Recenzje

Żenada po polsku

Źródło grafiki: materiały prasowe
Wszyscy, którzy pamiętają, że polskie komedie były kiedyś zabawne, zapłaczą podczas oglądania filmu Na układy nie ma rady. Debiut Christopha Rurki zamiast salw śmiechu wywołuje poczucie zażenowania porównywalne z tym, jakie towarzyszy oglądaniu telewizyjnych programów rozrywkowych.
Marek Niewiadomski jest facetem, któremu w życiu nie wyszło. Praca go nie zadowala, pieniędzy ciągle mu brakuje, a jakby tego było mało, żona wymaga, żeby razem pojechali do ciepłych krajów. Szansa na wyjście z biedy pojawia się, kiedy niewidziany od dawna profesor proponuje mu posadę drugiego wiceministra środowiska. Główny bohater wchodzi do świata polityki, gdzie wrodzona uczciwość bardziej mu przeszkadza niż pomaga.

Już od pierwszych scen Christoph Rurka kreśli polską rzeczywistość grubymi kreskami. Pokazuje ją jako nieprzyjazną dla zwykłego, nieposiadającego koneksji Kowalskiego. Jak się okazuje, wszystko po to, aby skrytykować mentalność mieszkańców naszego pięknego kraju. Kiedy tylko Niewiadomski zasiada w fotelu wiceministra, odwiedzają go natrętni petenci. Przede wszystkim są to bliscy bohatera proszący o protekcję, którzy jeszcze niedawno narzekali na wysoko postawionych państwowych urzędników rozdających posady swoim krewnym. Po znajomych przychodzi pora na spotkania z biznesmenami oferującymi mu łapówkę za rozpatrzenie przetargu na ich korzyść albo niekompetentnymi kandydatami na wolne stanowisko. I w ten sposób przez półtorej godziny częstowani jesteśmy żartami – nazwijmy je tak z braku bardziej adekwatnego określenia  – dotyczącymi podejścia Polaków do pewnych kwestii czy też pokazującymi nieudolność służb porządkowych. A wszystko to podano z błyskotliwością godną współczesnych kabaretów.

Twórcy pragną rozbawić widzów prymitywnym i szowinistycznym humorem, serwując na przykład zupełnie nieśmieszny i nie na miejscu żart o gwałcie. Pomijając już kulturalny poziom scenariusza, trzeba zauważyć, że ani jedna kreacja kobiecej postaci nie została w żaden sposób rozwinięta. Panie portretowane są jako pozbawione osobowości, pragnące pieniędzy żony, dumne ze swojego stanowiska sekretarki albo seksualne drapieżniki oferujące głównemu bohaterowi swoje ciało. Stanowią tło dla mężczyzn i jedynie dopełniają ich sukces.  Z ekranu wręcz wypływa wszechobecny mizoginizm.

Ale czy można spodziewać się czegoś więcej po spojrzeniu na listę płac? Scenariusz napisał niesławny Piotr Czaja, odpowiadający m.in. za Kac Wawę. To pokazuje, z jakim humorem będziemy mieli do czynienia. Coś, co w zamyśle miało być drapieżną satyrą, jest nijakie. Złudzenia co do poziomu produkcji rozwiewa również obecność słusznie już zapomnianego Michała Milowicza. Na ekranie jest sobą, czyli wyluzowanym półgłówkiem, cwaniakiem rzucającym niekoniecznie zrozumiałymi tekstami – prawdopodobnie mającymi imitować młodzieżowy slang.

Od przebrzmiałego gwiazdora niewiele odstają inni aktorzy. Grzegorz Małecki w głównej roli prezentuje nieznośną, teatralną manierę, kiedy próbuje rozbawić widzów przerysowaną mimiką i gestami. Katarzyna Glinka chyba za bardzo wzięła sobie do serca satyryczny charakter filmu i jej rola zołzowatej, ale atrakcyjnej gospodyni domowej wypada po prostu przesadnie. Kreuje swoją postać, przekraczając granice karykatury.

Intelektualnej biedzie scenariuszowa i gry aktorskiej wtóruje bieda realizacyjna. Miejsce akcji ogranicza się do kilku miejsc. Brakuje jedynie śmiechów publiczności, aby dopełnić wrażenie obcowania z tanim sitcomem z lat 90. pokroju Miodowych lat. Każde z pomieszczeń wygląda bardzo podobnie i asceza scenograficzna aż kłuje w oczy.

Na układy nie ma rady można nazwać bardzo konsekwentnym filmem, bo nieudolność widać w każdym jego aspekcie. Christoph Rurka próbuje udawać Marka Koterskiego, ale błyskotliwe obserwacje i dialogi są u niego zastępowane przez prostactwo i brak wyrazu. Twórcy produkcji przypuszczają atak na inteligencję polskiego odbiorcy. Oglądanie grozi utratą szarych komórek.

Tytuł: Na układy nie ma rady

Reżyseria: Christoph Rurka

Scenariusz: Piotr Czaja

Miejsce i data produkcji: Polska 2017

Dystrybucja: Kino Świat


Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.