Recenzje

Szalona impreza z alkoholem, ćpaniem i porno

Źródło grafiki: materiały prasowe
W T2 Trainspotting Irvine Welsh ponownie zaprasza czytelnika do Leith – niegdyś mieście, a dzisiaj dzielnicy Edynburga. Jest to miejsce zamieszkane przez narkomanów, prostytutki i przestępców, czyli po prostu nieprzyjemne. U szkockiego pisarza jednak, tak jak w części pierwszej, zyskuje wymiar magicznej krainy, do której nie chciałoby się trafić, ale czytać o niej można bez końca.
Sequel głośnego debiutu Welsha Trainspotting z 1993 roku po raz pierwszy trafił na sklepowe półki w roku 2002 i nosił tytuł Porno. Akcja dzieje się osiem lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części. Simon, znany również jako Chory, przejął po swojej zmarłej ciotce pub Port Sunshine. Dochody jednak go nie zadowalają, dlatego postanawia wejść do branży porno. W tym celu ściąga znajomych, aby pomogli mu nakręcić film XXX. Przypadkiem poznaje również miejsce pobytu swojego dawnego przyjaciela, a teraz największego wroga Marka Rentona.

Dokładniejsze streszczanie fabuły wydaje się bezsensowne. Bo pisarza, tak jak w Trainspotting, nie interesuje opowiedzenie koherentnej historii i przeprowadzenie czytelnika z punktu A do punktu B, ale raczej stworzenie pewnego świata. Akcję napędzają doskonale napisane i przemyślane postaci, próbujące po prostu żyć w nieprzyjaznej okolicy, którą nazywają domem.

Konflikty rodzą się przez starcie charakterów bądź w rozmaitych, często absurdalnych sytuacjach, w których akurat znalazły się postaci. Welsh pragnie, aby jego bohaterowie żyli własnym życiem, dlatego też podzielił książkę na rozdziały, w których po kolei oddaje im głos. Narracja prowadzona jest z perspektywy pięciu osób: Chorego, Begbiego, Nikki, Rentona i Kartofla. Wszyscy mają do opowiedzenia własną historię i robią to w charakterystyczny dla siebie sposób, tworząc spójny świat i dając nam możliwość poznania go z każdej strony.

Już po pierwszych linijkach danego rozdziału czytelnik orientuje się, w czyjej głowie aktualnie gości. Jeśli widzi nadmiar bluzgów, to z całą pewnością mówi Begbie, a jeśli narrator nadużywa zwrotów typu „kapujesz” i „stary”, to niechybnie jest nim Kartofel, et cetera. Dzięki tej różnorodności Leith oddycha pełną piersią i jest zamieszkane przez prawdziwych ludzi, a nie przez sztuczne, papierowe postaci. Za język więc należą się Welshowi największe oklaski. Autor udowadnia, jak bacznym jest obserwatorem i uważnym słuchaczem ludzi.

Oczywiście polskie tłumaczenie nie jest w stanie oddać bogactwa szkockich środowiskowych i regionalnych odmian języka, nawet jeśli Jarosław Rybski próbuje jak najwierniej oddać wszystkie te osobliwości. Z oryginalną treścią problem mogliby mieć nawet rodowici Brytyjczycy pochodzący z innych okolic i przyzwyczajeni do pięknego, klasycznego angielskiego.

W przekładzie na pierwszy plan wysuwa się za to co innego. Obsceniczność, błyskotliwość, dosadność i wulgarność. Nie brakuje tu głupich akcji, soczystych opisów ćpania, picia i seksu w każdej jego odmianie. Co bardziej pruderyjni czytelnicy mogą dostać zawału w trakcie lektury, kiedy dochodzi do scen zbliżeń, a tych jest całkiem sporo.

