Recenzje

Kto jest głuchy?

Źródło grafiki: pixabay
Od południowych sąsiadów dzielą nas tylko góry, a wszystko układa się u nas i u nich inaczej. Lech, Czech i Rus byli co prawda braćmi, ale jakby urodziła ich inna matka. Nie inaczej jest w literaturze, trudno tu bowiem doszukiwać się podobieństw w stylu pisania autorów znad Wisły i Wełtawy. Dowodem jest Ivana Myšková, czeska jak Krecik i Szwejk. 
Białe zwierzęta są bardzo często głuche ukazały się w serii „Stehlik”, do której tytuły dobiera Mariusz Szczygieł. Można zaufać jego gustowi, bo jest czechofilem. Tym razem wybrał autorkę debiutującą na rynku wydawniczym. Ivana Myšková ma 37 lat i pierwszą swoją książkę wydała pięć lat temu. Publikacja pt. Niceni (to właściwie jej praca dyplomowa napisana w praskiej Akademii Literackiej) zachwyciła krytyków i czytelników. Podobnie było z Białymi zwierzętami…, które, według literaturoznawców, zapowiadają nową stylistykę pisania w Czechach. Co zatem jest takiego wyjątkowego w książce Myškovej, że zasłużyła na miejsce w serii „Stehlik”?

Moim zdaniem chodzi o pewnego rodzaju nierzeczywistość, w jaką wpadają bohaterowie opowiadań. Oni nie umieją przejść bezrefleksyjnie przez sytuacje, z jakimi konfrontuje ich życie. Są właściwie na antonimicznym biegunie nierefleksyjności. Każde zdarzenie wyzwala lawinę przemyśleń, a czasem nawet onirycznych zmyśleń. Zwariowanego dopisywania scenariuszy, w kierunku których może pójść bohater. Po lekturze wszystkich jedenastu opowiadań wiemy, dlaczego zbiór ma taki specyficzny tytuł. W jednej z historii pojawia się bowiem jeleń, który w młodości nałożył sobie oponę na szyję i dożył z nią swoich dni, bo nie umiał pozbyć się „ozdoby”. Bohaterowie wszystkich opowiadań nie potrafią wyzbyć się swoich szaleńczych fiksacji.

Irma miała do dróg dojazdowych stosunek niechętny. Uważała, że za to, co się stało, winę ponosiły ona i droga dojazdowa. Żywiła przekonanie, że drogi dojazdowe są wręcz budowane po to, aby działy się na nich nieszczęścia, i że do domów, których mieszkańcy są szczególnie predestynowani do nieszczęść, prowadzą najdłuższe drogi dojazdowe. Po to, żeby nieszczęście mogło przytrafić się w stosownej odległości od domu, żeby ślady po nieszczęściu zniknęły albo zostały zasypane liśćmi albo śniegiem, zanim zdąży się dojść do drzwi wejściowych. (s. 98)

To fragment z mojego ulubionego opowiadania Niebezpieczeństwo czyhające na drogach dojazdowych, które doskonale sprawdziłoby się na deskach teatru jako miniaturowa czarna humoreska. Zresztą wszystkie części tej książki mogą posłużyć jako baza do scenariuszy etiud filmowych. Są bardzo soczyste, ponieważ Myšková pisze co prawda prostym językiem, ale nawet kiedy rozmyślania bohaterów szybują wysoko, to są wyraziste i pełnokrwiste. Autorka mocno trzyma ich na sznurku, lecz daje im szybować pośród ich wyobrażeń jak balonikom wypełnionym helem. Warto zatem wciągnąć ten hel głęboko w płuca. Efekt murowany jak po gazie rozweselającym.

Kolejny raz Szczygieł uraczył nas dobrą czeską literaturą. Znów mamy także świetną okładkę Kateřiny Sidonovej w pełni korespondującą z treścią książki.


autor: Ivana Myšková

tytuł: Białe zwierzęta są bardzo często głuche

przekład: Elżbieta Zimna

wydawnictwo: Dowody na istnienie

miejsce i rok wydania: Warszawa 2018

liczba stron: 184

format: 148 × 210 mm

oprawa: miękka


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.