Recenzje

Nieudana rewolucja

Źródło grafiki: materiały prasowe
Dotychczasowe dokonania Johna Camerona Mitchella pozwalają odczytywać Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach (2015) w kategoriach wyrazu złości na to, że ruch punkowy niczego nie osiągnął. Denerwuje go to niczym 2,5 centymetrowy penis, który został Hedwigowi z debiutu twórcy Cal do szczęścia (2001) po operacji zmiany płci. Dwa pierwsze pełne metraże reżysera są obrazoburcze, przepełnione energią i agresją. Uspokoił się on w przypadku swojej trzeciej, bardzo konwencjonalnej, acz interesującej produkcji Między światami (2010). Teraz postanowił wrócić do buntowniczej poetyki i szukać powodów porażki anarchistów.
Akcja toczy się w 1977 roku w Anglii. Zbliża się srebrny jubileusz panowania królowej Elżbiety II, z okazji którego Sex Pistols wydało singiel God Save the Queen. Trójka przyjaciół zafascynowanych punkową ideologią chce pójść na afterparty po jednym z koncertów. Zamiast tego trafiają do domu pełnego pięknych, młodych dziewczyn. Enn (Alex Sharp) zakocha się w jednej z nich i nie będzie mu nawet przeszkadzało, że jego wybranka pochodzi z innej planety. Główny bohater, próbując przekonać Zan (Elle Fanning) do swoich racji, spojrzy na świat z innej strony.

Nie wiadomo, skąd przybyli kosmici, ale to nie jest ważne. Ich zachowanie stanowi odbicie postępowania starszego pokolenia Ziemian. Uległość wobec reguł została posunięta do ekstremum, a mentalność niszczącą osobowość młodych przedstawiono za pomocą metafory jedzenia dzieci. Zasady funkcjonowania są jasne i zostały wyjęte z najgorszych koszmarów George’a Orwella. Każde ich naruszenie wymaga surowej kary. Wszelki bunt trzeba stłumić w zarodku. Rewolucja jest nieunikniona, ale również, jak się okaże, nie może przynieść wielu zmian.

Sam pomysł kontestacji czegokolwiek od początku jest w filmie wyśmiewany. „Rebelia za pieniądze matki” – słychać krzyk anonimowego mężczyzny, kiedy Enn prosi rodzicielkę o kieszonkowe. W miarę rozwoju akcji punkowe ideały i anarchistyczna postawa zostają obrócone w żart albo ukazane jako wyraz niedojrzałości. Bunt zamienia się w igraszkę dla dzieci, przez co nie może dać wymiernych efektów. Zan, świeżym okiem osoby znającej jedynie konformizm wobec obowiązujących zasad, spogląda na przekonania protagonisty. Uświadamia mu ich bezsensowność, a wręcz hipokryzję. Wprowadzanie anarchii według bohaterów ma się odbywać z wykorzystaniem metod, którymi gardzą. A utrzymywanie pozy oznacza zostawienie rodziny i uciekanie od odpowiedzialności najdłużej, jak to możliwe.

Rezygnacja z punkowych ideałów jest więc u reżysera oznaką dojrzałości, która łączy się z poświęceniem dla dobra innych osób. Pozostanie przy buntowniczej postawie oznacza nieustanne poczucie porażki. Starzy punkowcy, tacy jak Boadicea (Nicole Kidman), żyją wspomnieniami o czasach swojej młodości, kiedy osiągnięcie czegoś było w zasięgu ręki. Bohaterka desperacko wykorzystuje każdą okazję do przypomnienia światu o swoim istnieniu i doprowadzenia rebelii do skutku. Jednakże jest już zmęczona ciągłym negowaniem panujących zasad i kiedy dochodzi do fizycznego starcia z kosmitami, w trakcie walki zarządza – jak na Brytyjkę przystało – przerwę na herbatkę.

Rewolucja nie doszła do skutku, bo ci, którzy chcieli ją przeprowadzić, zestarzeli się, zmienili podejście i zaczęli postępować według zasad – to zdaje się mówić Mitchell. Walka jest przywilejem młodych, nadzieja na zmiany przychodzi wraz z kolejnym pokoleniem. Bo zmiany prędzej czy później muszą nadejść. Trzeba jednak znaleźć złoty środek między postawą konformistyczną a buntowniczą. Nie może dochodzić do ciągłych wojen rodziców z dziećmi. Jedni muszą wysłuchać postulatów drugich. Brzmi jak naiwna, utopijna wizja, dlatego żeby jej infantylność nie biła po oczach, została podana z odpowiednim dystansem i wzięta w gatunkowy nawias.

Mamy tu do czynienia z klasycznym motywem znanym z komedii romantycznych. Dochodzi do zderzenia dwóch światów i kochający się ludzie nie mogą być ze sobą ze względu na konwenanse społeczne. Reżyser prezentuje miłość ponad wszelkimi podziałami, mającą nadać sens egzystencji głównego bohatera i pozwolić mu na zaakceptowanie człowieczego losu. Za sprawą niespodziewanego uczucia chłopak musi dojrzeć i wyrzucić dotychczasowe znaczki noszone w klapie. Sprzeciwiający się zasadom protagonista wpada w pułapkę, której tak bardzo chciał uniknąć. Ujęcie opowieści w ramy konwencji gatunkowej, zamiast dodawać rebelii romantyzmu, całkowicie go jej odbiera. Tym samym zarówno fabularnie, jak i strukturalnie dochodzi do starcia buntu z konformizmem i powstaje mieszanka wybuchowa niczym charakter nastolatka.

Opowiadanie Neila Gaimana, na podstawie którego napisano scenariusz, zostało wzbogacone o dodatkowe wątki. Z jednej strony w fabule pojawiło się wiele luk, ale z drugiej powstał film równie naiwny i uroczy, jak nonkonformistyczny, agresywny, ironiczny i zabawny. John Cameron Mitchell snuje opowieść o młodzieńczym buncie, a każdy, kto ten okres ma za sobą, wie, jak się wówczas funkcjonuje. Dlatego zogniskowanie narracji wokół nastolatka usprawiedliwia jej chaotyczność. Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach jest więc jak samo dojrzewanie. Absurdalne, często pozbawione sensu oraz pełne ideałów i niespełnionych ambicji.


Tytuł: How to Talk to Girls at Parties

Reżyseria: John Cameron Mitchell

Scenariusz: Philippa Goslett, John Cameron Mitchell

Miejsce i data produkcji: USA 2017


Rafał Christ

Absolwent filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach, zafascynowany zarówno kinem ambitnym, jak i produkcjami klasy Z. Zanudza wszystkich opowieściami dotyczącymi krwawych horrorów i seryjnych morderców. Dumny badacz popkultury, którego rzadko można zobaczyć bez komiksu bądź powieści w ręce.