Dziesięć kochanek filmu

Literatura i Film - romans rodem z powieści (niekoniecznie romantycznej)

Źródło grafiki: Źródło ilustracji: http://www.origami.art.pl/gfx/relacje/apollo-dance-with-the-muses.jpg
Kaliope, Klio, Erato, Euterpe, Melpomene, Polihymnia, Talia, Terpsychora, Urania. Oto wdzięczne imiona jeszcze wdzięczniejszych muz greckich. Cóż te niewiasty wspólnego mają z filmem?
Na dobrą sprawę wszystko, a przynajmniej bardzo dużo. Przecież od niedawna śmiertelnicy starają się dokooptować do ich grona kolejną siostrę – właśnie opiekującą się kinem! Inna rzecz, że nie bardzo ten pomysł się przyjął, gdyż potencjalna dziesiąta muza nie została nawet jeszcze ochrzczona porządnym imieniem. Ja osobiście nie miałabym nic przeciwko zaokrągleniu liczby cór Zeusowych (sam bóg bogów również nie protestował, gdy kolejne kochanki rodziły mu  kolejne dzieci), ale nie mnie o tym decydować…Oto więc przyjdzie mi bronić skojarzenia muz z filmem używając innych argumentów. A argumentów tych będzie dziesięć. A wszystkie argumenty będą zobrazowane licznymi przykładami (choć może nie dziesięcioma). Zamierzam mianowicie unaocznić obecność w kinie wszystkich boskich panienek. I mimo że spektrum ich zainteresowań było bardzo szerokie – od poezji epickiej przez taniec po geometrię – to owo przedsięwzięcie nie powinno sprawić większego problemu. Albowiem „film to życie, z którego wymazano plamy nudy”, jak zapewniał Alfred Hitchcock, co oznacza dla nas tyle, że na ekranie kinowym możemy odnaleźć wszystko, co z życiem jest związane, więc także dziedziny będące pod opieką muz. I to w wersji ciekawszej od znanej nam z doświadczenia.

Żeby nikt nie zarzucał mi gołosłowności, już teraz zaprezentuję pierwszą z muz – Kaliope. Bogini ta wzięła pod swe opiekuńcze skrzydła poezję epicką, filozofię oraz retorykę, które to dziedziny na nasze potrzeby zostaną uwspółcześnione  i ograniczone do terminu „literatura”.  A tutaj nawet przeciętny kinoman znajdzie pole do popisu! Adaptacje książek znanych i nieznanych, filmy biograficzne o poetach, poetkach, pisarzach i pisarkach, w końcu filmy, w których postacie fikcyjne parają się pisarstwem bądź czerpią mądrość życiową z książek innych znakomitych autorów… Wystarczy jeszcze tylko ten natłok haseł uporządkować i opatrzyć odpowiednimi przykładami.

Zacznijmy od historii przeniesionych z papierowych kart na szklany ekran. Znakomita część scenariuszy oparta jest na fabułach książek. Dosyć oczywistym exemplum jest zbiór dzieł klasyków, wystarczy prześledzić kanon lektur szkolnych – i to pewnie w każdym cywilizowanym kraju – żeby znaleźć odpowiedniki filmowe. Literatura polska (Pan Tadeusz, Krzyżacy, Lalka)  i obca (Hamlet, Mistrz i Małgorzata, Jądro ciemności), od starożytności (Troja, Król Edyp) po współczesność (Pożegnanie z Marią, Dżuma) – niemal każdą lekturę można wyszperać w dobrze zaopatrzonej wypożyczalni DVD i chyba lepiej by było, gdyby gimbusy uczulone na czytanie właśnie tam się kierowały, zamiast sięgać po marne bryki. Nie to, żeby wszystkie godne były polecenia, bo na  przykład hollywoodzka wersja eposu Homera przyprawia o mdłości. Większość adaptacji nie wyjdzie poza pięć na dziesięć gwiazdek w skali ocen Filmwebu. Ale trafiają się również perełki – warto jeszcze raz przywołać Hamleta (reżyseria, scenariusz i tytułowa rola – Kenneth Branagh) ze wspaniałą grą aktorską i nietuzinkowym spojrzeniem na arcydzieło Szekspira. Jednak jak już zostało zasugerowane, nie tylko ogólnie znane pozycje książkowe stają się inspiracją dla scenarzystów. Weźmy chociażby niesłusznie pominięty w ostatnim wyścigu po Oscary film Drive (ekranizacja opowiadania Jamesa Sallisa), czy wiele innych obrazów, które tę prestiżową nagrodę zdobyły, jak Ojciec Chrzestny, Amadeusz, To nie jest kraj dla starych ludzi czy The Social Network

