Wywiady

Polska agentka Scully

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Książka Zbrodnie prawie doskonałe Izy Michalewicz przyciąga interesującą okładką zapowiadającą kryminalną historię. Jeśli jednak myślicie, że otrzymacie coś niemal identycznego jak czasopismo „Detektyw” kupowane na podróż pociągiem, to bardzo się zaskoczycie. W książce każdy strzał to prawdziwa rana, każde dźgnięcie nożem to prawdziwa krew, każdy zaciśnięty na szyi sznur to prawdziwy brak oddechu. 
Michalewicz opisuje zbrodnie i morderstwa, lecz interesuje ją coś zupełnie innego. Kto inny jest bohaterem. Autorka wykonała tytaniczną pracę, gdyż przejrzała setki, jeśli nie tysiące, stron akt spraw i poznała prawdziwych polskich detektywów. Namówiła ich na zwierzenia o pracy i właśnie one stanowią główną oś tej książki. Policjanci z polskiego Archiwum X są lepsi od serialowych pierwowzorów, bo rozwiązują prawdziwe zagadki. A Iza Michalewicz pisze lepiej niż niejeden autor kryminałów. Można ją nazwać polską agentką Scully.


Artur Baranowski: Skąd pomysł na tę książkę i na czym polegała największa trudność przy jej tworzeniu?

Iza Michalewicz: Pomysł chodził mi po głowie od kilku lat, odkąd śledziłam wybuchające w mediach co jakiś czas „tematy petardy” z cyklu „zabójca odnaleziony po dwudziestu latach”. Zastanawiałam się, kim są ludzie, którzy łapią tych „farciarzy”, i jak pracują. Było tak wiele trudności w pracy nad tą książką, że trudno mi wymienić największą. Na pewno niezłego łupnia dały mi opieszałe decyzje sądów o udostępnianiu akt spraw. Niełatwo było też dotrzeć do samych policjantów, a potem przekonać ich do mojego planu napisania książki o ich pracy.

Czym przekonywała Pani policjantów do współpracy?

Chyba tym, że jestem nieprawdopodobnie szczerą osobą, której nie zależy na szukaniu sensacji. Od razu wyczuli, że chcę poświęcić ich pracy i tym sprawom cały swój czas oraz reporterskie umiejętności. Że nie zależy mi tylko na opisie zbrodni, bo zbrodnia jest w mojej książce wyłącznie punktem wyjścia do opowieści o człowieku i jego najciemniejszych instynktach.

Zdarzały się sytuacje, kiedy policjanci mówili: „ale tego Pani nie może opublikować”?

Oczywiście. I szanowałam to. Przez napięcie, jakie panowało wokół wydania tej książki i jej ostatnich szlifów, jedno zdanie, którego miało nie być, przemknęło się. Ale mam nadzieję, że nikt mojemu rozmówcy za to nie urwie głowy. Zresztą o tym, czego mi nie było wolno, mogłabym napisać osobny reportaż.

Mamy zatem tajemnicę i wyzwanie poszukiwawcze dla czytelników. Czy sama wybierała Pani tematy rozdziałów, czy to podpowiedzi policjantów?

Cała książka to moja koncepcja. Nikt mi niczego nie podpowiadał, wybór spraw to wyłącznie autorski pomysł. Natomiast policjantów pytałam, jakimi tematami się zajmowali, które rozwiązali lub nie. Przyglądałam się tym sprawom i wybierałam spośród nich.

Zakładam, że każda sprawa zgromadziła sporo tomów akt, z których należało wybrać najważniejsze fakty. Opowieści mrożą krew w żyłach. Która sprawa poruszyła Panią najbardziej? Może była jakaś, która nie weszła do książki, bo na przykład okazała się zbyt drastyczna?

Była taka jedna sprawa, ale nie chciałabym o niej mówić, ponieważ trzymam tę opowieść na ewentualną drugą część. Oczywiście za każdym z tych zabójstw idą tony papieru. Nie wybierałam tylko najważniejszych faktów, bo wówczas napisałabym jedynie reportaż do gazety, a ja chciałam stworzyć całą mozaikę historii, więc drobiazgowo przyglądałam się każdej z nich. Jak się nietrudno domyślić, kosztowało mnie to wiele miesięcy pracy bez wytchnienia. Trudno mi też powiedzieć, która z nich poruszyła mnie najbardziej.

Ubiegła Pani moje pytanie o kontynuację. Proszę powiedzieć zatem coś więcej o planowanej drugiej części.

Porusza mnie głęboko każda śmierć, zwłaszcza gdy jest niezawiniona, i każda związana z nią niesprawiedliwość czy opieszałość organów ścigania. A o tym, czy napiszę drugą część, zadecyduje wydawca. W każdym razie ja z pewnością będę chciała kontynuować opisywanie tych spraw i wysiłku policjantów z Archiwum X, którzy nad nimi pracują. Pamiętajmy, że to niewielka grupa ludzi, której należy się szacunek i pokazanie w pełnym świetle, co oczywiście nie wiąże się zaraz z brylowaniem w mediach.

Tytuł książki brzmi Zbrodnie prawie doskonałe – a czy są takie, o których można powiedzieć: „doskonałe”?

W Polsce jest wiele śmierci, które nie doczekały się wyjaśnienia. Ja czasami przyznaję, że można mówić o zbrodniach doskonałych, ale to raczej wynika z pośpiechu tak zwanych szybkich mediów. Ale to nie tak. Nie ma zbrodni doskonałej, są tylko niewykryte. I drżyjcie cwaniaki, którzy odebraliście komuś życie, bo policjanci z Archiwum X prędzej czy później po was przyjdą.

Sukces książki może przysporzyć policjantom z Archiwum X nie tylko popularności, lecz także pracy, bo zakładam, że ludzie, których dotknęły niewyjaśnione sprawy, będą teraz szukać u nich ratunku.

Już szukają i jest ich wielu. A policjantów za mało do rozwiązywania tych spraw. Obarczeni bieżącymi obowiązkami pracują wolniej i mniej wydajnie, ale podziwiam ich za to, że nie odpuszczają.

Praca tych policjantów jest bardzo trudna i czasochłonna. Jak wielu spraw nie udało im się wyjaśnić i czy te sprawy wciąż są w ich głowach?

Jak najbardziej. Ale dzięki temu mają szansę na rozwiązanie, bo policjantów z Archiwum X cechuje ogromny upór i dociekliwość (to zupełnie tak jak mnie). Może dlatego tak dobrze się dogadaliśmy.

Pani książka określana jest jako kryminał non-fiction. A jak Pani ją definiuje?

Dla mnie to rasowy true crime, czyli wielka rzadkość na polskim rynku. U nas w większości królują powieści kryminalne albo te oparte na faktach. A to zupełnie inna para kaloszy. Przy literaturze, którą ja proponuję, trzeba wykonać o wiele większy wysiłek niż „pisanie z palca”, przy okazji jeżdżąc tym palcem po wirtualnych mapach Google'a. Poza tym to praca na prawdziwych, a nie wymyślonych traumach, o wiele bardziej obciążająca zarówno bohatera, jak i autora.

Rozdziały książki mogłyby stać się scenariuszami serialu o policjantach z Archiwum X. albo fabularyzowanej serii filmów o jakimś zbiorowym bohaterze-policjancie, który odkrywa prawdę. Co Pani na to?

Jestem za! Ale wolałabym, żeby w takim serialu było więcej prawdy niż fikcji. Rzeczywistości nie trzeba naciągać, sama się obroni.


Książkę Izy Michalewicz Zbrodnie prawie doskonałe można kupić m.in. na stronie wydawnictwa Znak

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.