Recenzje

Między fantazją, pragnieniem i rzeczywistością

Źródło grafiki: MP
Wiesz, że książka zostanie z tobą na długo, gdy wciąż poszukujesz do niej wytrychu, który pozwoli na syntetyczny opis lektury i związanych z nią doświadczeń. Gdy odbijasz się od wątku do wątku, nie chcąc niczego pominąć, nie zadowalając się byle uproszczeniem i mając pewność, że autorka dobrze wiedziała, co chciała powiedzieć.
I taki właśnie jest Pierwszy bandzior – niejednoznaczny, nie pozwala się łatwo wrzucić do konkretnego worka z gotową analizą. W powieści bardzo dużo się dzieje, mamy motywy feministyczne, kwestię wewnętrznej siły, pewności siebie, opis relacji międzyludzkich, miłości, homoseksualizmu, kobiecości, seksualności, znajdziemy też słowo o fantazjach konfrontowanych z codziennym życiem.

Jednocześnie przedstawienie wszystkich tych spraw jest dalekie od banału, ponieważ Miranda July nie idzie na łatwiznę, nie czerpie z utartych schematów. Dlatego „samotna, niezależna kobieta” usuwa się na bok nawet we własnych fantazjach erotycznych. Macierzyństwo nie ma nic wspólnego z biologicznością. Samoobrona dla kobiet sprzedawana jest jako pakiet ćwiczeń fitness. Odrzućcie więc podczas lektury wszelkie założenia, nie dajcie się zwieść wdrukowanym w umysł tropom literackim.

Nie pozwólcie też zniechęcić się do lektury przez samą główną bohaterkę, chociaż to akurat nie będzie takie proste. Nie wiem, czy ktoś jest w stanie polubić Cheryl od pierwszych stron powieści. To postać zwyczajnie irytująca, wręcz żałosna – wywołuje w czytelniku uczucie zwane secondhand embarrassment – wstyd z powodu żenujących działań innych osób. To wrażenie jest mocno powiązane ze sposobem narracji, który pozwala poznać nieprzefiltrowane myśli Cheryl, odlatującej w interpretacjach najdrobniejszych szczegółów zachowania w relacjach z innymi osobami.

Równocześnie autorka wbija nam małą szpileczkę – bo trudno nie znaleźć w sobie samym cech wspólnych z główną bohaterką. A i ona zaczyna się zmieniać, więc niechęć pomału zanika. Nie jest to jednak rozwój związany z dorastaniem (Cheryl jest po czterdziestce) ani kryzys wieku średniego. To docieranie do siebie, zrozumienie swoich potrzeb, odnajdywanie własnej drogi, przyjmowanie jej i pomaganie sobie.

Jeśli ktoś był dość mądry, żeby wiedzieć, że życie składa się głównie z rezygnowania z rzeczy, których się pragnie, to czemu by nie wprawić się w rezygnacji, zamiast podejmować próby posiadania? (s. 265)

Czy ostatecznie Cheryl podda się prądom rzeczywistości i wpływom innych ludzi, czy zdobędzie się na gesty, które mogą nie być słuszne, ale za to jej własne – tego nie będę zdradzać. Ale zdradzę, że Pierwszy bandzior to świetna lektura dla wszystkich poszukujących. Nie dlatego, że przynosi jakieś odpowiedzi albo dopinguje, by się nie poddawać – raczej dlatego, że daje przyczynek, by w ogóle zacząć stawiać pytania.

Wielkie pochwały należą się zatem wydawnictwu Pauza za wybór właśnie tego tytułu na swoją drugą publikację w historii istnienia (pierwsza – Legenda o samobójstwie – również zostanie u nas zrecenzowana). Duży plus także za piękne wydanie – w szczególności za grafikę na wewnętrznej stronie okładki, która może się stać znakiem rozpoznawczym wydawnictwa. Zastrzeżenia mam tylko do tłumaczenia tytułu. W oryginale mamy The First Bad Man, czyli dość neutralne określenie, co potwierdza także kontekst powieści. Natomiast polski „bandzior” jest tak babciny, że wytrąca mnie z równowagi za każdym razem, gdy spojrzę na okładkę. Niemniej to drobna rysa na skądinąd bardzo solidnej publikacji.


autor: Miranda July

tytuł: Pierwszy bandzior

przekład: Łukasz Buchalski

wydawnictwo: Pauza

miejsce i data wydania: Warszawa 2018

liczba stron: 336

format: 150×210

oprawa: miękka ze skrzydełkami


Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.