Recenzje

Im większa rozpacz, tym mniej trzeba słów

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Hanna Krall zna wszystkie słowa. Wie, które są już zużyte. Potrafi więc pisać tak, aby wykorzystywać ich jak najmniej. Buduje reportaże jak poeci wiersze lub impresjoniści obrazy. Używa tylko tylu wyrazów, ilu trzeba. Maluje świat czystym światłem. Właśnie ukazał się zbiór jej reportaży zatytułowany Fantom bólu
Znalazły się tu wszystkie napisane przez reporterkę teksty o Zagładzie, bo to właśnie one są najważniejsze w jej twórczości. Od Zdążyć przed Panem Bogiem do Białej Marii (z dopisanym dodatkowym rozdziałem). Gdy ukazała się Biała Maria, autorka zadeklarowała, że to jej ostatnia książka. Ostatnia, ale jak widać, nieskończona. Hanna Krall z nieskończonością, a ściślej z nieśmiertelnością jest za pan brat. Od dziesiątek lat ratuje Żydów. Robi to, choć wojna już minęła. Tylko zamiast ukrywać ludzi, wyciąga ich z szaf i skrytek i opisuje ich losy. Ponad 70 lat po Holokauście stawia literackie macewy, a jej reportaże są jak żałobny kadisz. Pisze, nie absorbując czytelnika sobą, a jednocześnie jest ramą tworzonego obrazu. Bez Hanny Krall nie byłoby wielu ludzi, mnóstwa miejsc i ważnych wydarzeń. Są, bo je opisała. „Wszystko musi być opisane” – powtarza i robi to już ponad sześćdziesięciu lat. Bez niej odeszłyby w niepamięć Regina i Helusia, Cypa, Edna, Izolda i wielu, wielu innych. A być może nie byłoby już nawet Marka Edelmana?

Nie sposób nie znać choć jednej książki Hanny Krall, bo Zdążyć przed Panem Bogiem to licealna lektura obowiązkowa. Jeśli ktoś nie sięgnął nigdy po inny jej reportaż, ma teraz okazję przeczytać wszystkie. Recenzja nie służy do streszczania książki, to raczej subiektywno-obiektywna ocena jej zawartości. Subiektywna, bo napisana pod wpływem emocji, jakie wywołała, a obiektywna, bo oparta na potrzebie dania czytelnikowi rzetelnej oceny. W tych dwunastu książkach zebranych w jednym tomie autorka opowiada zawsze o człowieku. Odziera Zagładę z jej skali, z magii liczb i kieruje uwagę czytelnika na pojedynczą ofiarę. I okazuje się, że przez ten zabieg dramat staje się jeszcze większy. Bohaterami reportaży są Polacy, Żydzi i Niemcy. Umierają lub się ratują, ale zawsze są ofiarami, bo dla tych drugich ocalenie to tragedia. Hanna Krall nigdy nie jest patetyczna, bo wzniosłość nie służy prawdzie. Łatwo zauważyć, czytając kolejne rozdziały, że bardzo skrupulatnie trzyma się narzuconej sobie formy. Przynosi to niezwykłe rezultaty, bo nagle mamy wrażenie, że stajemy po drugiej stronie lustra. Patrzymy na siebie oczami bohaterów. Pisze o Zagładzie po to, „żeby się przestraszyć”, jak powiedziała Wojciechowi Tochmanowi, gdy pisał jej biografię, bo „tamte historie nie zdarzyły się raz na zawsze”. Czy dziś jesteśmy pewni tego, jak zachowalibyśmy się w ekstremalnych sytuacjach? Wszak Dobro nie istnieje bez Zła.

We wstępie do książki Mariusz Szczygieł stworzył do każdego reportażu jednozdaniowe uzasadnienie konieczności jego przeczytania. Wyjaśnia też, w czym tkwi istota pisarstwa reporterki: „Krall to jedna z niewielu już osób, z którą mogę… Rozmawiać o czymś tak zbagatelizowanym jak właściwości słów” (s. 8).

Fantom bólu da się opisać wyłącznie wielkimi słowami. Nikt tak jak Hanna Krall nie potrafi zbudować literackiej katedry na jednym zdaniu. Nikt inny z taką językową wprawą nie splata sieci z delikatnych nici ludzkich historii i nie utrzymuje na nich swoich bohaterów. Dzisiaj w polskich kościołach zamiast Biblii powinno się czytać właśnie te reportaże. Bo dobro niekoniecznie ma twarz człowieka, a zło zawsze.


*Tytuł recenzji zaczerpnąłem od Mariusza Szczygła, który tak streścił reportaż Hanny Krall Powieść dla Hollywood.

autor: Hanna Krall

tytuł: Fantom bólu

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

miejsce i data wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 1220

format: 155 × 240 mm

oprawa: twarda


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.