Welsh ucieka od metafor, aby zwrócić się w stronę jak największej dosłowności. Bacznie obserwuje swoich bohaterów, próbując zgłębić ich myśli, które często kontrastują z zachowaniem i decyzjami, jakie podejmują. Tworzy rzeczywistość ćpunów i ludzi na dnie, niewiedzących jeszcze, na jak bardzo przegranej pozycji stoją. I chociaż całość sprawia wrażenie zabawnej, to przekaz jest raczej pesymistyczny.

Lekturę można przyrównać do bardzo udanej imprezy, na której alkohol płynie hektolitrami, a w kiblu wciąga się kilogramy białego proszku. Zabawa jest przednia, ale nieuchronnie skończy się kacem. U bohaterów ciężka pobudka następuje, kiedy muszą stawić czoła rzeczywistości i zaakceptować tak czy inaczej, że ponownie im się nie udało lub padli ofiarą oszustwa.

Autor do każdej postaci odnosi się z szacunkiem i sympatią, ale jednocześnie wchodzi w rolę bezwzględnego demiurga, każącego swoim bohaterom kroczyć po równi pochyłej, prosto na dno. Dno marzeń, ambicji, niespełnionych życzeń i pokuty za wszystkie grzechy. Bezpośrednio nawiązuje do powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara, wchodząc z nią w subtelną polemikę. Karą tak naprawdę jest tutaj samo życie w Leith.

Dzielnica ta jest u Szkota niczym amerykańska metropolia z filmów noir. Zastawia pułapki na bohaterów i atakuje w najmniej spodziewanych momentach, nie bacząc na niczyje oczekiwania. Wciąga postaci jak wir i nie pozwala im wyjść z nakręcającej się spirali manipulacji i upadku. Powoli następuje degradacja człowieczeństwa, niknącego w alkoholu i ciężkich narkotykach. Ludzkie odruchy zastępuje rozpad, zarówno ciała, jak i uczuć.

Bo Welsh każdego sprowadza do pozbawionej uczuć kupy mięsa. Nie można mu zarzucić szowinizmu, ponieważ nie tylko kobiety pełnią funkcję towaru – chociaż są wykorzystywane na różne sposoby, aby przynieść komuś wymierny zysk, to nie łagodniej traktuje się przedstawicieli płci brzydkiej. Miarę mężczyzny stanowi długość jego penisa. Autor nikogo nie dyskryminuje, krytykując wszystkich.

Pisarz nie bierze jeńców, a czytelnikom serwuje ostrą jazdę bez trzymanki. Z każdą stroną dzieje się więcej, szybciej, wulgarniej i bardziej obrazoburczo. Przekracza wszelkie granice, robi to dosadnie, a jednocześnie odsłania ciepło drzemiące we wszystkich, nawet najgorszych mendach zaludniających jego rzeczywistość. Każda z nich miewa, choć rzadko, przebłyski człowieczeństwa. Pod powłoką przekleństw, wyuzdanego seksu i przemocy kryje się poszukiwanie wrażliwości, jakiejś iskierki nadziei, która pomogłaby przetrwać w miejscu pozbawionym wszystkiego, co dobre, wymagającym, aby jego mieszkańcy byli twardzi.

T2 Trainspotting jest więc lekturą przyprawiającą o zawrót głowy i pozostawiającą po sobie migrenę niemożliwą do szybkiego wyleczenia. Poszczególne epizody zostają w pamięci jeszcze długo po odłożeniu książki. Po rozpoczęciu czytania bardzo łatwo można uzależnić się od świata przedstawionego, ale na szczęście nie trzeba z niego szybko wychodzić, bo przecież Irvine Welsh po Porno wracał do swoich i naszych ulubionych bohaterów jeszcze niejednokrotnie – czy to zbiorczo (Trainspotting: Zero), czy przedstawiając losy konkretnych postaci (Niezła jazda, The Blade Artist).


autor: Irvine Welsh

tytuł: T2 Trainspotting

przekład: Jarosław Rybski

wydawnictwo: Burda

miejsce i data wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 508

format: 145 x 205 mm

oprawa: broszurowa ze skrzydełkami



Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.