Recenzje

Ewangelista propagandy

Źródło grafiki: fot. materiały własne
Piotr Rypson napisał książkę o Mieczysławie Bermanie tak, jakby przygotowywał pracę naukową. Można o niej napisać sporo dobrego, bo autor, wicedyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, rzetelnie zebrał informacje o swoim bohaterze. Skupił się przede wszystkim na twórczości Bermana jako grafika i wprowadził w nią czytelnika bezpiecznie dla siebie, czyli zachowawczo – z pominięciem ideologicznych podstaw.
Rypson zna się na grafice użytkowej. Jest cenionym autorem opracowań jej poświęconych (Nie gęsi. Polskie projektowanie graficzne 1919–1949, Karakter 2011), zatem trudno (i nie ma po co) doszukiwać się słabych stron Czerwonego montera pod tym względem. Dostajemy bowiem książkę napisaną rzeczowo i poprzedzoną dogłębną kwerendą naukową, ale ponieważ nie idzie z tym w parze krytyczne autorskie spojrzenie, więc obraz bohatera i jego motywacji jest wyidealizowany. We mnie pozostawia to pewien niedosyt. Z jednej strony twórczość Bermana opisana jest ze szczegółami, z drugiej – autor za wszelką cenę unika analizy historycznej. A szkoda, bo w tym przypadku wybory artystyczne są zbieżne z ideologią, którą grafik wspierał swoją pracą. Zatem pominięcie dziejowego kontekstu wydaje mi się słabością książki.

Mieczysław Berman nazywany jest w drugiej części tytułu książki „grafikiem, który zaprojektował polski komunizm”. I nie ma tu ani krzty przesady. Zaczynał karierę zawodową przed wojną i ideologicznie zawsze był wierny ideom komunizmu. Jego pierwsze prace projektowe to okładki książek pisarzy rewolucyjnych (był rok 1927). To wtedy zachwycił się techniką fotomontażu, którą nazywał „poezjoplastyką”. Podziwiał prace Zygmunta Kamińskiego, Lászla Moholy-Nagya, Aleksandra Rodczenki czy Johna Heartfielda. Bardzo cenił sobie twórczość Mieczysława Szczuki. I ta fascynacja dadaistyczno-konstruktywistycznym stylem projektantów miała decydujący wpływ na jego twórczość. Ale nie sama sztuka i poszukiwania stylu kierowały jego artystycznym życiem. Dla niego paliwem twórczym były poglądy polityczne.

O ile przed wojną sympatie do komunizmu oznaczały raczej problemy, o tyle po 1945 roku warunki się zmieniły. Berman chciał trafić do masowego odbiorcy i propaganda wydała mu się doskonałym narzędziem do osiągnięcia celu. Kolejne rozdziały książki (W pierwszej linii propagandy, Nadworny grafik projektant władzy) przynoszą opisy sprawnego surfowania na szczycie fali popularności. Nie wiecie, kto zaprojektował plakat akcji referendalnej „3 razy TAK” albo afisz „Komunizm – to władza radziecka plus elektryfikacja”? Berman. A kto jest autorem propagandy wagi ciężkiej – koncepcji prasy i plakatów wojskowych tamtych lat? Berman. Gdyby porównać wydawnictwa komunistyczne do biblii propagandy, to Berman zasłużyłby na miano Mieczysława Ewangelisty.

Po śmierci Stalina aktywność polityczna Bermana osłabła. Agresywny radykalizm zamienił się w nowoczesną stylistykę i dzięki temu Bermanowskie pomysły z lat 60. weszły do kanonu projektowania książek. Koncepcje ówczesnych albumów, stojących zresztą edytorsko na wysokim poziomie, są do dziś wzorem dobrej kompozycji. Kropką nad i artystycznej drogi grafika był katalog poświęcony Mieczysławowi Szczuce, podziwianemu przezeń od młodych lat.

Czerwony monter to książka, którą wyróżnia nie tylko rzetelna część opisowa. Moją szczególną uwagę zwrócił przebogaty materiał graficzny. Znajdziemy tu bowiem setki reprodukcji. I zabrakło mi w niej tylko próby oceny prac w kontekście roli, jaką odegrały w systemie komunistycznym. Rypson konsekwentnie unika wyrażenia opinii – nie znajdziecie ich nawet we wstępie czy zakończeniu. Wydanie osądu pozostawił odbiorcy. Jeśli jednak będziemy czytać Czerwonego montera jedynie jak opowieść o jednym z najważniejszych projektantów graficznych w Polsce i pionierze fotomontażu, otrzymamy nieprawdziwy portret. Kontekst historyczny jest w tym przypadku kluczowy.

Może gdyby Rypson był reporterem i miał pióro jak Filip Springer, to powstałaby książka z lepszym tempem, coś na podobieństwo Zaczynu (Karakter 2013). Bo w biografiach czytelnicy szukają przede wszystkim autorskiego spojrzenia na fakty. Dzięki niemu nawet przeciętny bohater może stać się superbohaterem. A w Czerwonym monterze mamy postać wyrazistą, a jednak nieco spłaszczoną. Mam nawet wrażenie, że Rypsonowi zabrakło pomysłu na finał.

Czy naukowiec może napisać książkę, w której ocenia bohatera? Nawet powinien! Jest winny czytelnikowi wyrazistą hipotezę i musi odnaleźć w sobie energię na jej dowiedzenie. Dlatego wystawiam Czerwonemu monterowi czwórkę w akademickiej skali. Mocna czwórka i do tego jeszcze pół stopnia za skrupulatność. Piątkę dałem Springerowi…    


autor: Piotr Rypson
tytuł: Czerwony monter. Mieczysław Berman – grafik, który zaprojektował polski komunizm
wydawnictwo: Karakter
miejsce i rok wydania: Kraków 2017
liczba stron: 320
format: 240 × 164 mm
oprawa: miękka ze skrzydełkami  

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.