wydajesz się ekspertem.

Nie oszukujmy się. Wszyscy to oglądamy. Każdy wie, jak zrobić film porno. Nie jest to wielka sztuka.

Jedna z postaci stwierdza, że heroina jest lepsza niż seks. Czy to również twoja opinia?

To zależy, z kim idziesz do łóżka i jak czysta jest heroina.

Kiedy Porno trafiło na półki, byłeś nazywany niemoralnym, określano cię nawet mianem degenerata. Jaka była twoja odpowiedź na te zarzuty?

W zasadzie: „ssijcie mojego f****, wy koniobijcy”.

Większość ludzi nie wspomina dobrze 2016 roku. Dla ciebie jednak był to fantastyczny okres…

Hibsi [edynburski klub piłkarski Hibernian – R.C.] wygrali Puchar Szkocji po 114 latach, a my zrobiliśmy T2 po piętnastu, więc trochę rzeczy mam z głowy. Teraz mieszkam w Chicago, ale nie tęsknię za domem, bo bywam tam trzy albo cztery razy w roku. Wciąż mam tam swoje miejsce. Kocham Amerykankę, z którą sypiam, a ogólnie uważam, że ludzie tutaj są bardzo pozytywni i optymistyczni.

Na koniec pytanie, które zawsze zadaję moim rozmówcom. Czego nauczyłeś się sam, a wolałbyś, żeby ktoś cię tego nauczył?

Żeby zawsze kończyć opowiadane historie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.