Recenzje

(Zagubiona) księżniczka i (gburowaty) książę

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
Ach, księżniczka Leia! Ta charakterystyczna fryzura, te oryginalne stroje, ten charakter, upór, tupet! To jest księżniczka, z którą utożsamiałabym się jako dziewczynka, gdyby­m tylko poznała Gwiezdne wojny trochę wcześniej. Mogłabym walczyć ze złem, chronić swoją planetę, bronić słabszych, strzelać z blastera, mordować oślizgłe szkarady i nade wszystko rozbijać się statkiem kosmicznym z cynicznym przemytnikiem i rozrabiaką za sterami…
Taka jest i zawsze będzie Leia Organa. A co z kobietą, która dała jej filmowe życie? Co z Carrie Fisher? Aktorki na pewno nie można było zaliczać do grzecznych i potulnych. Patrząc na liczne wywiady, wypowiedzi, nagrania, można stwierdzić, że Fisher żyła intensywnie i nie bała się o tym mówić publicznie. Nie zwierzała się szczegółowo tylko z romansu z żonatym wtedy Harrisonem Fordem, który miał miejsce podczas kręcenia pierwszej części Gwiezdnych wojen. I na to jednak przyszedł czas w książce Pamiętnik księżniczki.

Carrie Fisher odnalazła swoje zapiski z tamtego gorącego dla niej okresu i uzupełniła je o świeży komentarz, dostarczając fanom ciekawego obrazu. Możemy porównać trzy różne wcielenia jednej osoby: młodą aktorkę stawiającą pierwsze kroki na ścieżce międzynarodowej kariery, przyglądającą się jej z perspektywy czasu dojrzałą kobietę oraz księżniczkę dowodzącą międzygalaktyczną rebelią. Dla wielu zainteresowanych równanie łączące te trzy persony jest proste: Carrie = Leia, Leia = Carrie. Przy czym najchętniej widzieliby tylko tę młodziutką dziewczynę, reagując grymasem zniesmaczenia na widok siwej, niechudej, pomarszczonej cioteczki.

Motywy związane z cielesnością przewijają się zresztą w całej książce: od fragmentów opisujących wczesne występy z matką – Debbie Reynolds – przez część dotyczącą Gwiezdnych wojen po komentarze z disneyowskich czasów. To bardzo ważny trop, mówiący wiele o kobiecości w branży filmowej, przykazach (wewnętrznych i zewnętrznych) odnośnie do figury czy problemie starości porównywanej z wiecznie młodym wizerunkiem z dużego ekranu.

Wiąże się to mocno z jeszcze jedną kwestią – poszukiwaniem tożsamości. Fisher ewidentnie pogubiła się w roli córki sławnych rodziców, która sama będąc aktorką hitu kinowego, zagrała bardzo silną postać kobiecą. I chociaż odniosła sukces, a przy tym wzbogaciła legendę popkulturowej świętości, to problemy alkoholowe i narkotykowe, załamanie nerwicowe oraz choroba afektywna dwubiegunowa nie wzięły się u Carrie Fisher znikąd. W chaotycznie napisanych rozdziałach wstępnych na wiele sposobów zadawane są pytania typu: „kim jestem”, „jak zdefiniować i ocenić moje życie”, „jakie znaczenie mają moje doświadczenia”. Aktorka miota się od odpowiedzi do odpowiedzi i, o dziwo, to notatki z przeszłości są dużo lepiej uporządkowane.

Czas złagodził nastawienie Fisher do Harrisona Forda, ale nie pomógł jej rozwiązać wielu problemów, dokładając m.in. kłopoty z pamięcią związane z nadużywaniem marihuany. Aktorka nie straciła jednak nic ze swojego wyrazistego sposobu bycia, co widać także w stylu pisarskim. Autorka Pamiętnika księżniczki bynajmniej nie dba o etykietę, nazywając rzeczy po imieniu, sypiąc ironicznymi żartami i okraszając akapity przekleństwami. Jeśli nie dość wam pożegnań z Carrie Fisher, na pewno znajdziecie ją jak żywą w tej książce.



autorka: Carrie Fisher

tytuł: Pamiętnik księżniczki

przekład: Monika Skowron

wydawnictwo: Znak Horyzont

miejsce i rok wydania: Warszawa 2017

liczba stron: 288

format: 135 × 210 mm

oprawa: broszurowa ze skrzydełkami


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.