Recenzje

Rewolucja prezydenta

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Publikacja Emmanuela Macrona jest klasycznym manifestem politycznym. Prezentacją nie tyle programu wyborczego, ile idei, jaka przyświeca politykowi w jego działaniu. Niemal wszyscy politycy w momencie dla nich ważnym – zwykle są to wybory – przeistaczają się w pisarzy. Z różnym skutkiem, dodajmy. Zwykle ich książki bardzo szybko się starzeją. Zwłaszcza jeśli założony cel wyborczy zostanie osiągnięty. Rzeczywistość rządzenia zmienia sposób patrzenia na świat.
Podobnie stało się z Rewolucją Macrona, która dziś, niespełna dwa lata po jej francuskim wydaniu, nieco się już zakurzyła. Daje oczywiście orientację w poglądach (wtedy jeszcze przyszłego) prezydenta V Republiki Francuskiej, ale coraz mniej mówi o tu i teraz. Plusem jest to, że Macron zdecydował się na opowieść w pierwszej osobie, a nie na wywiad rzekę. Sprawia to wrażenie, że poświęcił książce więcej czasu, choć nie wiemy, czy istotnie pisał ją sam, czy może wynajął ghostwritera.

W najbardziej osobistej pierwszej części opowiada o swoim życiu prywatno-zawodowym, a kiedy pisze o najbliższych, wpada w lekki melodramatyzm. Podkreśla wielką miłość do rodziców, ich wkład w edukację. Pisze o małżeństwie z ponaddwukrotnie starszą żoną i wielkim zżyciu z jej (dorosłymi już) dziećmi.

„Cieszyłem się luksusem, którego nie można przecenić. Miałem rodzinę, która martwiła się o mnie i dla której czasami nie było nic ważniejszego niż kartka z moim sprawdzianem czy wypracowaniem” (s. 14).

Tytuły kolejnych rozdziałów zdradzają zawartość. Całość tworzy w sumie ciekawy manifest programowy. Młody polityk (najmłodszy prezydent Francji!) streszcza swoją wizję kraju nad Loarą. Pisze o potrzebie edukacji, zapewnieniu miejsc pracy, rozwoju technologicznym, konieczności inwestowania w ludzi, opiece nad słabszymi, zjednoczeniu różnych Francji, zagrożeniach terrorystycznych i obronie państwa oraz o jego przewodniej roli w Europie.

Rewolucja może zainteresować przede wszystkim politologów. Sporo mogą znaleźć w niej także politycy na wszystkich poziomach działalności. Młodzi nauczą się jasno formułować myśli, starsi poprawią swoją taktykę, a każdy coś uszczknie ze skondensowanego, lecz czytelnego języka prezydenta. Książka może być także podstawą ciekawej „zabawy”. Dużo emocji przyniesie bieżące porównywanie tego, co autor napisał, z tym, co zrobił. Jak zareagował na kryzys i czy odszedł od własnych idei? Czy prezydentura Macrona będzie rzeczywiście tytułową rewolucją dla Francji? Trudno powiedzieć, ale warto zauważyć, że kraje liberalne lubią powierzać swoje losy młodym politykom. Inaczej niż konserwatywne.

Zwracam uwagę na ciekawy zabieg Wydawnictwa Poznańskiego, które – inaczej niż wydawcy z innych krajów – zdecydowało się na bardzo sugestywną okładkę: odniesienie do słynnego plakatu wyborczego prezydenta Baracka Obamy z 2008 roku. Czy Macron chce zostać europejskim Obamą? Na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy polityk zostaje mężem stanu. Choć ja z ostatnim z poniżej cytowanych zdań pozwolę sobie się nie zgodzić.

„Kiedy politycy piszą o tym, kim są (a zwłaszcza kiedy piszą o tym co chcą zrobić), ludzie rzadko im wierzą. Polityczne gremia nie mają jednak podstaw, by się na to uskarżać. Nie można równocześnie czerpać korzyści z władzy i cieszyć się podziwem ludzi” (s. 39).


autor: Emmanuel Macron

tytuł: Rewolucja

przekład: Filip Rogalski

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

miejsce i rok wydania: Poznań 2018

liczba stron: 310

format: 140 × 210 mm

oprawa: twarda


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.