Dziesięć kochanek filmu

Film i Film - romans narcystyczny

Źródło grafiki: classconnection.s3.amazonaws.com/334/flashcards/4032334/png/sloan1365099746013-142D549F16B05B9C0CF.png
Nareszcie nadszedł ten uroczysty moment, w którym Szanowni Czytelnicy oraz autorka niniejszych słów podejmą wspólną refleksję nad tematem zawartym w ostatnim już rozdziale cyklu Dziesięć Kochanek Filmu. Będzie to część wyjątkowa nie tylko ze względu na funkcję epilogową oraz – standardowo – gloryfikację kolejnej Muzy, lecz także dzięki elementom autotematyzmu i podejściu do tematyki ponad podziałami.
Ostatnia bohaterka cyklu to X Muza. Nie znajdziemy jej wśród klasycznego apollińskiego orszaku, nie przydzielimy symbolicznego atrybutu, nie nadamy finezyjnego imienia. Jej obecność  w tak szacownym gronie – jako najmłodszej spośród swoich sióstr – może ciągle wywoływać oburzenie u bardziej konserwatywnych wyznawców sztuki. Mowa o kinie, fabryce snów, dużym ekranie, filmie. Filmie, który chętnie nawiązuje w swoich opowieściach do pozostałych Muz i nie broni się przy tym przed autofascynacją, samokrytyką, metatwórczością. Co więcej, w historii kina odnajdziemy nie tylko filmy o innych filmach, lecz także – wcale nie tak głęboko schowane – filmy o filmach i innych Muzach! Filmowo-Muzowa incepcja!

1.

Kaliope – odpowiedzialna za literaturę – jak zwykle dostarcza wielu przykładów. Za jeden z nich może posłużyć Adaptacja, film, którego fabuła skupia się na losach scenarzysty (w tej roli uwielbiany przez internety Nicolas Cage), który pracując nad adaptacją powieści, zakochuje się w jej autorce. To właśnie wszelkiego rodzaju adaptacje i ekranizacje pozwalają twórcom połączyć w jednej fabule elementy metafilmowe i literackie. Tak też postąpiono z Operacją Argo, stworzoną na podstawie autentycznych wydarzeń opisanych w książce The Master of Disguise, w której sposobem na uratowanie amerykańskich dyplomatów z placówki okupowanej w Iranie staje się produkcja nieistniejącego filmu-wymysłu. Do tego tytułu dorzucić można jeszcze Hugona i jego wynalazek oraz Kochanicę Francuza.

2.

Najbardziej typowy zabieg autotematyczny – nazwijmy go zabiegiem historycznym, przywołującym wielkie postacie kina – można łatwo przypisać Klio. Bo jak rzetelniej zaprezentować warsztat wielkiego reżysera jak nie poprzez film właśnie? Jakie inne medium zasługuje na przedstawienie historii aktorki kochanej przez miliony fanów? Bez wątpienia słusznego wyboru dokonali twórcy Mojego tygodnia z Marylin czy Hitchcocka.

3.

Bądź co bądź filmowcy to artyści – doskonale wiedzą, jak posługiwać się emocjami. Zapewne dlatego Erato chętnie zabiera ich do krainy miłosnych inspiracji. I czy to będzie namiętny romans aktorki z żonatym mężczyzną (Wszystko gra), czy przekształcanie małżeńskich historii w scenariusz filmowy (Maybe baby), czy nawet niewinne uczucie zrodzone na planie filmu pornograficznego (Zack i Miri kręcą porno) – nie ma takich namiętności, z którymi nie poradzono by sobie na dużym ekranie!

4.

Istnieje wiele powodów, dla których należy obejrzeć film Holiday – chociażby ze względu na zbliżający się okres świąteczny. Dzisiaj dorzucę kolejny. Otóż ta sympatyczna historia jest również przykładem połączenia dziesiątej muzy z Euterpe – opiekunką muzyki. Nie sposób przecież zapomnieć o roli Jacka Blacka, który wciela się w kompozytora muzyki filmowej oraz twórcę dzieł artystycznych, które wywołują u widzów na przemian łzy wzruszenia i radosny śmiech.

5.

Swoją filmowo-filmową reprezentację ma także Melpomena. Śpiewający i tańczący aktorzy grający śpiewających i tańczących aktorów – takie rzeczy możliwe tylko w musicalach! Jako potwierdzenie można przywołać: Nine oraz Deszczową piosenkę – obie produkcje opowiadają o losach bohaterów związanych ze światem kina.

6.

Nie tak łatwo odnaleźć film nawiązujący jednocześnie do własnego warsztatu oraz teatru. Nie wypadało jednak pozostawić Polihymnii samej sobie. A że mocno naciągane przykłady i teorie zdarzały się już w trakcie tego cyklu, nie inaczej zamierzam wybrnąć i tym razem. Skórę uratuje mi film Jej wysokość Afrodyta, który na wielu poziomach odwołuje się do tragedii greckiej, a równocześnie jednej z bohaterek przypisuje się profesję aktorki porno.

7.

Aby móc mówić o samym sobie, potrzebujemy dystansu. Niektórzy osiągnęli taką perfekcję w dystansowaniu się wobec własnej osoby, że jedyną naturalną reakcją na to, co dzieje się dookoła, staje się dla nich śmiech. Takim twórcom na pewno patronuje Talia, a dzięki takiej opiece powstało już wiele niesamowitych komedii. Za idealny tego przykład może nam posłużyć film To już jest koniec, który mniej zachwyca wykonaniem, a bardziej – całą gromadą aktorów grających samych siebie. W innej produkcji – Last Vegas – aktorzy-legendy wcielają się w role, które stanowią starsze (stare?) wersje bohaterów z Kac Vegas.

8.

Tańczących aktorów możemy podziwiać przede wszystkim w musicalach, ale i sama Terpsychora wytwarza przykłady na filmowy miraż tańca i filmu. I to przykłady jakże różnorodne i odmienne! Zauważmy choćby Artystę, w którym to właśnie taneczne sceny pomagają widzom przenieść się do świata starego kina, oraz - na drugim biegunie - Bling Ring, gdzie zmysłowa zabawa przy muzyce obok włamań do domów hollywoodzkich gwiazd pomaga bohaterom poczuć się wyjątkowo.

9.

Udało mi się znaleźć w pamięci tylko jednego przedstawiciela, który wykorzystuje przemieszanie science fiction i filmu. Urania nie powinna czuć się jednak dotknięta tym faktem, gdyż jest to nie byle jaki przedstawiciel, a mianowicie – wnuk wielkiego Stanisława Lema. Kongres – zrealizowany na podstawie opowiadania polskiego pisarza – z powodzeniem łączy w sobie tematy futurologiczne między innymi z odwiecznym pragnieniem zachowania wiecznej młodości, dotykającym nie tylko tych fikcyjnych aktorów, lecz także nas samych.

10.

Film to straszliwie pojemny worek. I nikt już chyba teraz nie zaprzeczy, że bogactwo inspiracji, motywów i konceptów w tymże worku nigdy się nie wyczerpie! Tylko w kontekście niniejszego tekstu można wyliczyć mnóstwo tytułów, które nie mieszczą się w narzuconych schematach. Jednak poznawanie świata filmowego nigdy nie jest stratą czasu, dlatego zapraszam za miesiąc na ostatnie już spotkanie w ramach cyklu Dziesięć Kochanek Filmu – ostatnią recenzję romansu Filmu z Filmem.


Magdalena Pawłowska

Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.