Recenzje

Transfuzja (?) słowa

Źródło grafiki: MP
„Aż przez ulotny moment zalśnią urokliwie nawet same słowa, stare i do cna wytarte słowa, zbrukane wiekami bezceremonialnego obrotu. Albowiem takie zadanie przed sobą postawiłem: słowem pisanym sprawić, byś USŁYSZAŁ, byś POCZUŁ, a nade wszystko – ZOBACZYŁ. Tyle i nic więcej, tyle – gdyż w tym jest wszystko”.
Gdy widzi się te słowa Josepha Conrada we fragmencie wybranym na motto nowego wydania powieści Heart of Darkness, nietrudno się domyślić, że ambicje wydawców oraz tłumacza są duże. Pardon, nie tłumacza. Jak głosi bowiem karta tytułowa, to nie tłumaczenie, ale spolszczenie, wykonane przez Jacka Dukaja. Z kolei na tylnej okładce sam Dukaj twierdzi: Jestem autorem Josepha Conrada piszącego „Heart of Darkness” dla dwudziestopierwszowiecznych polskich czytelników. W tekstach marketingowych Wydawnictwo Literackie dodaje jeszcze: To nie jest nowe tłumaczenie, to coś znacznie więcej.

Czy to wszystko nie brzmi trochę zuchwale? Czy nie włącza się wam czerwona lampka, ostrzegająca przed marketingową pułapką? Przyznaję, że sama poczułam się zaintrygowana pomysłem, ale – przy całym moim szacunku do wydawnictwa, Conrada i Dukaja – zachowałam dużo rezerwy. Ostatecznie ostatni projekt polskiego pisarza science fiction – Starość aksolotla – który miał być „nowym wymiarem książki”, okazał się zwykłym e-bookiem z hiperłączami (wcale nie najoryginalniej wykorzystanymi) oraz różnym rodzajem grafik (w tym przystosowanych do druku 3D). Może to niecodzienny projekt, tym bardziej, że autor zdecydował się na publikację tylko w formie elektronicznej, bez wersji papierowej, ale trudno nazwać go rewolucją.

Wróćmy jednak do Serca ciemności. Tytuł jest pierwszym dobrym znakiem – pozbywamy się w końcu „jądra”, nienależącego do najlepszych wyborów translatorskich. Przekład dosłowny zdecydowanie pomaga lepiej wybrzmieć metaforyce zawartej w powieści Conrada. A dalej mamy już tekst, który postanowiłam przeczytać bez wcześniejszego przypominania sobie poprzednich tłumaczeń i bez porównywania z oryginałem. Nie chciałam psuć sobie zabawy, gdyby rzeczywiście okazało się, że Conrad przesączony przez Dukaja to zupełnie nowa jakość.

I cóż – w przypadku nowej publikacji Wydawnictwa Literackiego mamy do czynienia z tą samą historią, tym samym przekazem, a jednak opowieść jest nieco inna. Znów rewolucji nie ma. Ale w niuansach, które szybko odkrywamy nawet bez porównywania z oryginałem czy wcześniejszym tłumaczeniem, wykrywamy okruszki świadomie zostawione dla współczesnego czytelnika. Chodzi tutaj o typowe dla Dukaja prowadzenie narracji, w którą bardzo płynnie – na jednym wydechu – wpleciono dialogi. O drobne słówka i konstrukcje zdań, które nie pasują nam do powieści z początków XX wieku, ale które nie wypaczają pierwotnego znaczenia, nie wnoszą treści naddanych – po prostu są dla nas, dzisiejszych, polskich czytelników.

Przywołam tutaj najbardziej wyrazisty przykład takiej uwspółcześniającej transfuzji słowa, ale z zaznaczeniem, że Jacek Dukaj częściej decydował się na zmiany delikatniejsze w wymowie.

1) Fragment oryginału, dostępnego w zasobach Wikisource:

From behind that structure came out an impression of pale plumpness in a frock-coat. The great man himself. He was five feet six, I should judge, and had his grip on the handle-end of ever so many millions. He shook hands, I fancy, murmured vaguely, was satisfied with my French. BON VOYAGE.

2) Tłumaczenie Anieli Zagórskiej, dostępne w Wolnych Lekturach:

Światło tu było przyćmione, a ciężkie biurko przykucnęło w środku pokoju. Doznałem wrażenia, że za tym gmachem tkwi blada otyłość w surducie. Był to ów wielki człowiek we własnej osobie. Liczył zapewne jakieś pięć stóp sześć cali, a dzierżył w ręku bardzo wiele milionów. Podał mi dłoń, o ile pamiętam, szepnął coś nieokreślonego, wyraził uznanie dla mojej francuszczyzny. Bon voyage.

3) Tłumaczenie Jacka Dukaja, Wydawnictwo Literackie:

Szef szefów, pan na milionach, jeździec węża: blade misio w obcisłym surducie, metr siedemdziesiąt na obcasach, podniosło się na mój widok zza biurka-bunkra i mamrocze coś pod nosem, rąsia, gratulacje, a więc mówi pan po francusku, to świetnie, to świetnie, bon voyage.

Ot, krótka scenka, bardzo wymowna, z wieloma akcentami charakterystycznymi dla Conrada, jak połączenie obrazowości ze skrótowością, epitetów z elipsami. Dukaj nie robi tutaj wiele: zmienia trochę kolejność elementów, przelicza stopy na metry, a do tego dorzuca „szefa”, „misia” czy „rąsię”. Niby nic wielkiego, ale wystarczy, by tekst czytało się lżej. Tym bardziej, że chociaż Serce ciemności w swoim przesłaniu jest dosyć uniwersalne, może wybijać z rytmu parowcami i surdutami, kolonializmem czy wręcz rasizmem.

Współcześni czytelnicy mają więc co trawić podczas lektury Heart of Darkness, a Dukaj postanowił im nieco ten proces ułatwić. Czy stworzył więc coś więcej niż tłumaczenie? Nie sądzę. Nie odnajduję w tym przekładzie nowej jakości poza delikatnym uwspółcześnieniem frazy – ale, brońcie bogowie, nie całej powieści. To zabieg dobry, ale nie genialny. Gdyby odłożyć na bok chwyty marketingowe, moglibyśmy się cieszyć udanym wznowieniem. Po prostu.

autor: Joseph Conrad

tytuł: Serce ciemności

tłumaczenie: Jacek Dukaj

wydawnictwo: Literackie

miejsce i data wydania: Kraków 2017

liczba stron: 168

format: 123 x 197 mm

oprawa: twarda


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.