Jakkolwiek bardzo często już sama biografia pisarza jest doskonałym materiałem na obraz filmowy. Nie od dziś wiadomo, że literaci to nie pomniki, a ich życie prywatne zazwyczaj jest równie szalone i skandalizujące jak życie ich bohaterów. Doskonałym przykładem jest tutaj  Rozpustnik, skupiający się na gorszących ekscesach siedemnastowiecznego poety Johna Wilmota, którego z właściwą dla siebie dozą ekscentryczności zagrał Johnny Depp. Nie jest to dzieło dla osób wrażliwych moralnie i niewinnych – taka ilość scen ostrych hulanek, przesyconych erotyzmem, czy wręcz pornografią nie trafi we wszystkie gusta, ale jest to ilość konieczna, by oddać atmosferę towarzyszącą przyjacielowi króla Karola II (John Malkovich). Buntowniczy i dekadencki klimat znajdziemy także w Całkowitym zaćmieniu reżyserii Agnieszki Holland, które z kolei opowiada losy Arthura Rimbaud i Paula Verlaine’a, granych odpowiednio przez Leonardo DiCaprio i Davida Thewlisa. Ale nie brak też grzeczniejszych przykładów, spośród których warto wymienić Godziny o Virginii Woolf, Zakochanego Moliera o francuskim komediopisarzu, Marzyciela o autorze Piotrusia Pana oraz O północy w Paryżu, w którym to filmie Woody Allen zapoznaje nas ze śmietanką artystyczną Francji lat 20. No i mój ulubiony – gratka dla wielbicieli Wisławy Szymborskiej – Czasami życie bywa znośne. W tym ciepłym filmie reżyserka Katarzyna Kolenda ‑ Zaleska podróżuje wraz z noblistką po miejscach związanych z jej życiem i wierszami, zbiera wypowiedzi znanych i szanowanych osobistości oraz tworzy wzruszający obraz skromnej starszej pani.

Niektórym jednak bogactwo autentycznych historii nie wystarcza i tworzą fikcyjnych bohaterów, niejednokrotnie przypisując im zawód pisarza, zapewne kierując się przekonaniem, że każde dziwactwo takowemu pasuje. I tak gbur z filmu Lepiej być nie może, poniżający wszystkich wokół, przez wszystkich wokół znienawidzony, cierpiący na nerwicę natręctw – jest pisarzem. Człowiek szukający spokoju na prowincji, dający wciągnąć się w tajemnicze i niepokojące wydarzenia przedstawione w Sekretnym oknie – pisarz. Autor widmo odkrywający niebezpieczne, zagrażające jego życiu sekrety polityczne swojego pracodawcy – oczywiście pisarz.

Wszystkie te filmy są dowodem na to, że jeszcze ktoś na świecie czyta książki i docenia magię literatury. I być może wolelibyśmy czasem, by jakiś natchniony scenarzysta czy reżyser zostawił naszą ulubioną powieść w spokoju, to jednak warto otworzyć się na różne sposoby interpretacji. Polecam wyszukiwanie adaptacji przeczytanych książek albo obrazów związanych z ich twórcami, a także czytanie tego, co stało się inspiracją dla obejrzanego filmu. Mimo że nie raz może zostać to okupione zszarpanymi nerwami, warto przełknąć różnice między naszą wizją a wizją reżysera i nie zamykać się na inne sposoby widzenia rzeczywistości.


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.