Recenzje

O czym myśli siekiernica?

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Jeśli lubicie długie zdania złożone napisane w starym stylu z początków XX wieku, to ta książka zachwyci Was tak mocno jak mnie. A jeśli dodam, że ryciny w niej zamieszczone ryciny też mają co najmniej sto lat, to każdy książkofil powinien zawyć z zachwytu. Taka właśnie jest Inteligencja kwiatów Maurice’a Maeterlincka. 
Ukazała się po raz pierwszy w 1905 roku – wtedy jeszcze bez ilustracji. Kiedy w końcu ryciny trafiły na jej karty, czytelnicy byli zachwyceni. Pozostają tacy zresztą do dziś, a bogato ilustrowane wydanie z 1955 roku osiąga w europejskich antykwariatach cenę nawet 400 euro.

Inteligencja kwiatów to nie podręcznik do biologii, zresztą po ponad stu latach od pierwszego wydania tej pozycji jej ewentualna wartość edukacyjna byłaby znikoma. Mamy do czynienia raczej ze zbiorem esejów, choć bardzo mocno osadzonych w wiotkich komórkach kwitnących przedstawicieli flory. Maeterlinck patrzy na kwiaty w silnym zbliżeniu i wtedy ważny okazuje się każdy płatek, miniaturowy pręcik i najmniejszy pyłek. Autor chce przekonać czytelnika, że misterną budowę roślin powinniśmy uznawać za cud natury, a ludzkie wynalazki zawsze znajdują swój pierwowzór w faunie. Dochodzi zatem do wniosku, że rośliny muszą posiadać inteligencję – tylko czy tym samym podnosi je na drabinie rozwoju, czy raczej usprawiedliwia człowieka, którego pomysły często pozostają kopią natury?

Ale szkic mój nie ma zgoła aspiracji stania się podręcznikiem. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na kilka interesujących rzeczy, jakie dzieją się tuż obok nas, w tym samym świecie, gdzie uważamy się z taką pychą za istoty uprzywilejowane. (s. 60)

Bo przecież kiedy czytamy, że skomplikowane pomysły rodzące się na stołach kreślarskich i w umysłach specjalistów mają swoje pierwowzory w przyrodzie, możemy istotnie poczuć co najmniej zazdrość.

Inżynier, który pierwszy użył ciśnienia powietrza w celu wydobycia na wierzch zatopionego statku, nie wyobrażał sobie pewnie, że przyrząd jego jest w użyciu od setek tysięcy lat. (s. 37)

Mimo to zaryzykuję tezę, że Meaterlinck nie miał ambicji przydawania jemu współczesnym czytelnikom poczucia wyższości nad roślinami. Jego eseje wynikają ze szczerego i ogromnego zachwytu. Chwilami miałem nawet wrażenie, że to było coś więcej. Może nawet miłość, bo fragmenty o skomplikowanym rozmnażaniu roślin czyta się jak namiętne listy kochanków.

Czyż istnieje w naturze większa dysharmonia lub okrutniejsza próba? Trudno sobie przedstawić w całej pełni, jak tragiczne jest owo pożądanie, owa niedosiężność tego, co znajduje się tak blisko, oddzielone przejrzystą, fatalną, niedostrzegalną a nieprzezwyciężoną przeszkodą. […] Wydaje się, że kwiaty samcze przeczuwały od początku swój zawód i każdy z nich przechował w łonie swym bańkę powietrza, podobnie jak ludzka dusza kryje uporczywą i pełną nadziei myśl o wyzwoleniu. (s. 40)

Największa wartość tej książki to pięknie ułożone zdania i emocje widoczne w języku autora. Tekst jest przebogaty, ale zarazem lekki. Spędzałem naprawdę przyjemne chwile, czytając Inteligencję kwiatów, i planuję wrócić do tej książki, kiedy pogoda skłoni wreszcie rośliny do kwitnienia. Poszukam wtedy wszystkich jej bohaterów na łące i pomyślę sobie, że natura wciąż jednak wygrywa z człowiekiem. Na szczęście i dla niej, i dla nas.


autor: Maurice Maeterlinck

tytuł: Inteligencja kwiatów

przekład: Franciszek Mirandola

wydawnictwo: MG

miejsce i rok wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 191

format: 145 × 210 mm

oprawa: twarda


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.