Recenzje

Opowiadania za mało bizarne

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Olga Tokarczuk jako autorka specyficzna zwykle serwuje nam równie specyficzne dzieła. Owa specyficzność natomiast sprawia, że podejście do tych książek ma się najczęściej ambiwalentne. Tak jest w przypadku powieści Bieguni, nagradzanej i tłumaczonej na inne języki, tak samo działo się odnośnie do pozycji Prowadź swój pług przez kości umarłych (sam tytuł już odpowiednio nas nastawia!), zekranizowanej przez Agnieszkę Holland jakieś półtora roku temu, tak zostało również przy Opowiadaniach bizarnych, które miały swoją premierę 18 kwietnia.
Oldze Tokarczuk zarzuca się między innymi, że próbuje „opakować” książki w tytuły, które przyciągają swoją wyjątkowością, mimo że same powieści niczym innym się nie wyróżniają. Czy to prawda? Nie mam zielonego pojęcia, ponieważ moje podejście do Opowiadań bizarnych prawdopodobnie sprecyzuje się dopiero pod koniec tej recenzji, która wyjątkowo ma służyć przede wszystkim mnie (jakże samolubnie) jako porządkująca bezładnie porozrzucane myśli.

Opowiadania bizarne to zbiór dziesięciu krótszych i dłuższych form pozornie ze sobą niezwiązanych, a w praktyce próbujących dorównać dziełom mistrzów sprzed lat, którzy specjalizowali się w dziwacznych historiach. Czy prawdziwie dorównujących? Tu mam sporo wątpliwości, bo mimo że z Olgi Tokarczuk aż bije chęć pisania tak perfekcyjnego i pełnego oryginalnych pomysłów, jakim pochwalić się mógł na przykład Edgar Allan Poe, to jej prozie daleko jeszcze do tego poziomu. Jak to zwykle bywa, w najnowszym zbiorze znajdziemy opowiadania lepsze i gorsze, jednak ja osobiście nie znalazłam żadnego, przy którym wydałabym z siebie okrzyk zdziwienia lub uznania.

Owszem, możemy w Opowiadaniach bizarnych znaleźć ogrom różnorodnych zagadnień, a także cofnąć się w czasie o kilka setek lat, ale nie okazują się to podróże specjalnie stymulujące. Jednym z najlepszych czy też najbardziej oryginalnych opowiadań jest historia Zielone dzieci, pisana z punktu widzenia medyka na dworze króla Jana Kazimierza w roku 1656, a mówiąca o dwojgu tajemniczych dzieci niewiadomego pochodzenia znalezionych w lesie przez służbę królewską. Mamy tu do czynienia z tematem bardzo przez autorkę lubianym, czyli kwestią Utopii istniejącej bardzo blisko natury. Nic to zresztą dziwnego, jeżeli weźmiemy pod uwagę pogląd Olgi Tokarczuk na temat środowiska czy zwierząt, który bardzo intensywnie wyziera z każdej jej książki. I chociaż pomysł zaciekawia, to jakiegoś rodzaju błąd lub niedociągnięcie warsztatowe powoduje, że nie wybrzmiewa on należycie. Tym bardziej jest to rozczarowujące, kiedy uświadomimy sobie, że sam koncept zielonych dzieci do Olgi Tokarczuk nie należy, a legendy na temat podobnych istot znajdziemy nawet w średniowiecznych kronikach zakonnych.

Zdaje się zresztą, że jest to problem w tym zbiorze powszechny. Tego samego doświadczamy w przypadku opowiadania Pasażer otwierającego zbiór – tekst liczy sobie zaledwie cztery strony, a stara się podjąć temat niezwykle ciekawy i warty dłuższego rozwinięcia. Lepiej potraktowany mógłby stanowić rewelacyjną historię wywołującą w odbiorcach dreszczyk niepokoju. W obecnej formie jest to po prostu anegdotka z życia codziennego, która mogłaby zdarzyć się właściwie każdemu, kto ma styczność z dziwakami na co dzień.

Oddzielny rodzaj opowiadań w tym zbiorze stanowią teksty dotyczące mniej lub bardziej odległej przyszłości świata. Olga Tokarczuk stara się w nich zarysować czytelnikowi swoje wyobrażenie na temat kształtu cywilizacji po kolejnej (bliżej oczywiście niesprecyzowanej, co stanowi kolejną wadę opowiadań) rewolucji technologicznej. Czytamy zatem między innymi urywki z życia robotów, uznawanych już za pełnoprawnych członków społeczeństwa, ale te fragmenty nie są w stanie w żaden sposób zaangażować czytelnika ze względu na brak emocji w samych postaciach i świecie przedstawionym. Skrótowość opisów i wyjaśnień tylko irytuje niedopowiedzeniami. Następnie czytamy też o dziwnym rodzaju eutanazji, którego to słowa używam z braku lepszego, bo chociaż autorka używa określenia transfugium, to wydaje się ono dosyć ironiczne w kontekście przeniesienia ludzkiego umysłu do ciała wilka. Pomysł ciekawy, ale jego wykonanie nie zachwyca.

Z czystym sumieniem mogę polecić opowiadanie Szwy, stanowiące metaforyczne studium starości, oraz tekst wieńczący zbiór (i najprawdopodobniej najlepiej dopracowany), czyli Kalendarz ludzkich świąt, który w pewnym sensie jest krytyką współczesnego podejścia do spraw religii, komercjalizacji postaci boskich i niszczenia prawdziwego sensu wiary w imię swego rodzaju użytkowości.

Czy jeżeli z dziesięciu opowiadań polecę Wam z czystym sumieniem tylko trzy lub cztery, to sięgniecie po najnowszy zbiór opowiadań Olgi Tokarczuk? Moje odczucia mimo tej recenzji dalej są bardzo skrajne. Książka wędruje na półkę, a ja idę poszukać historii, która pozwoli mi się zaangażować w losy bohaterów. I tego samego życzę Wam!


autor: Olga Tokarczuk

tytuł: Opowiadania bizarne

wydawnictwo: Literackie

miejsce i rok wydania: kwiecień 2018

liczba stron: 256

format: 130×205 mm

oprawa: miękka


Paulina Piziorska

Filologia klasyczna i ćwierćwiecze – na koncie. Podróże i własne książki – w planach. Kanał literacki, kino oraz dobre jedzenie – na co dzień.