Recenzje

Iniemamocniejsi

Świat nie ufa już superbohaterom, których działania przynoszą więcej szkód niż pożytku, ale Bob i Helen Parr odczuwają delegalizację swojej działalności w sposób wyjątkowo dotkliwy: są bezrobotni, mieszkają w motelu i mają trójkę dzieci na utrzymaniu. Niespodziewanie szansa na odbicie się od dna sama puka do drzwi. Bo czasem trzeba złamać prawo, żeby je chronić.
Czternaście lat minęło, a w świecie Iniemamocnych nie dość, że nawet nie jeden dzień, to właściwie ledwie chwila. Reżyser Brad Bird bez zająknięcia podejmuje opowieść w miejscu, w którym została przerwana, udowadniając, że w dzisiejszym przemyśle filmowym wciąż jest miejsce na świetne sequele. Przejście jest płynne, zgrabne, zauważalne przede wszystkim w jakości technicznej. Podobnie jak w przypadku chociażby serii Toy Story dostajemy dokładnie to, co dawniej polubiliśmy, tyle że ze znacznym naddatkiem.

Trudno powiedzieć, co najbardziej cieszy, bo znakomitych elementów w tym filmie jest więcej niż kilobajtów animacji! Zacznijmy od tego, że Disney traktuje dzieciaki i ich rodziców zupełnie serio. Twórcy filmu nie stronią od moralnych dylematów dotyczących odpowiedzialności jednostki w społeczeństwie obywatelskim, zagadnień z obszaru marketingu i psychologii biznesu, polityki mediów, modnego obecnie dyskursu feministycznego czy studium związku w kryzysie wywołanym zamianą stereotypowych ról pełnionych przez małżonków. Wszystkie te zjawiska zostają jednak potraktowane w bardzo subtelny sposób i są mocno osadzone w fabule. Emancypacja Elastyny była niezbędna: w poprzedniej części bohaterkę potraktowano dość marginalnie. Zamiast wisienki na torcie, serwuje się widzowi mroczną stronę technologii, dramaty dorastania, bolączki opieki nad wyjątkowo aktywnym niemowlęciem i – o zgrozo! – bezsenne noce z matmą.

– Za dużo i za poważnie! – powiecie, ale nic bardziej mylnego! Iniemamocni 2 to kapitalne kino akcji, bardzo życiowa komedia i detektywistyczny thriller w jednym. Powodów do śmiechu jest więcej niż w 2004 roku. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wspomnieli w tym miejscu o mistrzowskim tłumaczeniu i dubbingu. Na tym polu wyjątkowo swobodnie czuje się Piotr Fronczewski, dla którego rola Pana Iniemamocnego wydaje się skrojona na miarę przez samą Ednę Mode (wyborna Kora)! Ale jest w tym i zasługa Jana Wecsile – dialogisty, tłumacza oraz scenarzysty telewizyjnego – który ponownie nie tyle przełożył, co wręcz zlokalizował film na polskim gruncie. Biało-czerwonych kąsków w ustach postaci jest tyle co w Shreku, a podane bez zająknięcia przez zawodową obsadę zadowolą najzagorzalszych wrogów dubbingu! Jako że superbohaterska załoga wzbogaciła się o tak niezapomniane ksywki jak Telesa – przywodząca na myśl Honolatę w pierwszej części – można wybaczyć lekkie potknięcie w postaci cokolwiek spłaszczonego imienia głównego złoczyńcy.

Jeśli chodzi o warstwę animacji, to Pixar przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swoich produkcji, więc i tu zaskoczeń nie będzie. Lokacje może mniej egzotyczne, ale wciąż robią duże wrażenie. Dopracowano wszystkie detale, stroje i wnętrza, dorzucając imponującą sekwencję, przed którą z konieczności ostrzega się epileptyków. Jeśli nie sam Oscar, z pewnością szykuje się dla studia kolejna nominacja. I choć kluczowy zwrot akcji można uznać za przewidywalny, a przesłanie typowe dla kina familijnego – w ostatecznym rozrachunku jakie to ma znaczenie, skoro prawie dwugodzinny seans mija błyskawicznie, a widz ma od razu ochotę na więcej? Furtka pozostaje otwarta!


tytuł: Iniemamocni 2

reżyser: Brad Bird

scenariusz: Brad Bird

Obsada (dubbing): Piotr Fronczewski, Dorota Segda, Kora, Piotr Gąsowski

czas trwania: 1 godz. 58 min.

data polskiej premiery: 13 lipca 2018

gatunek: animacja, przygodowy, komedia

dystrybutor: Disney


Iniemamocnych 2 obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City


Paweł Gładysz, Antoni Kaja