Recenzje

Z postapokalipsą do dzieci?

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
A czemu by nie? Jeśli fabuła nie epatuje przemocą, nie wtrąca się w nią wszędzie zombiaków czy innych popaprańców, to koniec świata może okazać się sympatyczną opowiastką dla najmłodszych. Najlepszy przykład – nowy komiks Marcina Podolca.
Bajka na końcu świata. Ostatni ogród to pierwsza część serii, która powstaje w niezłym tempie (tom drugi jest gotowy, a trzeci już się rysuje). Nie jest to ten typ komiksów dla dzieci, który z powodzeniem można polecić także dorosłym, ale gdyby komuś wpadł do rąk egzemplarz młodszego brata / córki / kuzynki / wnuka, niech śmiało korzysta i zajrzy do środka. Znajdzie tam charakterystyczne dla autora brązy i beże, drobne przyprószenia i bazgrołki. Jak zawsze warstwa wizualna sprawia świetne wrażenie – obrazy są proste i czytelne, a zarazem szczegółowe i angażujące. Nieskomplikowana fabuła powoduje jednak, że dorosły czytelnik może zbyt szybko przerzucić kartki komiksu, tu i ówdzie tylko zawieszając wzrok na wyjątkowo ładnym kadrze czy z szerokim uśmiechem komentując zgrabne żarciki.

Dlatego przy tworzeniu ostatecznej oceny Bajki postanowiłam oddać głos specjaliście w tej materii, czyli właściwemu odbiorcy – dziecku. Maja (8 lat) to bardzo wnikliwa czytelniczka, a i gust mamy podobny, więc konfrontacja naszych spostrzeżeń powinna dać pełny obraz sytuacji. Na przykład młodsza koleżanka zdecydowanie potwierdza moje wrażenia odnośnie kolorystyki: Ogólnie obrazki bardzo fajne. Rysunki wzbudzały dużo emocji i od razu poczułam się w tym klimacie. Ale gdy dotarłam do ogrodu, to poczułam taką żywą zieleń. Czułam się, jakbym tam była. Fragment komiksu wyraźnie przełamujący standardowe bure barwy to nie nowość u Podolca. I tym razem ten zabieg działa fenomenalnie, mocno oddziałując na odbiorcę.

Jeśli chodzi o stronę formalną, nie muszę wiele dodawać do oceny Mai: Łatwo się czyta dzięki dużym białym ramkom między obrazkami, dzięki temu nie gubi się historii. Co jest ważne dla mnie: wyraźne litery i jasno wskazane dymki, dzięki czemu zawsze wiadomo, kto mówi, a z tym jest problem w wielu komiksach dla dzieci. Tak samo jak układ obrazków – łatwo przechodziło się z obrazka na kolejny obrazek. No właśnie, nie każdy odnajduje się w komiksie, ponieważ nie każdemu w sposób naturalny przychodzi odkrycie właściwej drogi kierowania wzroku w układzie kadrów. A układ w Bajce wcale nie jest banalny – kadry przyjmują przeróżne kształty, często wpisane są w całostronicowy rysunek albo rozlewają się na rozkładówce. Skoro jednak całość została tak uporządkowana, że nawet mniej doświadczeni czytelnicy radzą sobie bez problemu, świadczy to o niezwykłej zręczności rysownika, który niewątpliwie zna swój fach. Marcin Podolec potrafi w niestandardowy sposób wykorzystać formę, nie tracąc nic z przejrzystości przekazu.

Maja przekazuje także uwagi do sposobu prowadzenia akcji, które mnie nie przyszłyby do głowy, więc i dla autora może być to ważny insight: Mój ulubiony bohater? Trudno ocenić. Wszyscy!

Tapir był śmieszny, ale smutno mi było, gdy wracał temat szukania rodziców. Dla czytelnika, który jest bardzo wrażliwy, ta opowieść wyda się bardzo smutna. Ale historia jest bardzo ciekawa i takim osobom jak ja bym polecała! Nie polecam dzieciom młodszym niż 6 lat, bo mogą się przestraszyć obrazków, szczególnie obraz miasta, w którym był ogród – było straszne. Dzieciom może przeszkadzać, że na początku nie ma wyjaśnionej historii – czy wcześniej była wojna czy wybuchła bomba atomowa, dlaczego Wiktoria rozdzieliła się z rodzicami. No i czy znały się z Bajką przed apokalipsą.

Podobał mi się latawiec, który się przemieniał – bardzo pomysłowo zrobione rysunki – zaciekawiło mnie, skąd latawiec się wziął, czy ktoś go stworzył? Pytań jest więc dużo, ale może to wcale nie takie złe, jak może się wydawać Mai – ostatecznie przecież jej ciekawość została rozbudzona i „chciałaby już przeczytać drugą część”. Zainteresowanie losami bohaterów oraz światem przedstawionym świadczy o sile tej historii, która zostaje z dzieckiem na dłużej, rozbudza wyobraźnię i wciąga do swojej rzeczywistości. To z kolei nakłada dużą odpowiedzialność na autora – skoro już udało mu się zdobyć uwagę młodego czytelnika, powinien pokusić się o mądre dodatki w treści. Wierzę, że to będzie taka właśnie seria.

Źródło grafiki: marcinpodolec.pl

Na koniec, jak to w dobrej recenzji bywa, mamy także słowo do wydawcy: Komiks czyta się wygodnie, bo ma twardą okładkę. Dobry pomysł to kartki mniejsze niż okładka – dzięki temu książkę trudno zniszczyć i pozaginać kartki, a to ważne, jak czytelnikami są dzieci.

Przeszkadzał mi tylko brak ponumerowanych stron, bo lubię patrzeć, ile już przeczytałam.

Z paginacją czy bez – czekamy na Opuszczony dom. Może w nim Maja znajdzie odpowiedź na swoje pytania. Ja natomiast nie wątpię, że Podolec znów poczęstuje mnie pięknym rysowaniem.


autor: Marcin Podolec

tytuł: Bajka na końcu świata. 1. Ostatni ogród

wydawnictwo: Krótkie Gatki

miejsce i data wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 64

format: 185 x 250 mm

druk: kolorowy

oprawa: twarda


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.