Z okazji

Minął literacki rok

Źródło grafiki: Pixabay
Wszyscy podsumowują mijający rok, zatem i ja postanowiłem zrobić remanent i przypomnieć, co działo się w tym czasie na rynku wydawniczym. Ale nie będę wyliczać, ile księgarni zamknięto, ilu Polaków sięgnęło po książkę (choćby kucharską). Napiszę za to kilka słów o książkach, których autorzy mogli sobie postawić nad kominkiem statuetkę i cieszyć się widokiem wyciągu z banku. Słowem – do kogo trafiły w tym roku nagrody literackie.
Nie zajmę się wszystkimi nagrodami, ale tylko tymi, które są, moim zdaniem, ważne. Bo z nagrodami w kulturze jest zupełnie inaczej niż w sporcie. Tam da się zmierzyć jakość wyczynu z dokładnością setnych punktu. I choć pewnie da się określić cechy utworu, który (teoretycznie) powinien zostać przebojem czytelniczym, to jednak nie zawsze podobne przewidywania się sprawdzają. Tak czy inaczej – nagrody są przyznawane, ich kapituły tworzą więc jakieś systemy zakładające obiektywizm oceny. Kogo z laureatów wyróżnień literackich z 2018 roku powinniśmy zapamiętać?

THE MAN BOOKER

Na pewno Olgę Tokarczuk, która jako pierwsza Polka zdobyła „The Man Booker International Prize” za powieść Bieguni (Tokarczuk ma też na koncie dwie Nagrody Literackie „Nike”). Bieguni po raz pierwszy ukazali się w Polsce jedenaście lat wcześniej. To niezwykła książka o istocie podróżowania. Według autorki przemieszczanie się ma niezliczoną ilość znaczeń i skutków.

Olga Tokarczuk w ciągu kilku ostatnich lat przebyła drogę od poczytnej pisarki przez idolkę czytelników do autorytetu społecznego. Podczas imprez literackich ustawiają się do niej tłumy fanów, a sale na spotkaniach autorskich pękają w szwach. Jej książki trafiają na listy lektur szkolnych, a każda nowa pozycja jest wyczekiwana jak objawienie. Przy tym wszystkim Tokarczuk wydaje się niezmiennie stonowana, zdaje sobie sprawę, że jej opinie mają dużą siłę oddziaływania. Nie jest już tylko pisarką, ale głosem, jeśli nie pokolenia, to na pewno mądrych kobiet, intelektualistek.

NIKE

Tegoroczna nagroda „Nike” trafiła do Marcina Wichy. Recenzowałem jego nagrodzone Rzeczy, których nie wyrzuciłem i zdania nie zmieniłem – to książka wyjątkowa. Jest opowieścią o stracie matki i układaniu życia bez niej. Klarowny język sprawia, że opowieść staje się nie rzewnym wspomnieniem, ale czytelną próbą podsumowania życia i odważnym wejściem w „sierocą” dorosłość.

Wicha wcześniej napisał głośną książkę Jak przestałem kochać design, gdzie dał się poznać jako czujny obserwator, a jego analizy przyprawiają o dreszcze zachwytu. Jest ona także wspomnieniem ojca – to on ukształtował spojrzenie autora na świat. Wicha nie gmatwa swoich opowieści, pisze o trudnych sprawach prostymi zdaniami, które mają moc przykuwania uwagi.

Według mnie wybór laureata tegorocznej „Nike” to doskonały przykład tego, że prosta i osobista opowieść, gdy zostanie napisana z namiętnością i miłością, zachwyca i może konkurować z  utworami pisarzy o utrwalonych pozycjach. Styl Wichy odkryjecie najlepiej, poznając jego obie książki. Autor jest przede wszystkim grafikiem, stąd precyzja w obserwacji i opisywaniu otoczenia. On wie, kiedy wystarczy jedno proste zdanie, bez poprzecinkowych rozwinięć.

GRYFIA

Ogólnopolska Nagroda Literacka dla Autorki „Gryfia” w tym roku trafiła do Martyny Bundy za Nieczułość. To powieść o dojrzewaniu w trudnych czasach. Jest na wskroś kobieca. Bunda napisała ją pięknym językiem, a treść bez wahania można nazwać mądrą. Nieczułość to nie tylko najlepsza książka napisana przez kobietę, ale również jedna z wyjątkowych, które ukazały się na rynku wydawniczym w ubiegłym roku – bez względu na płeć twórcy. A już na pewno świetny debiut.

Autorka wyjątkowo czule kreśli portrety swoich bohaterek, wpisując je w krajobrazy kaszubskiej wsi (wieś w literaturze przeżywa zresztą ostatnio jakiś renesans). Doskonale opisuje wojenną zawieruchę, w której kobiety płacą wysoką cenę. Jest wreszcie stara i nowa Polska. Słowem – ta powieść to mała odyseja kobiet. Ale nie tylko dla kobiet.

NAGRODA KAPUŚCIŃSKIEGO

Sendlerowa Anny Bikont była nominowana do „Nike”, ale ostatecznie otrzymała Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Książka jest ważna, zwłaszcza obecnie, gdy „narodowa” hagiografia na siłę szuka swoich bohaterów i najczęściej wybiera tych już istniejących w świadomości społecznej.

Bo co można zarzucić Irenie Sendlerowej? Jest bohaterką, w której heroizm nikt nie wątpi i nikt go nie podważa. W jej biografiach zresztą te najbardziej chwalebne chwile są opisywane ze szczegółami, co wyklucza fikcję. Co natomiast zrobiła Bikont? Zajrzała głębiej i, nie ujmując nic z heroizmu swojej bohaterki, dostrzegła także inne rzeczy. Właśnie dlatego ta książka jest taka wyjątkowa. To wielka sztuka: odkryć skazę, a jednocześnie nie zapomnieć, co jest najważniejsze. Bikont to potrafiła.

Jaki będzie literacki 2019 rok? Czy Murakami dostanie wreszcie Nobla, a nowa powieść Houellebecqa będzie oszałamiająca? Jakiej literatury będziemy czytać najwięcej – kryminałów czy esejów? Czym zaskoczą nas polscy autorzy? Na te pytania odpowiemy sobie w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Życzę Wam (i sobie), żeby było o czym pisać z zachwytem.

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.